Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

wtorek, 16 stycznia 2018 r.
Strona główna
Dekadenckie paroksyzmy PDF Drukuj Email
23.10.2012.

                                              Dekadenckie paroksyzmy

      *Blotki na stół, figury do rękawa! * Pawlak uspokojony - Tusk dał gwarancje?

      *300 miliardów Wincentego * Nobel dla UE, czyli komu, komu bo idę do domu...

                                    

  Rząd Tuska uzyskał w Sejmie votum zaufania, co Tusk nazwał „wyłożeniem kart na stół”. Nie da się ukryć: każdy mógł zobaczyć na własne oczy, jak 233 posłów zagłosowało „za”, 219 – „przeciw”. Atoli czy wszystkie karty zostały położone na stole? Blotki, owszem, ale figury raczej nie...

 Głosowanie nad votum zaufania poprzedziła seria spotkań wicepremiera Pawlaka z figurami ugrupowań opozycyjnych, za wyjątkiem SLD, co zrozumiałe, i z czego wyprowadzić można wniosek, że SLD nie interesuje na razie rola „trzeciego” w koalicji, a nadal całkowita podmianka „ludowców” przez „wrażliwą społecznie lewicę”. O czym te figury ze sobą rozmawiały, tego nam nie powiedzą, lecz nie w tym rzecz.

 „Nocne rozmowy” wicepremiera Pawlaka z figurami ugrupowań opozycyjnych musiały najwyraźniej bardzo zaniepokoić premiera Tuska, który też spotkał się na koniec podczas „bardzo porannej” rozmowy z wicepremierem Pawlakiem. Co tam wicepremier Pawlak wymógł na premierze Tusku – tego, oczywiście, nie dowiemy się, przynajmniej nie prędko, ale domyślamy się, że żadnych tam „taśm Serafina” już nie będzie, ani dociekań względem PSL-owskiego nepotyzmu po urzędach, ani redukcji administracji rządowej, a odpowiednie tajne służby dostaną polecenie „ręce precz od PSL”. Jakąś cenę za przetrwanie Tusk musi w końcu zapłacić PSL-owi, który jest w tej szczęśliwej sytuacji, że ma 100-procentowa zdolność koalicyjną, czyli „może z każdym”, podczas gdy PO nie może z PiS-em, a nawet jest wątpliwe, czy może z ruchem Hegla z Biłgoraja. Toteż umocniony w przekonaniu o incydentalności ataku na PSL („To zrobili ci od Millera, nie my! – zaklinał się pewnie premier Tusk, całkiem jak pewien rosyjski generał „ochrany” , Gierasimow, który tak usprawiedliwiał się z zamachu na willę premiera Stołypina: „Tego nie zrobili moi ludzie, socjal-rewolucjoniści, to  dzieło eserów-maksymalistów od generała Trusiewicza ...”), wicepremier Pawlak zażądał z pewnością od premiera Tuska gwarancji na przyszłość (wkrótce zapewne dowiemy się pośrednio, jakie to gwarancje), a otrzymawszy je -  nie dopuścił do obalenia obecnej koalicji, co musiałoby się skończyć wcześniejszymi wyborami. PSL, jak to PSL – znów „mógłby z każdym”, ale PO?...

 Nie tyle zatem „wszystkie karty położone zostały na stół” w postaci sejmowego głosowania, co na stole pokazały się blotki, sprawiając wrażenie, że demokracja jest spontaniczna, a głosami posłów przemawia głos ludowej większości. Tak naprawdę zadecydowały figury.

 Ale sprawa nie jest skończona: w kryzysie wszystkie chwyty są dozwolone, o czym przekonuje niedawne oskarżenie samego Strauss-Kahna o gwałt na pokojówce, który właśnie przed francuskim sądem został ostatecznie uniewinniony,  ale – pyrrusowe zwycięstwo - szefem MFW jednak nie został... Jeśli „numer” z taśmami Serafina tyle namieszał w koalicji, to znaczy, że metoda jest skuteczna, tyle, że wykonanie zbyt słabe. Tylko patrzeć, jak zaufani ludzie SLD (którego generała?) obecni w „ochranie” uderzą powtórnie i mocniej – o ile zaufani ludzie PSL (którego generała?) lub PO (którego generała?) nie uprzedzą ataku. Psiakrew, oby tylko obyło się bez trupów, bo dość ich już padło pod rządami naszej młodej demokracji III Rzeczpospolitej! Ale zapowiada się gorąca zima... wiosna...lato... Obyś żył w ciekawych czasach, brr!

 Mimo uzyskania votum zaufania od klienteli PO i PSL premier Tusk czuje przecież, że akurat zaufanie obywateli maleje niepokojąco, toteż wykładając blotki na stół nie omieszkał zalicytować wysoko. To chyba minister Rostowski podpowiedział mu tę licytację va banque.. Tedy znalazło się w exposee premiera Tuska prawie 300 miliardów złotych, „na inwestycje”, w ciągu najbliższych trzech lat, a pieniądze te mają pochodzić z tajemniczego źródła, które Tusk określił jako „absorbcję aktywów spółek Skarbu Państwa”.

 Wiec  - absorpcja aktywów spółek skarby państwa! Cóż to za zwierzę?

 Może to oznaczać, że Skarb Państwa rękami Tuska i Rostowskiego pozbawi spółki Skarbu Państwa dywidendy na kwotę rzeczonych 300 miliardów złotych w ciągu trzech lat, co świadczyłoby, że rząd przeszedł na ręczne sterowanie tymi spółkami, więc przywraca nieco nadwątlony wobec nich dzisiaj pełny socjalizm. Ale może też oznaczać, że rząd zastawi te spółki międzynarodowym lichwiarzom pod pożyczkę 300 miliardów złotych, jaką zaciągnie. Z czego spłaci te pożyczki, zwłaszcza w kryzysie – ani się dowiesz. Możliwe, że nie spłaci i w ten sposób te spółki skarbu państwa zostaną na końcu „sprywatyzowane” przez wierzycieli rządu. Ale to już będzie problem innego rządu, co jest wielkim urokiem demokracji

dla wszelkiego rodzaju hazardzistów i nieodpowiedzialnych elementów.

 Jest i trzecia możliwość, jak się zdaje, najbardziej realna: że te „300 miliardów na inwestycje” to takie propagandowe hocki-klocki wymyślone na użytek trudnej chwili, podpowiedziane Tuskowi przez ministra-magistra Rostowskiego. Przy okazji - niektórzy dziennikarze mówią: Jana Wincenta Rostowskiego. Ale w języku polskim nie ma żadnego „Wincenta”, jest „Wincenty” (z łac.vincens, zwycięski, najbliższe imieniny 27 października); być może w odniesieniu do taki „wielgiego internacjonała”, jak minister Rostowski, ten Wincenty brzmi dla nich nazbyt prowincjonalnie, stąd „Wincent”. Ale jeśli już – to raczej Vincent, z francuską wymową.

 Jak się zwał, tak się zwał, byleby te forsę miał. Niestety, bliższe wyjaśnienia, jakie składa minister Wincenty poddawany tubylczym przesłuchaniom przez oficerów frontu ideologicznego mainstreamowych mediów raczej utwierdzają w mniemaniu, że „coś tu nie gra”. – U was, w Sejmie, coś tam, k...nie gra” – strofował kiedyś wieczny premier Józef Cyrankiewicz wiecznego marszałka Sejmu, Czesława Wycecha. Po czym Wycech wstawił do Sejmu fortepian i posadził przy nim panienkę lekkich obyczajów. Tak przynajmniej głosi anegdota.

 Jeśli już w Sejmie idą „wszystkie karty na stół” – niby takie pokerowe sprawdzam – to może niech Wincenty weźmie ze Skarbu Państwa chociaż parę miliardów dolarów i nimi zagra, niekoniecznie w pokera, ale na giełdzie. Zobaczymy, czy dobry niego gracz.

 Czary goryczy, goryczy „bidy z nędzą co nas przepedzą” ,dopełniają w dodatku zadłużone samorządy, co to przejadły już swe pożyczki i teraz skarżą się, że „będą musiały wyprzedawać swój majątek”. A niech wyprzedają, szkoda tylko, że od tego nie zaczęły: może nie musiałyby zaciągać tych pożyczek? Zostaną teraz i bez majątku, i z oprocentowanymi długami... Tylko patrzeć, jak obok podatku od deszczu odprowadzanego z dachów do ścieków przybędzie nowy podatek” - od słońca wypalającego asfalt, chodniki, nadto wywołującego bezczelnie efekt cieplarniany, bo przecież wiadomo, że powietrze nagrzewa się od dołu, od ziemi, nie od góry.

 Czy zatem żadnej pociechy, żadnej nadziei? A skądże! Właśnie Komitet Noblowski uhonorował swą nagrodą pokojową „Unię Europejską”. Tak trzymać: już rzymski Senat zaliczał cesarzy w poczet bogów, inna to rzecz, że na ogół po śmierci. Również inna to rzecz, że o tamtych czasach pisał  prawie współczesny im historyk: „Epoka owa była tak zatruta i pochlebstwem skażona, że nie tylko pierwsi w państwie mężowie, lecz wszyscy byli konsulowie, większa cześć byłych pretorów a nawet wielu senatorów na wyścigi powstawało i głosowało za wnioskami wstrętnymi i przesadnymi”.

 Niektórzy twierdzą, że bardziej od UE zasługuje na pokojowego Nobla Międzynarodowy Fundusz Walutowy, inni znów, że raczej Europejski Bank Centralny, albo grupa Bilderberg, czy wręcz londyńska Giełda. Spoko, przyjdzie i na to czas, będzie i na to pora...

                                                    Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »