Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
wtorek, 16 stycznia 2018 r.
Strona główna
Prawdziwe fundamenty państwa PDF Drukuj Email
09.11.2012.

                                          Prawdziwe fundamenty państwa

     *Słowo o sznurze *W weekendy prokuratura nieczynna ! * Do piwnic, garaży - tylko w asyście

      *Udana prowokacja „Rzepy” *„Niezawisłe” sądy plus cenzura? *Fikołki tercetu nieudaczników

   A więc „powiesił się” z kolei kluczowy świadek, chorąży Remigiusz Muś, którego zeznania całą tę komo-tusko-ruską wersję katastrofy smoleńskiej rozwalają na kawałki!...Czy to próba zastraszenia drugiego świadka, zmuszenia go do zmiany zeznań, czy zemsta, czy jedno i drugie?

 Porozmawiajmy jednak o sznurze: wprawdzie w domu powieszonego o sznurze rozmawiać nie wypada, toteż i rozmawiamy o nim tutaj, „na łamach”..

 Żeby powiesić się na linie żeglarskiej (jest dość gruba) trzeba najpierw zawiązać węzeł, supeł, w którym przesuwa się lina zaciskając pętlę na szyi. Musi to być solidny supeł, żeby nie

rozwiązał się pod ciężarem ciała, zatem wiążąc ten supeł trzeba go mocno uciskać palcami. Palce muszą więc nie tylko pozostawić ślady na węźle, ale i mikroskopijne fragmenty liny muszą pozostać przynajmniej na opuszkach palców. To samo – przy mocowaniu końca liny na haku czy innym zaczepie: trzeba mocno pracować palcami, by i ten węzeł był solidny, nie popuścił pod ciężarem ciała...

 Czy „niezależna prokuratura” zbadała należycie tę linę i te opuszki palców denata?

 I co tam znalazła?...

 Druga sprawa: powieszenie człowieka w pozorach samobójstwa wymaga najpierw obezwładnienia go. Gaz obezwładniający nadaje się do tego idealnie: szybko się ulatnia. Zapewne dlatego ostatnie głośne „samobójstwa” dokonały się w soboty, i zapewne dlatego „niezależna” prokuratura nie pracuje w soboty i niedziele, wedle potrzeb śledztwa, ale dopiero od  poniedziałku... Żeby to chociaż nie był „poniedziałek szewski”! Już to samo wydaje się dostatecznym powodem, by taka „niezależną prokuraturę” rozpędzić na cztery wiatry i powołać jakąś porządniejszą. Na miarę standardów zdrowego rozsądku. Póki co jednak – pod rządami PO do garaży i piwnic schodzimy tylko w asyście, unikając piątkowych popołudni, sobót i niedziel.

 Jako że walka klasowa między bezpiekami dwojga proweniencji, wojskowej i cywilnej, zaostrza się, jak to w socjalizmie – także prasa, nawet umiarkowanie opozycyjna („umiarkowana opozycja w ramach zasadniczej aprobaty”) zmuszona jest wchodzić w leninowskie buty prasy jako „organizatora”.i podejmować się – jak TVN czy „GW” – „funkcji organizatorskiej” zamiast lub obok funkcji informacyjnej. Prowokacja jest jednym z elementów „funkcji organizatorskiej” prasy i trzeba przyznać, że „Rzeczpospolita” zadebiutowała w tej roli chytrze, zgrabnie i pomysłowo! Brawo! Szokujący tytuł jej informacji (obecność trotylu i nitrogliceryny we wraku prezydenckiego tupolewa) sprowokowała prokuraturę do gwałtownej reakcji, ale właśnie dzięki tej reakcji stało się możliwe potężne nagłośnienie starannie dotąd ukrywanych (a całkowicie pominiętych w raporcie komisji Millera!) zeznań ś.p.chorążego Remigiusza Musia i kpt. Wosztala: że wieża kontrolna dopuściła zejście tupolewa do 50 metrów. Jakby tego było mało – prokuratura musiała ujawnić metody swego „wyjaśniania okoliczności katastrofy”, a te ujawnione metody wzbudziły pusty śmiech osób nawet sceptycznie dotąd nastawionych do wersji „zamachu”. Okazuje się, że prokuratura polska dopuszczona została w Rosji do pirotechnicznych badań wraku dopiero... 2,5 roku  po katastrofie... że przebadane elementy pozostaną w Rosji jeszcze pół roku... że zatem kolejne „badania laboratoryjne” przeprowadzone zostaną także w Rosji, na pozostawionych tam przebadanych pirotechnicznie elementach po 3 latach ... Czy to nie urągowisko śledztwu? Prowokacja „Rzepy” była tym bardziej udana, że sama prokuratura wojskowa nie mogła w końcu zaprzeczyć, że obecności trotylu i nitrogliceryny we wraku typolewa wykluczyć nie można. Nadto – nieszczęścia chodzą czwórkami – ujawnione zeznania ś.p.chorążego Remigiusza Musia stawiają zasadne pytanie o rzetelność zapisów na czarnych skrzynkach (ciągle w rękach rosyjskich), wiec i w odtworzonym niby stenogramie w raporcie komisji Millera.

 Wściekłość, jaka w mediach spodstolnych i w żydowskiej gazecie dla Polaków wywołała prowokacja  „Rzepy”, dokonana w ramach „organizatorskiej funkcji prasy” – jest zrozumiała: do tej pory środowiskom postkomunistycznym wydawało się, że to one potrafią najlepiej realizować tę funkcję (np.słynne „dziennikarskie śledztwo” gazety żydowskiej w sprawie afery Rywina), a tu okazało się, że i „Rzepa” jak zechce, to potrafi. Jak Pan Bóg dopuści...Wprawdzie złośliwi twierdza, że redaktor naczelny „Rzepy” wyssał z mlekiem babki i dziadka te „zdolności organizatorskie prasy”, ale czego to złośliwe języki nie wymyślą. Dodają nadto, że publikacja ta sprowokowała też Jarosława Kaczyńskiego i PiS do wznowienia ostrej retoryki, co może położyć kres rosnącej popularności PiS, zwłaszcza  jeśli znów zabiorą się do ich propagandowej obróbki wytresowani politrucy ze spodstolnych merdiów. Już się zabrali!... Więc prowokacja „Rzepy” udała się w stu, a nawet w dwustu procentach, bo to przecież jeszcze nie koniec walki umiarkowanej opozycji w ramach zasadniczej akceptacji ustroju II RP z rządzącym reżimem trzech sztandarowych nieudaczników (Donka, Bronka i Radka), wyprawiających swe łamańce wedle muzyczki pisanej specjalnie dla nich przez ukorzenione w PRL bezpieki: wojskową i cywilną.

 Jeden z tych trzech paradnych komediantów ( a nawet dwóch, bo rychło dołączył i drugi) stwierdził  czelnie, że nazywanie „katastrofy smoleńskiej” zamachem albo morderstwem jest „destabilizacją państwa”. A dyć tam, psiamać, wciórności! Aż destabilizacją państwa? Destabilizacją państwa jest ukrywanie przed opinią publiczną „Aneksu do Raportu o likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych”, po który Bronisław Komorowski sięgnął szybko, pazernie i łakomie gdy jeszcze nie ostygły ciała ofiar zamachu smoleńskiego! A czyż destabilizacją państwa nie jest ukrywanie przed opinią publiczną „zbioru zastrzeżonego” Instytutu Pamięci Narodowej? Hę? Niech no PO, SLD z Ruchem Palikota na kupę pokażą nam te prawdziwe „fundamenty państwa”, tę cuchnącą kloakę, zamiast ględzić komunistyczną nowomową, że przekonania, opinie i słowa  mogą destabilizować państwo...Marzy się już cenzura? Usłużne, wazeliniarskie wyroki „niezawisłych sądów” już nie wystarczają?...

 Więc jak: pokażecie nam te prawdziwe, przegniłe i spróchniałe fundamenty waszego państwa?...Ten „Aneks” i ten „zbiór zastrzeżony”? Nie pokażecie?...

 He,he!...He,he,he!...He,he,he,he,he!...

 Tymczasem Józef Oleksy domaga się dla Jarosława Kaczyńskiego Trybunału Stanu. Chciałoby się zapytać: Te, Józek, pamiętasz jeszcze, o co to oskarżył ciebie Milczanowski i jak szybko podałeś się do dymisji?

 Oto fundamenty państwa...

                                                                                          Marian Miszalski

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »