Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

niedziela, 21 października 2018 r.
Strona główna
Niepokoje sceptycznego globalisty PDF Drukuj Email
05.09.2012.

                                         Niepokoje sceptycznego globalisty

               * Na początku jest „podmianka” * Pełzająca globalizacja socjalizmu                                   

                  * Tenisówki zimą – karalne? * Egipt naśladuje naszą demokrację!                     

  Jeśli „na początku było słowo”, to i początek fałszu musi zaczynać się zakłamania słowa. W miarę, jak flancuje się w naszym kraju nowa odmiana socjalizmu, tym razem w wersji brukselskiej, towarzyszą temu procesowi (tej operacji) charakterystyczne objawy. W warstwie kulturowej ( jeśli propaganda składa się także na kulturę) to przede wszystkim nowomowa, czyli tworki, podmianki i przesunięcia semantyczne, właściwe strojce każdej formy socjalizmu, szerzej: każdej formy totalniactwa. Zaczęło się od „kochających inaczej”, „małżeństw homoseksualnych”, „patriotyzmu inaczej” i temu podobnych hocków-klockow i tricków, ale źródło tkwi w moskiewskiej jeszcze wersji socjalizmu: w „kotlecie z jajek”, „centralizmie demokratycznym”, „bratniej pomocy”, „partii robotniczo-chłopskiej” i podobnych wynalazkach semantycznych, tkwiących z kolei w jeszcze głębszej przeszłości totalniactwa: w „partii bolszewików” (nie było ich wcale „bolsze” , a „mieńsze”...), w „ojczyźnie światowego proletariatu”, w „nowym człowieku radzieckim” itd.

Dzisiaj, obok wielu tego rodzaju chytrości, wiodącymi podmiankami semantycznymi jest termin „ograniczona suwerenność”, używany dla zamaskowania braku suwerenności, i „kryzys finansowy”, używany dla zamaskowania postępów socjalizmu w świecie. „Ograniczona suwerenność” to zwrot w najlepszym razie metaforyczny, poetycki lub nieuprawniony skrót publicystyczny, ale tak naprawdę suwerenność albo jest, albo jej nie ma: ograniczona suwerenność to w istocie brak suwerenności. Trudno więc pojąć, dlaczego na łamach „Rzepy” Zbigniew D.Czachór pisze o „samoograniczającej się suwerenności” krajów unijnych, zamiast pisać o utracie suwerenności. Ale autor jest „stałym doradcą Komisji ds.Unii Europejskiej Sejmu RP” i tym chyba tłumaczy się ta sztuczka, jakiej używa. Co do „kryzysu finansowego” – rola  amerykańskiego systemu Rezerwy Federalnej i Europejskiego Banku Centralnego jako forpoczty globalnego socjalizmu – na grząskim gruncie długiego odchodzenia od parytetu złota – musiała w końcu doprowadzić gospodarkę światową do stanu obecnego, tak jak upaństwowienie gospodarki musiało w końcu doprowadzić do jej skurczenia się i zapaści.

 W warstwie prawnej nowa wersja socjalizmu skutkuje tworzeniem nowych ograniczeń wolności w miejsce likwidowanych, starych ograniczeń wyprodukowanych jeszcze w wersji socjalizmu sowieckiego. Rehabilitowano zatem prywatną własność, ale nałożono na nią niebezpieczne i szkodliwe ograniczenia wypływające z interwencjonizmu keynesowskiego, a punkt ciężkości tych ograniczeń lokuje się dzisiaj właśnie w sferze pieniądza. Bankowa kreacja pieniądza, czyli inflacji, zaciąganie zobowiązań na koszt przyszłych pokoleń, budżety z deficytem, przymus ubezpieczeń emerytalnych i zdrowotnych – to codzienność nowego, globalnego socjalizmu. A w Polsce, dodatkowo - ten podatek, który przedsiębiorca musi płacić przy wystawianiu faktury, a nie przy inkasowaniu pieniędzy, ta bezbronność obywatela wobec urzędu skarbowego, te samorządy uprawnione do działalności gospodarczej i postępujące zbiurokratyzowanie życia...  Po co konfiskować nieruchomości, fabryki, pola uprawne - jeśli  konfiskować można niemal bez ograniczeń pieniądze, jakie przynoszą?

 „Ale są jeszcze sprawy drobne”... - a jest ich tyle, że zebrane razem składają się na coraz potężniejsze jarzmo, jakie nowa socjalistyczna nomenklatura nakłada na niewolnicze stado „społeczeństwa obywatelskiego”. Najnowszy pomysł – przymusu „ogumienia zimowego” – uzupełnia potężną, totalniacką kolekcję zdobyczy eurosocjalizmu, poczynając od podatku akcyzowego a na obowiązku „zezwolenia władz gminnych na wycięcie drzewa” lub „zezwoleniu ministra finansów na zbiórkę publiczną pieniędzy” kończąc. Kończąc? Gdzieżby tam!... Tylko patrzeć, jak za chodzenie zimą w tenisówkach wrzepią nam przykładną grzywnę. Wszystko wskazuje, że eurosocjalizm dopiero zaczyna się u nas na dobre. Spodstolnej prasie pozwolono ostatnio szerzej rozpisywać się o „kryzysie obejmującym Polskę”, czyli o gwałtownym, przyśpieszonym postępie socjalizmu w wersji brukselskiej. Będą nas przyzwyczajać, oswajać z tym  „kryzysem” – po cóż by, jak nie po to, żeby usprawiedliwiać „środki antykryzysowe”, środki „walki z kryzysem”? A przecież historia socjalizmu nie zna innych środków jego „naprawy”, jak tylko  „jeszcze więcej nowego socjalizmu”... Niestety, mądrale z roku 1989 nie odrzucili socjalizmu, przyjęli jego naprawę, która wyznaczyła logikę następstw.

 To i nie dziwi, że i do zmiany byle ministra w rządzie Tuska potrzebne są bezpieczniackie taśmy. To też nic nowego. Za PRL był w Łodzi tow.sekretarz Hieronim Rejniak, o którym wszyscy wiedzieli, że „lubi wypić” i w ogóle „jest swój chłop”, aliści do czasu, gdy zrobiono go szefem łódzkiej telewizji, na które to stanowisko nie on jeden miał ochotę. Zaraz też podkablowano go akurat w chwili, gdy „miał wypite” (była to misterna prowokacja w dniu jego imienin), chociaż „wypite” miewał i wcześniej, i na innych funkcjach. I jak tu nie westchnąć nad „globalizacją socjalizmu”, gdy podobny los spotyka w dalekiej Ameryce kandydata na szefa MFW Strauss-Kahna, wprawdzie na innym tle, bo prowokacji seksualnej, ale in modo wszystko się zgadza. „Taśmy Serafina” dowodzą tylko, że coraz lepiej wpisujemy się w „globalny kryzys”, jak eufemistycznie nazywany jest postęp socjalizmu  w świecie, a nasza młoda demokracja policyjna radzi sobie coraz lepiej ze społeczeństwem obywatelskim.

 Tymczasem z dalekiej Ameryki nadeszła wieść, że wieloletni szef egipskiego wywiadu, Omar Sulejman, który zdradził Mubaraka i dołączył do spisku, a potem zwiał z kraju – „zmarł nagle podczas kuracji medycznej w Stanach Zjednoczonych”. Wprawdzie nie powiesił się ani nie zastrzelił „bez udziału osób trzecich”, ale, psiakrew, nowa demokracja egipska zaczyna przypominać naszą. Gdzie Warszawa, gdzie Kair, a jednak. Globalizacja, panie dzieju. globalizacja...

                                                               Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »