Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

niedziela, 17 grudnia 2017 r.
Strona główna
Problemy czołowe PDF Drukuj Email
07.02.2013.

                                          Problemy czołowe

    *Rząd jako spółka z n.n. *Zasadnicze dążenia...*Balcerowicz liderem ONR?

    *Kwaśniewski owszem, ale nie zanadto * Agent i spisek: stałe elementy gry

 Rządy łże-liberałów do spółki z ludowcami ( spółki z n.n. - z nieograniczoną nieodpowiedzialnością)  weszły w fazę, znaną nam już – toutes proportions gardees – z tzw. schyłkowych okresów rządów Gomułki i Gierka. Te „schyłkowe okresy” (jakkolwiek trwały długo) charakteryzowały się  wynajdywaniem coraz bardziej absurdalnych pretekstów, byle tylko oskubać obywateli choćby jeszcze ze złotówki. Dekadenci PRL-owscy uzasadniali swą gospodarczą impotencję a to „poszukiwaniem rezerw”, a to „niezbędnymi oszczędnościami”. Ale nawet gdy znajdywano takie „rezerwy” lub potencjalne „oszczędności” – żadnego z nich pożytku nie było, bo system marnował nawet te „znaleziska”: kończyło się na postępującej nędzy. Marnował – ale nie do końca; bo chociaż nie było z nich żadnego pożytku „dla obywatela” – to dla partyjno-bezpieczniackiej nomenklatury pożytek był: tytuł do wypłacenia sobie premii, gratyfikacji, udzielania awansów i zaszczytów. Jak to celnie ujął potem Urban w stanie wojennym: „Rząd się zawsze wyżywi”.

 To samo obserwujemy dziś, gdzie nie splunąć, tyle, że beneficjentami dzisiejszego „poszukiwania rezerw i oszczędności” (co teraz nazywa się „racjonalizacją kosztów i zatrudnienia”) jest znacznie szersza nomenklatura: to już nie aparat jednej partii, ale co najmniej dwóch partii „koalicyjnych”, to finansowane z budżetu aparaty partii obecnych w parlamencie, to europosłowie, to rozdęta poza granice absurdu biurokracja państwowa i (a bo to my gorsi? - ryba śmierdzi od głowy...) administracja samorządowa, to wreszcie bodaj już siedem tajnych służb specjalnych... Toteż nie dziwi „dojna” rola fotoradarów, wzrost kosztów uzyskania prawa jazdy, drakońska podwyżka mandatów, ustawiane przetargi na budowę dróg (gdzie była ABW?...), Amber Gold, bankructwo LOT,  Inwestycje Polskie, podwyżki podatku od miejskich nieruchomości, prawie 30-procentowy wzrost cen lekarstw itd., itp. 

 Media informują zarazem: „Urzędy skarbowe coraz częściej uchylają się od wiążących interpretacji przepisów podatkowych”. A na cholerę jakieś wiążące interpretacje, gdy idzie o najskuteczniejsze oskubanie?

 W pewnej szkole krążył pod  ławkami stary, wytłuszczony zeszyt, w którym ukradkiem rozczytywała się dziatwa szkolna; zawierał on zwierzenia i przemyślenia starszej koleżanki, która już miała pewne doświadczenia z mężczyznami... Jedno z przemyśleń brzmiało: „Mężczyzna zasadniczo dąży do wsadzenia”.

 Zasadniczo rząd Tuska też dąży do wsadzenia, do wsadzenia swych lepkich łap w nasze kieszenie, do oskubania obywateli -  i  tego uderzającego podobieństwa do PRL-owskiej „filozofii rządzenia” ukryć już niepodobna.

 Doszło do tego, że nawet Leszek Balcerowicz,  „czołowy architekt” ustroju gospodarczego III Rzeczpospolitej („weź PRL, dodaj trochę wolnego rynku, wyłącz 260 obszarów koncesjonowanych, zastrzeżonych dla ludzi bezpieki, przypraw republiką bananową, posyp „politpoprawą”, nie lustruj zbyt długo, podlej sosem demokratycznym, dobrze wymieszaj”) powiada, że w sporze z biurokracją państwową na tle oświaty samorządowcy powinni „czynnie wystąpić przeciw polityce rządu”. Czynnie – tak, jak niedawno przeciwnicy ACTA, którzy wyszli na ulice!

 A to dopiero! To już sam główny architekt gospodarki III Rzeczpospolitej przyznaje, że w ramach tego systemu nic nie da się zrobić, pora wystąpić „czynnie”, przejść do czynów – i  wyjść na ulice? Ciekawe, bo gdy to samo mówi Młodzież Wszechpolska, Obóz Narodowo- Radykalny czy kibice na stadionach – nazywani są „faszystami”, dążącymi do obalenia demokracji... Czy Leszek Balcerowicz stanie wkrótce na ich czele?

 „Kto za młodu nie był socjalistą, na starość będzie łajdakiem” – głosiło  powiedzonko z pierwszej ćwiartki XX wieku, gdy idealizowano socjalizm i wiele teoretyzowano, zanim jego postępy nie doświadczyły milionów terrorem i nędzą. Toteż, po tych doświadczeniach, doczekało się niezbędnej korekty: kto za młodu był socjalistą, niekoniecznie na starość musi być łajdakiem...

 Zawsze to lepiej, gdyby na czele pozasystemowej opozycji stanął Leszek Balcerowicz niżby bezpieka miała tam wcisnąć swych systemowych agentów.

 Problem „kto ma stanąć na czele” to zresztą stary problem polityczny. Intensywnie przeżywa go dzisiaj w Polsce żydokomuna, rozdarta między Millerem a Kantem z Biłgoraja, lokująca swą ostatnią nadzieję na jedność w zwerbowaniu Kwaśniewskiego. Ba! Ale jakże ten Kwaśniewski, który najął się u żydowskiego miliardera Pińczuka, zięcia straszliwego Kuczmy, a nadto dorabia u dyktatora pewnej dalekowschodniej republiczki – miałby zachwycić dzisiejszy proletariat zastępczy? Czym? Tym pałacem i służbą w liberiach na Mazurach? Ułaskawieniem Petera Vogla? A może wilanowskim biznesem? Toż to i dla niego samego nader ryzykowna sprawa: a jeśli zimny jak wąż Miller puści więcej farby do mediów?...Sssss....

 Problem „kto ma stanąć na czele” – podobnie jak spiski - jest wprost wpisany w politykę od zawsze. „Jak się nazywa ruch, na czele którego mam stanąć?” – pyta ściągnięty do centrali moskiewskiej agent w znanej powieści Conrada.

 Gdy zatem schyłkowa III Rzeczpospolita upodabnia się do schyłkowego PRL

 - widziałbym chętnie Leszka Balcerowicza na czele pozasystemowej opozycji, na czele Wszechpolaków i ONR. „Kto za młodu był socjalistą, niekoniecznie na starość”... Itd.

                                                                               Marian Miszalski 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »