Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

środa, 15 sierpnia 2018 r.
Strona główna
Folklor niepodległościowy PDF Drukuj Email
05.11.2012.

                         

                      

                                11 Listopada: święto ograniczonej niepodległości?

    Wkrótce 11 Listopada. Co właściwie teraz świętujemy, pod Traktem Lizbońskim? Symboliczne wspomnienie niegdysiejszej niepodległości narodu polskiego w suwerennej Rzeczpospolitej, czy realia „suwerenności podzielonej”?

 Jakże tu nie zadać tego pytania gdy pod Traktatem Lizbońskim jesteśmy już tylko częścią składową większej „całości państwowej”, nowej UE. Traktat Lizboński wprowadził  zasadę

„s u w e r e n n o ś c i    p o d z i e l o n e j”, więc   o g r a n i c z o n e j, zatem jeśli nie  wspomnienie przeszłości – to 11 listopada świętować będziemy ograniczoną niepodległość narodową w ramach ograniczonej suwerenności państwowej. Czy któremuś z okazjonalnych mówców  przejdzie przez gardło ta prawda?

 Wedle traktatowej zasady „kompetencji podzielonej” UE ma teraz takie kompetencje, jakie przekazały jej państwa członkowskie, które zachowały sobie kompetencje nie przekazane.

 Ale wedle obowiązującej polskiej Konstytucji suwerenem jest „naród polski”. Na gruncie tej Konstytucji (obowiązującej od 1997 roku) nikt poza narodem polskim – ani Sejm, ani Senat, ani prezydent - nie mógł  wyzbywać się suwerenności państwowej ani ją ograniczać, gdyż ani Sejm, ani Senat, ani prezydent nie są konstytucyjnym suwerenem. Tymczasem Traktat Lizboński ratyfikowany został przez Sejm, Senat i podpisany przez prezydenta bez ogólnonarodowego referendum, więc z pominięciem zapytania o wolę i zgodę narodu, konstytucyjnego suwerena. Czyżby przedstawiciele, delegaci Narodu – posłowie, senatorowie, prezydent – mieli więcej praw, niż ten, kto ich deleguje – suwerenny Naród? Taka interpretacja nie dziwiłaby w komunistycznej logice, gdzie biuro polityczne KC PZPR miało więcej praw niż naród polski z sejmem na kupę... Wolno sądzić, że paniczny strach przed odrzuceniem przez Naród polski Traktatu Lizbońskiego podyktował „delegatom narodu” ów lekceważący naród jako suwerena i Konstytucję sposób poddania kraju pod Traktat Lizboński.

 Obchody Święta Niepodległości 11 Listopada, w Polsce pod Traktatem Lizbońskim, skłaniają zatem do refleksji, iż jest to, owszem, Święto, ale świętować będziemy w tym dniu ograniczoną niepodległość narodu polskiego i ograniczoną suwerenność państwa polskiego.  .

 Dodajmy od razu, że Traktat Lizboński ustanowił też inną zasadę, stojącą w wyraźnej kolizji z zasadą podzielonej, więc już ograniczonej, ale jednak – jeszcze suwerenności. Ta druga zasada głosi, że państwa członkowie nowej Unii Europejskiej „muszą powstrzymać się przed    k a ż d y m    d z i a ł a n i e m , które m o g ł o b y  zagrażać urzeczywistnianiu  c e l ó w   Unii Europejskiej”.

 Bardzo niebezpieczna zasada dla słabszych państw nowej UE: „doktryna Breżniewa” podlana  sosem demokratycznego ślinotoku. Cele wyznacza  „kierownictwo nowego państwa, nowej UE, a zarazem to kierownictwo ocenia, czy działanie jakiegoś kraju w ramach zachowanej suwerenności  „m o g ło b y   z a g r a ż a ć”  celom UE...Jakie to mogą być cele  w nieznanej nam przyszłości?  Pogłębienie transgranicznej regionalizacji? Autonomia polityczna dla każdej subiektywnej mniejszości narodowej? Może zaspokojenie żądań agencji rządu izraelskiego ds. restytucji mienia żydowskiego, afiliowanej już przy nowej UE?  Drżyjcie słabsze państwa, bo tym sposobem nawet ograniczona, podzielona już „suwerenność kraju członkowskiego” może być systematycznie, krok po kroku, likwidowana.

 Nie trzeba zbyt wielkiej wyobraźni ( najlepszym inspiratorem dla politycznej wyobraźni jest zresztą historia i pamięć i zapewne dlatego rządy Platformy Obywatelskiej w Polsce rugują bezwzględnie historię ze szkół...) by dopuścić na myśl cięższe kolizje między możliwymi celami nowej UE a działaniami państw członkowskich... Gdy zatem obchodzimy Święto 11 Listopada, dziś święto ograniczonej niepodległości Narodu i podzielonej suwerenności państwowej – nie sposób nie zastanowić się nad niebezpiecznymi konsekwencjami obydwu tych zasad, wpisanych do Traktatu Lizbońskiego, z których ta druga chytrze i podstępnie unieważnia  tę pierwszą, i tak przecież ograniczającą suwerenność.

 Refleksja o suwerenności narodu i państwa nie jest akademickim teoretyzowaniem, przeciwnie, zachodzące we współczesnym świecie procesy globalizacji, w jej rozmaitych aspektach, raczej wyostrzają wagę problemu, niż ją stępiają.

 Sytuacja i pozycja międzynarodowa Polski w ostatnich latach raczej pogarsza się. Ameryka wycofała się z aktywnej polityki w Europie, zwalniając miejsce dla coraz ściślejszej współpracy „strategicznych partnerów”, Niemiec i Rosji. Niemcy pozwoliły Francji – jeszcze do niedawna politycznemu współkierownikowi Unii Europejskiej – na własne „kieszonkowe imperium” w postaci Unii Śródziemnomorskiej, w zamian za co Berlin uzyskał wolną rękę w obszarze Europy środkowo-wschodniej. Strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie przypomina nam o żelaznej zasadzie polityki europejskiej: im bliższe są relacje między Berlinem a Moskwą, tym słabsza jest pozycja Warszawy.  Na relacjach obydwu strategicznych partnerów z Polską ciąży i geopolityka, i nieprzezwyciężone dotąd zaszłości: putinowska Rosja jeszcze nie uznała sowieckiego ludobójstwa, a już dostrzega się w jej polityce dążność do odbudowania nowymi metodami starej strefy wpływów w Europie; na stosunkach polsko-niemieckich waży nieuregulowana kwestia własności na polskich ziemiach zachodnich i brak traktatu pokojowego między dwoma państwami, bo traktat o dobrosąsiedzkich stosunkach podpisany na progu lat 90. przez ministra Genschera i Skubiszewskiego kwestię tej własności dziwnie pominął. Nie bez znaczenia jest i fakt, że polityka amerykańska nie odcina się od żądań lobby żydowskiego w Ameryce, popierającego bezprawne „żądania odszkodowawcze” amerykańskich organizacji żydowskich ani od celów wspomnianej agendy rządu Izraela, afiliowanej już przy UE. Tym samym kwestia bezprawnych żądań odszkodowawczych weszła w sferę oficjalnej polityki państwa Izrael,  popieranej bezkrytycznie przez Stany Zjednoczone. A jak to będzie w tej kwestii w Unii Europejskiej, pod Traktatem Lizbońskim?...Czy Niemcy mogą być gorszym przyjacielem Izraela od Ameryki?...

 Państwo polskie jest dzisiaj beznadziejnie słabe w swych podstawowych funkcjach: obronnej, bezpieczeństwa wewnętrznego obywateli, wymiaru sprawiedliwości, dyplomacji

 ( Właśnie w MSZ kolejny sabotaż „polityki wschodniej”! „Zaciąg geremkowski” gra „swoje”, minister Sikorski tańczy, jak mu grają? Cóż, jaki pan, taki kram: wszak „drogi Bronisław” nie poddał się lustracji, jego „godność osobista” okazała się ważniejsza, niż procedury państwa i ta „hierarchia wartości” w MSZ trwa najwyraźniej nadal).

 Kryzys, który zaczyna boleśnie dotykać Polskę (drożyzna i bezrobocie  to dopiero początek jego skutków) nie wzmocni jej, przeciwnie. Zresztą państwo w swych funkcjach jest i bez kryzysu bardzo słabe, co pokazała dobitnie tzw.katastrofa smoleńska, a ostatnio - najnowsza afera „Amber Gold”: korupcja od prokuratury, przez sądownictwo po aparat finansowy. Gdy słabnie  państwo – rośnie pokusa dla obcych agentur.

 W warunkach ograniczonej niepodległości narodu i suwerenności państwa – świąteczne wystąpienie prezydenta zapowiada się równie dwuznacznie, jak niedawne exposee premiera.

                                                                               Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »