Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
wtorek, 16 stycznia 2018 r.
Strona główna
Sprawdzian będzie straszny PDF Drukuj Email
21.06.2012.

                     

                                          Sprawdzian będzie straszny

                    * Ewolucja europejska * Bankructwo gospodarki, triumf polityki

                    * Gdy długi większe niż PKB... * Nadchodzi Wielka Eurosmuta                        

 („Najwyższy Czas”, 20 czerwca 2012) Unia Europejska, początkowo jako Europejska Wspólnota Węgla i Stali, nigdy nie była projektem gospodarczym: była i jest projektem czysto politycznym. Ekonomiczna otoczka tego projektu była zawsze tyko propagandą. Najpierw, po wojnie, Francja chciała mieć kontrolę nad strategicznymi wówczas materiałami, niemieckim wydobyciem węgla i niemiecką produkcją stali; Amerykanie nie wyrazili sprzeciwu a sami  Niemcy w poddaniu się tej kontroli dostrzegli swą polityczną szansę:  wychodzenia z powojennej izolacji. Sama zresztą atmosfera zimnej wojny, dzielącej wolny świat od sowieckiego imperium, sprzyjała naturalnej integracji gospodarczej krajów Europy Zachodniej, a silna amerykańska obecność militarna cementowała tę integrację. Chyba właśnie w okresie zimnej wojny, zakończonej kresem epoki breżniewowskiej, tworząca się Unia Europejska spełniała niejako mimowolnie i najpełniej deklarowane oficjalnie cele integracji gospodarczej: „redukowania nierówności”, „zrównoważonego rozwoju”, etc. Niemcy, zwolnione wówczas z obowiązku „świadczeń militarnych” (podczas gdy wyścig zbrojeń był bardzo kosztowny dla innych państw europejskich), wspierane nadto potężnie przez kapitał amerykański, stosunkowo szybko zdobyły dominująca pozycję gospodarczą w Europie zachodniej, wyzwalając się spod francuskiej kurateli. Z chwilą sowieckiej „pierestrojki”, zburzenia muru berlińskiego i zjednoczenia Niemiec – Unia Europejska nie była już francuskim instrumentem trzymania w ryzach polityki niemieckiej, była już wspólnym, francusko-niemieckim narzędziem kształtowania polityki europejskiej. W ciągu dwudziestu następnych lat Niemcy przejęły zwolna polityczne kierownictwo Unii Europejskiej, naginając jej struktury do swoich politycznych interesów, a ogłoszona za rządów Schroedera strategiczne partnerstwo Niemiec z Rosją, bez uzgodnień z „Brukselą” ani kimkolwiek innym – zwłaszcza ani z Paryżem – pokazało to dobitnie.

 Po zjednoczeniu Niemiec propagandowa otoczka „gospodarcza” wokół UE  brała coraz bardziej w łeb, a „Bruksela” z jej komisarzami i stadami eurokratów stawała się coraz wyraźniej kosztowną „przykrywką” dla polityki niemieckiej. Fakt, że  ta niebywale kosztowna struktura i jej  nomenklatura „nie dostrzegała”, co dzieje się z finansami Grecji, Portugalii, Hiszpanii, Włoch czy Francji... -  świadczy, że albo to jakaś banda niedoinformowanych durniów, albo – w co chętniej wierzymy – sprzedajnych biurokratów i polityków, nomenklaturowców na niemieckim w konsekwencji garnuszku. Niemcy – największy płatnik netto do budżetu UE – z sardoniczną radością obserwować musiały proces postępującego zadłużania się krajów euro, a nawet – z całą pewnością – inspirować go za pośrednictwem „unijnych instytucji, ich decyzji i praw”. „Demokracja” w UE, podszyta interwencjonizmem państwowym i zadłużaniem się, czyniła zatem  nieustanne postępy, a wiadomo, że postępy demokracji kosztują podatników niewyobrażalne wprost sumy; interwencjonizm państwowy (swoista forma socjalizmu) umożliwia właśnie dojenie podatnika. Gdy więc politycy unijni swymi socjalnymi obietnicami przekupują opinię publiczną, by nadal istnieć w polityce -  forsa na realizacje tych obietnic jest boleśnie wydzierana z kieszeni tychże podatników, najczęściej przy minimalnej realizacji obietnic wyborczych. Forsa ta idzie na nomenklaturę unijną i biurokrację krajów członkowskich, a socjalne programy utrwalają tylko – zwłaszcza u biedniejszych „płatników brutto” – postęp zadłużenia, państwowy interwencjonizm, kapitalizm kompradorski czy  republikę bananową Taki jest mechanizm „demokracji” w dzisiejszej Unii Europejskiej, która osiągnęła kolejne stadium politycznej ewolucji: zwolna staje się instrumentem niemiecko-rosyjskiej polityki w Europie, do której Francja – niegdysiejsza „kontrolerka” Niemiec – musi akomodować.

 Bankructwo UE jako rzekomego projektu gospodarczego jest dzisiaj porażające: jeśli to miał być projekt gospodarczy (stabilizacja, usuwanie różnic, równomierny rozwój, itp.) – to przykład Grecji, krytyczna sytuacja Hiszpanii, Włoch, Portugalii a i samej Francji, bezrobocie i stagnacja w krajach UE świadczą jak najgorzej o tym pomyśle; jako projekt gospodarczy UE  bankrutuje podobnie, jak wcześniej zbankrutował socjalizm w „miłującym pokój obozie państw socjalistycznych pod przewodem Związku Radzieckiego”. Rzecz jasna bankructwo to trwać będzie o tyle dłużej niż gospodarczy upadek krajów RWPG, o ile Europa Zachodnia była bogatsza od poddanej sowieckiej okupacji Europy Wschodniej, gdzie upaństwowiono przemysł, handel i banki. Ze sklepów w krajach UE nie znikną więc towary i nie pozostanie ocet plus wódka i papierosy na kartki, ale inflacja i podatki to też świetne instrumenty wyzuwania obywateli z własności – i wolności.

 Obecny kryzys finansowy, zarówno w Ameryce jak w Unii Europejskiej wywołany „wspólnotą rozbójniczą” rządów i banków nie jest więc ekscesem gospodarki wolnorynkowej, ale skutkiem jej wypierania przez polityczne projekty socjalistyczne. Czy Europa niemiecko-rosyjska będzie zatem Europą jeszcze bardziej socjalistyczną, niż obecna?

 Wiele na to wskazuje, bo przecież obecne długi publiczne państw UE, przerzucane są na następne pokolenia i w tych następnych pokoleniach dadzą o sobie znać. Ten sprawdzian może być straszny, straszniejszy niż amerykański kryzys z lat 30-ych (też zresztą wywołany polityką rządowa).

  W roku 2009 dług publiczny Grecji wynosił 115 proc. PKB, Portugalii – 77 proc., Irlandii – 64 proc. W 2010 roku: dług publiczny Grecji – 142 proc. PKB,  Portugalii – 93 proc., Irlandii -  96 proc. W 2011: Grecji – 159 proc PKB, Portugalii – 110 proc., Irlandii – 104 proc. Prognoza dla Grecji na rok bieżący – 198 proc. , ale z początku roku... Dług publiczny Niemiec, Francji i Wlk.Brytanii zbliża się do 90 proc.PKB., ale w szacunkach tych nie uwzględnia się „wypłukanego” ostatnio z powietrza prawie biliona euro na „walkę z kryzysem”... W roku 2007 (według danych MFW) dług publiczny państw rozwiniętych wynosił średnio 72 proc. ich PKB, w roku 2011 – już 103 proc.

 Jak widać – przekształceniom projektu politycznego pod nazwą Wspólnoty Europejskiej w Unię Europejską ( z rysującą się perspektywą jej dalszej ewolucji w instrument polityki niemiecko-rosyjski) towarzyszy postępujący upadek gospodarczy, ograniczenia wolności obywatelskiej i rosnące zadłużenie ludności, które musi skończyć się przynajmniej wielką inflacją, więc wielką grabieżą:  przede wszystkim najbiedniejszych, biednych i średniozamożnych. Niemcy, rzecz jasna, jeszcze trochę wyłożą na UE ale jeszcze bardziej podporządkują sobie gospodarki jej członków. Już słychać nawet, że po eurominstrze spraw zagranicznych ustanowiony będzie eurominister finansów... Do europremiera eurorządu już niedaleko...

 Czy aby przyszłoroczna Olimpiada w Londynie nie będzie ostatnim weselszym akordem w tych rozpoczynających się czasach wielkiej eurosmuty?

                                               Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »