Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
piątek, 20 października 2017 r.
Strona główna
Kroki i kroczki PDF Drukuj Email
29.12.2012.

                       

                                         Kroki i kroczki

      *Śladami towarzysza Kani... * Potrzebny standard amerykański

      *Więcej nadzoru - mniej odpowiedzialności  *Dreptak chlapany

                                           

  30 sierpnia 1980 roku, przed wyjazdem rządowej delegacji do Gdańska celem podpisania porozumień sierpniowych, Stanisław Kania (niby nadzorujący z ramienia partii bezpiekę, ale wiele wskazuje, że raczej odwrotnie...) dowodził towarzyszom KC, zebranym „na plenum”, że „nie ma innej alternatywy, jak tylko teraz ustąpić krok do tyłu, żeby w przyszłości postąpić dwa kroki do przodu”. Kto by pomyślał, że tę oszukańczą leninowską strategię zastosuje i rząd Tuska? Najpierw zatem spychano tematykę smoleńską w okolice ciemnogrodu i oszołomstwa, lecz gdy okazało się, że z czasem przybywa a nie ubywa bystrych obywateli węszących zamach w tej katastrofie – rząd i Komorowski zmienili strategię: teraz, owszem, zajmowanie się smoleńską tragedią jest już rządowo dozwolone (krok do tyłu - „dozwolienoje cenzuroj”), ale tylko celem „wyjaśniania prawidłowego postępowania” wszystkich zaangażowanych organów (pierwszy krok do przodu)... Innymi słowy: celem wyjaśniania, że „państwo zdało egzamin”. Gdy to już zostanie wyjaśnione, upartym sceptykom zagrozi się karami za „kłamstwo smoleńskie” (drugi krok do przodu)?

 Bardzo to możliwe, bo przecież po prawie trzech latach oszustw, manipulacji, zwłoki i zamiatania pod dywan dochodzenie prawdy staje się coraz mozolniejsze... Ale jakiej by strategii rząd nie przyjął (łącznie z odtańczeniem kujawiaka przez całe Biuro Bezpieczeństwa Narodowego pod pomnikiem Romana Dmowskiego) – kilka pytań pozostanie na wieki wieków: dlaczego wieża kontrolna podała „jesteście na kursie i na ścieżce”, gdy nie byli, dlaczego zapis pracy radaru na tej wieży kontrolnej nie został nagrany na magnetowid, dlaczego lądowanie samolotu prezydenckiego było dyrygowane aż z Moskwy, no i dlaczego system ILS, zainstalowany na lotnisku gdy kilka dni wcześniej lądował tam Putin, został potem szybko zdjęty, gdy lądować miał prezydent Polski?

 Tymczasem media informują, że po zabójstwie amerykańskiego ambasadora w Libii dwóch wiceministrów w rządzie Obamy wyleciało z roboty, a czterech innych wysokiej rangi urzędników poleci wkrótce. W katastrofie smoleńskiej zginęło 96 osób: stosując standardy amerykańskie w Polsce polecieć powinno z posad 576 urzędników; cały rząd Tuska z przyległościami w tajnych służbach!... Ale nikt nie poleciał, więc wkrótce – drugi krok do przodu. 

 Leninowską strategię widać też w rządowym rozgrywaniu spraw finansowych bankrutującej Polski ( piszę „bankrutującej”, bo zegar długu publicznego pokazuje już ponad 1 bilion 40 miliardów złotych, a polski PKB szacowany jest na 1,4 – 1,5 biliona złotych: w tym tempie wkrótce dług zrówna się z PKB i będziemy bankrutem).  Najpierw Tusk wyskoczył przed szereg deklarując gotowość kraju do przyjęcia euro, potem wszakże pupil Merklówny zacukał się trochę, bo nie mógł znaleźć wiarygodnej odpowiedzi na pytanie, jaki będzie przelicznik euro na złotego przy tej wymianie?... Zrobił więc krok do tyłu, ale nie na długo. Europejski Nadzór finansowy stwarza właśnie świetną okazje, by z leninowska postąpić znów „do przodu”. Jakoż bez debaty parlamentarnej akces Polski do Euro-Nadzoru ma być ogłoszony tuż po świętach, do czego „ sejmowa maszynka głosująca” jest w pełni gotowa: rączki w górę - raz! Uchwalono – dwa! Trudno przy okazji nie porównać i tego parlamentu, zdominowanego przez PO i PSL (przy czynnym wsparciu SLD i „naćpanej hołoty”) do PRL-owskiego Sejmu, który co partia kazała – grzecznie uchwalał. Dieta poselska warta partyjnego posłuszeństwa!

 Wprawdzie ratyfikacja tego akcesu zrodzi kolizje konstytucyjne, i nie tylko, ale przecież konstytucja to ostatnia rzecz, jaką można przejmować się na drodze do świetlanej przyszłości, zwłaszcza, że pakt fiskalny zdejmie wreszcie z rządu nieznośną odpowiedzialność za stan finansów państwa, włącznie  z przelicznikiem złotówki na euro. Przynajmniej do kolejnych wyborów  koalicja PO/PSL będzie mogła już wyłącznie zajmować się kręceniem własnych lodów na boku. A juźci, że wykorzysta ten okres maksymalnie, bo szanse na kolejną kadencję są znikome, a będą jeszcze mniejsze! No i ten kryzys – teraz, albo nigdy. Spodziewam się zatem narastającej proporcjonalnie do kryzysu i odwrotnie proporcjonalnie do szans wyborczych PO – bezczelności w wyrywaniu prywatnej intraty z państwowego grosza. Będzie to pociągało za sobą konieczność wyrafinowanego, wypiętrzonego demokratycznego kamuflażu. Budowa stadionów na piłkarskie igrzyska, finansowana en gros z pieniędzy publicznych, już pokazuje, że utopione miliardy ktoś „przerobił” i „sobie zarobił”, a teraz „obiekty te wymagają wielomilionowych dotacji, bo same utrzymać się nie mogą”. Kiedy już sama Bruksela zacznie wskazywać, co wolno, a czego nie wolno nam budować – skala takich wiązanych „przerobów” i zarobków może radykalnie zwiększyć się! Zwłaszcza, że kryzys nie ustąpi szybko, a „walka z kryzysem” raczej zapowiada jego rychły, boleśniejszy powrót.

 Nic też dziwnego, że lewica nadwiślańska coraz szybciej przebiera nogami, by chociaż w końcówce załapać się na rządowe posady i intraty. W drodze do upragnionej jedności (ba! – ale pod czyją zwierzchnością?) pan Siwiec ryzykownie wystąpił z SLD i jako europoseł przyjął nawet plenipotencję „naćpanej hołoty” w Parlamencie Europejskim, chociaż sam nie wygląda na naćpanego, przynajmniej od czasu swych żartów z Jana Pawła II. To jakaś nowa forma europolityczna: bezpartyjny reprezentant partii? I  

 Socjaldemokracja RP wiąże jakieś nadzieje z panem Siwcem, chociaż, oczywiście, jeszcze większe z p.Kwaśniewskim. Ten jednak nie pali się do roli jednoczyciela: raz, że posada u Żydów na Ukrainie to niezła synekura, dwa - że zdaje sobie sprawę z ryzyka, bo przecież oczekują od niego, że zjednoczy lewicę marginalizując Millera i SLD. Hm. Aż taki odważny p.Kwaśniewski nie jest. Już tam pan Miller wie coś o panu Kwaśniewskim, nawet, jeśli i vice versa.

 Toteż, paradoksalnie, na skrajnej lewicy żadnego „jednego kroku wstecz i dwóch kroków” naprzód raczej nie będzie, będzie dreptanie w coraz bardziej grząskim bagienku. Takie dreptanie, rzecz jasna, głośno chlupie i rozpryskuje bagno wokół.

                                                                     Marian Miszalski 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »