Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

środa, 15 sierpnia 2018 r.
Strona główna
Moje podkreślenia PDF Drukuj Email
28.09.2012.

                                                         Moje podkreślenia

                  *Czym NATO dla ludzi?... *Interpretacja obamowsko-putinowska                                

                  *Płać, choć nie zarobiłeś * Eurofanty dla zasłużonych europjeczyków                           

  Odkąd powstała Rada NATO-Rosja najtęższe umysły zastanawiają się, czym teraz właściwie jest NATO: „paktem białego człowieka przeciw reszcie świata”, czymś mniej – czymś więcej? „Czym mniej” chyba nie, lecz jeśli „czymś więcej” – to czy może być paktem rządów przeciw własnym obywatelom? A może paktem rządów przeciw obywatelom niektórych tylko krajów?

 Do takich refleksji pobudził mnie niedawny wywiad udzielony przez „Zbiga”  Brzezińskiego dla „Rzeczpospolitej”.

 „Zbig” powiada tam, że „Polska musi mieć zdolność do obrony własnego terytorium”, co jest niewątpliwie myślą słuszną, głęboką i „z grzybkami dobrą”, jak mawiał Witold Gombrowicz, ale zaraz wyjaśnia, że gdyby Polska została zaatakowana zbrojnie, to „w krótkim czasie sojusznicy znajdujący się pod

m i ę d z y n a r o d o w ą   p r e s j ą   o p i n i i    p u b l i c z n e j (podkreślenie moje – M.M.)  wymogą kolektywną odpowiedź NATO zgodnie z artykułem 5 traktatu północnoatlantyckiego (o zbiorowej samoobronie). Decyzje o zapewnieniu takiej możliwości przez podniesienie zdolności do obrony Polska musi podjąć samodzielnie, wedle optymalnego osądu, rozważając, co zapewnia możliwość samoobrony do czasu, kiedy sojusznicy będą politycznie zmuszeni do zareagowania”.

 Rodzi się jednak pytanie co będzie, jeśli owa „międzynarodowa presja opinii publicznej” – na którą powołuje się „Zbig” - nie będzie dostatecznie silna, żeby „wymóc kolektywną odpowiedź” pozostałych członków NATO?...

 W artykule 5 Paktu Północnoatlantyckiego nie ma ani słowa o „presji międzynarodowej opinii publicznej” jako warunku NATO-wskiej pomocy dla napadniętego zbrojnie kraju! Artykuł 5 stanowi, że w przypadku napaści zbrojnej na jednego z członków NATO – napaść taka „uważana będzie za napaść przeciwko wszystkim” (członkom NATO), wskutek czego każdy z pozostałych członków NATO „udzieli pomocy napadniętemu członkowi NATO podejmując  n a t y c h m i a s t (podkreślenie moje - M.M.) taką akcję, jaką uzna za konieczną w celu   p r z y w r ó c e n i a (podkreślenie moje- M.M.) i utrzymania bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego”.

 Wygląda zatem na to, że „Zbig” dokonuje nowej (obamowsko-putinowskiej ?) interpretacji artykułu 5 Paktu Północnoatlantyckiego, wprowadzając do tej interpretacji „międzynarodową presję opinii publicznej” jako warunek „kolektywnej odpowiedzi NATO” na zbrojne zaatakowanie jednego ze swych członków – w miejsce dotychczasowej interpretacji, wedle której taka „kolektywna odpowiedź” NATO na agresję wobec jednego ze swych członków powinna nastąpić natychmiast i  bezwarunkowo.

 Czy w tym duchu „uwarunkowania presją międzynarodowej opinii publicznej” będzie się teraz rozwijać NATO rada w radę z Rosją – tego, rzecz jasna, nie wiem, ale zwracam uwagę na taka możliwość. Podkreślam swoje wątpliwości.

 We wrześniu 1939 roku na przykład Anglia i Francja miały nam udzielić pomocy b e z w a r u n k o w e j  w ciągu bodajże 2 tygodni od zaatakowania Polski, ale widocznie presja międzynarodowej opinii publicznej była zbyt słaba, więc zamiast działań bojowych angielsko-francuskich mieliśmy słynną „dziwną wojnę” („drole de guerre”), podczas której w stronę Niemiec nie padł ze strony francusko-angielskiej ani jeden strzał. Czyżby zatem „Zbig” interpretował dzisiaj literę artykułu 5 Paktu Północnoatlantyckiego w duchu tamtej, dziwnej wojny? Dość niepokojąco brzmi także interpretacja „Zbiga, wedle której mamy sobie zapewnić obronę „do czasu aż sojusznicy  b ę d ą   p o l i t y c z n i e 

z m u s z e n i ” (podkreślenie moje – M.M.) do zareagowania”. A jeśli, wbrew wynikającemu z dotychczasowej interpretacji art.5 obowiązkowi natychmiastowej i bezwarunkowej „kolektywnej odpowiedzi” – sojusznicy jakoś nie poczują się „polityczni zmuszeni”?...

 Oczywiście, własny potencjał zbrojny powinniśmy rozwijać, ale z uwzględnieniem teraz tej nowej okoliczności,  że „presja międzynarodowej opinii publicznej” ( „New York Times”, „Der Spiegel”, „La Reppublica” z „Liberation” na kupę ?...) może być zbyt słaba, by „wymóc kolektywną odpowiedź” pozostałych członków NATO. Co tu dużo mówić – gdy zapisy Paktu zostaną  u z a l e ż n i o n e  od natężenia „presji międzynarodowej opinii publicznej” – możemy nie doczekać „kolektywnej odpowiedzi” pozostałych członków NATO, zwłaszcza jeśli prasa żydowska, i ta amerykańska, i ta diasporalna zacznie podkreślać nasz wypijany z mlekiem matki genetyczny antysemityzm... Sojusznicy mogą nie poczuć się zmuszeni...

 Co też skłoniło „Zbiga” do takiej   n o w e j   i n t e r p r e t a c j i   artykułu 5 Paktu Północnoatlantyckiego, inspirowanej „realistyczną” postawą naszych sojuszników z roku 1939? Niestety, w wywiadzie takie pytanie nie padło, więc je stawiam jako komplementarne...

 O ile na nową, obamowsko-putinowską interpretację zapisów traktatowych wpływu większego nie mamy – to mamy przecież jeszcze, póki co,  jako-taki wpływ na własne prawo podatkowe? Właśnie minister  m a g i s t e r

 (podkreślenie moje – M.M.) Rostowski skrytykował ostro starą, lecz odgrzaną przez PSL propozycję, by przedsiębiorcy, którzy nie dostali zapłaty za wykonane prace, nie  płacili podatku VAT „awansem”, ale dopiero wtedy, gdy tę zapłatę uzyskają. Minister mgr Rostowski uznał, że byłoby to „zbyt kosztowne dla państwa”, chociaż nie wie, jak „kosztowne” byłoby to dla państwa. Tymczasem samo ściąganie podatków w obecnym systemie kosztuje 6 miliardów złotych. Jużci chyba nie tylko dla Tuska „Złota Aniela” rychtuje na koniec tych zabaw w państwo  jakąś eurotrafikę w nagrodę...

                                                               Marian Miszalski   

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »