Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

środa, 15 sierpnia 2018 r.
Strona główna
Ława ławie nie równa PDF Drukuj Email
05.09.2012.

                                                Ława ławie nie równa    

                    * Z czegoś trzeba żyć...* Demokracja za młodu i na stare lata

                               * Rekomendacje kandydatów * Kto pyta nie błądzi

   Prezydent Komorowski, ksywka „Bul” (ale nie „Sitting Bull”, pogromca gen.Custera, niestety) zaproponował, żebyśmy stworzyli sobie własną tarczę obronną, bez oglądania się na Amerykę... Pomysł „ z grzybkami dobry”, jak powiedziałby ś.p. Witold Gombrowicz. Wszystko wskazuje, że za tym pomysłem naszego Bula kryje się całkiem zwyczajna chęć wkupienia się w łaski „wojskówki”, podsypania jej kilku miliardów pod pretekstem „tarczy”: w końcu  „światowy kryzys” -  kolejny etap globalizacji socjalizmu – potrwa długo, bardzo długo. Z czegoś trzeba żyć...

 Ponad sto lat temu, w młodzieńczym, by tak rzec, okresie demokracji europejskiej, w III Republice Francuskiej pewien prezydent pragnął rozwijać francuski program kolonialny we współpracy z Niemcami, kosztem pogodzenia się z utratą Alzacji i Lotaryngii. Czy zbudujemy „tarczę obronną” kosztem utraty Śląska?...Słynny Georges Clemenceau jako poseł rzucił wówczas pod adresem rządu pamiętne słowa: „To nie jest ława ministrów, na którą teraz patrzę, to ława oskarżonych. Nie chcemy z wami dyskutować o wielkich problemach Ojczyzny. Precz!”.

 W sto dwadzieścia lat później, w podstarzałej demokracji europejskiej, która wkroczyła najwyraźniej w okres klimakteryjny, można by właściwie to samo powiedzieć pod adresem rządu Tuska w Polsce. Zwłaszcza po zapędzeniu Polski pod Traktat Lizboński, odbierającym nam suwerenność i po zamachu smoleńskim. Demokracja nie musi najlepiej służyć państwowości: te trzysta ustaw uchwalanych rocznie, ten nepotyzm od rządowej góry po  samorządowy dół, to spróchniałe partyjnictwo, to radosne zadłużanie obecnego i przyszłych pokoleń... Z tamtego, wczesnego okresu demokracji europejskiej, pochodzi jeszcze jedna anegdota. Francuscy liderzy partyjni zastanawiali się, kogo wybrać prezydentem. Proponowano miernoty, żeby nimi kręcić. Ktoś zaproponował niejakiego Dubosta, ktoś inny spytał: Dlaczego akurat on?

 - Przecież nie jest głupszy od innych – padło szczere uzasadnienie.

 Jeśli chodzi o naszą młoda demokrację, która jeszcze zanim dojrzała już popadłą wraz z demokracją europejska w klimakterium – krąży plotka, że żona naszego Bula skwitowała jego wybór na prezydenta słowami:  „Bronkowi się należało”... Też dobre uzasadnienie!

 A ja przypominam sobie, że i „Bolek” jako prezydent wyraził kiedyś opinię, że „nie byłoby źle zwędzić gdzieś jedną bombą atomową”; ta jedna bomba atomowa i ta własna tarcza obronna idą jakby w parze: Bronek nie jest głupszy od „Bolka”, i vice versa.

 Tymczasem na „wielkie problemy Ojczyzny” nakładają się problemy duże: drożyzna, bezrobocie i - ostatnio - bankructwa firm. Splajtowało już bodaj 9 biur podróży. Plajtującym podwykonawcom autostrad Skarb Państwa zwróci wprawdzie forsę z pieniędzy podatkowych, ale przecież z pieniędzy podatkowych opłacono już wcześniej „wykonawcę”: ten zaś ani myśli oddać ze swoich... Splajtowały zakłady metalowe w Tarnowie. Postępującej drożyźnie i bezrobociu zaczynają więc towarzyszyć pierwsze plajty, a przecież to dopiero sam początek „kryzysu” w Polsce. Tymczasem premier Tusk jakby schował się gdzieś w ciemną dziurę wobec tych niepokojących objawów „gierkowszczyzny-bis”, nadto sprawa pracy jego syna dla „Amber Gold” rodzi pośród ludu  pracującego miast, wsi i osiedli  oraz pośród ludu bezrobotnego treściwe pytanie: Czemu wiedział, a nie powiedział? Czemu odradzał synowi tę robotę, ale nie ostrzegł obywateli?

  Ale i pod adresem ministra sprawiedliwości, tudzież prokuratora generalnego, a i ministra gospodarki padają uzasadnione pytania: czemu wobec prezesa Amber Gold” orzekano trzykrotnie karę „ w zawieszeniu”, gdy już po pierwszym  skazaniu działał w warunkach recydywy? Czemu akurat prokuratura gdańska ma teraz zajmować się tą sprawa, gdy cała Polska mówi o „układzie”, a nawet o „mafii gdańskiej”? Czemu minister gospodarki prześlepił ten „skład towarowy”, działający jako kredytodawca i parabank? Kto roztacza parasol ochronny (he,he, tarczę ochronną?...) nad „układem gdańskim”?...Kto tak naprawdę dał  ten szmal na „słupa”?...

 „To nie jest ława rządowa, na która teraz patrzę”...Hm. Czy demokracja młoda, jeszcze niemal dziewicza, czy już „posunięta”, i nie tylko „w latach” – odróżnienie ławy ministrów od ławy oskarżonych bywa trudne.

                                                       Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »