Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

wtorek, 22 sierpnia 2017 r.
Strona główna
Kulisy prawdziwej polityki? PDF Drukuj Email
13.04.2013.

                                     Kulisy prawdziwej polityki

        *W Berlinie: doktor Goebbels wiecznie żywy * Policzmy te trupy...

       *Bierezowski – grandziarz modelowy * Moskwa to nie Waszyngton

 Dawid Irving, wybitny brytyjski historyk opisuje w swej świetnej „Wojnie  Goebbelsa” jak to przed zajęciem Czech doktor historii literatury uniwersytetu w Heidelbergu, minister propagandy III Rzeszy Józef Goebbels nakazał rozpowszechniać w radio kłamstwo o pogromie dokonanym na Niemcach w niewielkim czeskim miasteczku. Traf chciał, że w otoczeniu Goeebelsa był ktoś, kto właśnie wrócił z tego miasteczka, gdzie miał rodzinę pośród niemieckiej mniejszości: Nic takiego nie miało miejsca – powiedział Goebbelsowi – taka informacja kompromituje nas w oczach mieszkańców.

 -Ile mieszkańców liczy to miasteczko? – spytał doktor Goebbels.

 -Trzysta osób, może czterysta...

- No widzi pan: czterysta osób dowie się, że kłamiemy. A wie pan, ile milionów  słuchało przez radio mojego komunikatu? W samych tylko Niemczech jakieś piętnaście milionów, nie licząc zagranicy! – odparł triumfująco doktor historii literatury uniwersytetu w Heidelbergu, Józef Goebbels.

 Właśnie niemiecka telewizja państwowa wyświetliła film, który obejrzało podobno co najmniej 21 milionów Niemców, z którego wynika, że Niemcy nigdy nie zaatakowali Polski i że głównie Polacy, żołnierze Armii Krajowej, mordowali Żydów.

 Świeży ambasador Polski w Berlinie Jerzy Margański, (podobny do Jerzego Lewinkopfa-Kosińskiego...), z „zaciągu geremkowskiego”, okupującego nadal polskie MSZ, zaprotestował, ale nie wobec władz niemieckich (film rozpowszechnia niemiecka telewizja państwowa!), ale tylko wobec dystrybutora filmu i bulwarówki „Bild”, która zamieściła recenzję z filmu.

 Słaba to pociecha, że gdy sam Geremek był ministrem spraw zagranicznych bywało gorzej: moi Czytelnicy z Niemiec informowali mnie wówczas, że w polskich placówkach kulturalnych podległych MSZ-owi organizowane są odczyty dla Niemców o... „polskim antysemityźmie”!

 Za to w żydowskiej gazecie dla Polaków młody Bartosz Wieliński „rad staratsja”: „Jasne, zdarzało się, że żołnierze AK mordowali Żydów” – pisze.

 Hm. Nie jest to wcale takie jasne. Jaśniejsze jest to, że Żydzi z UB mordowali w Polsce żołnierzy AK. Policzymy te trupy, panie kolego?... Porównamy?...

 Tymczasem projekcja tego filmu zbiegła się z informacją, że liczba „sympatyków neonazistowskiej partii w Niemczech zwiększyła się ostatnio o 4 procent” oraz z procesem niejakiej Beaty Zschape (wpadła przez przypadek), z neonazistowskiej bojówki, która przez 10 ostatnich lat mordowała w Niemczech Turków. Przez długie 10 lat!...

 Cały cymes w tym, że kierownictwo tej neonazistowskiej partii jest niemal w całości kontrolowane przez tajne służby niemieckie (na 10 członków zarządu partii – 6 było trzy lata temu agentami niemieckiej bezpieki...). Wygląda więc na to, że obok kontrolowania tej partii – agenci dzisiejszego niemieckiego gestapo mają zarazem za zadanie rozbudowywanie szeregów partii neo-nazistowskiej i przymykanie oczu na jej ekscesy wobec mniej wartościowego narodu tureckiego...

 Jak widać niemiecko-żydowskie starania, by wzajemnie się rozgrzeszać,  przerzucać odpowiedzialność za II wojnę światową na Polskę i wskazywać nowe narody mniej wartościowe idą pełną parą. Ale że w tej propagandowej współpracy niemiecko-żydowskiej nawiązanie do wzorców goebbelsowskiej propagandy nastąpi tak szybko?...

 Wydaje się, że ministerium Radosława Sikorskiego, młodego arywisty bez zahamowań, sprzyja rozzuchwalaniu się takiej propagandy wobec Polski.

 Tymczasem pod Londynem na łono Abrahama przeniósł się Borys Berezowski, jak się wydaje, z pomocą służb tajnych.

 Wbrew enuncjacjom mediów – nie był „profesorem matematyki i fizyki”, ale inżynierem, absolwentem Instytutu Elektroniki i Maszyn Cyfrowych. W jakich okolicznościach dostał się do najbliższego otoczenia prezydenta Borysa Jelcyna – krążą na ten temat rozmaite bajeczki, ale nie wydaje się, by bez umocowania w sowieckich tajnych służbach było to możliwe. Jeśli wszyscy „pierwsi milionerzy” i „wielcy biznesmani” polskiej „transformacji ustrojowej” to bezpieczniacy – tym bardziej da się to powiedzieć o rosyjskich „miliarderach”, zwanych „oligarchami”. Nieszczęście Bierezowskiego polegało na tym, iż zbyt szybko uwierzył, że lobby żydowskie może i współrządzić Kremlem, tak jak współrządzi Waszyngtonem. Co gorsza- brnął w swe złudzenia już po swej ucieczce do Anglii, gdzie najprawdopodobniej musiał nie tylko opowiedzieć anglo-amerykańskim służbom o wszystkim , czego dowiedział się „przy Jelcynie” i później, ale i przyjąć rolę „demokraty zwalczającego zamordystę Putina”. Jest bardzo prawdopodobne, że ten żydowski grandziarz ubezpieczył się przyjmując wcześniej ofertę także od Mossadu.

 Zwalczając zimnego czekistę Putuna, rozpoczął „krzewienie demokracji” i promując przy okazji rozmaite żydowskie „autorytety moralne”. KGB-iści Putina wszakże poradzili sobie z niewiernym „oligarchą” i wybitny biznesman, miliarder Bierezowski puszczony został nieomal w skarpetkach.

 Puszczonemu w skarpetkach( kolorowych) Bierezowskiemu mocodawcy musieli postawić teraz nowe cele, na miarę jego nowej sytuacji. Jakie to były cele – nie wiemy, ale znamienny jest jego pobyt w Izraelu, gdzie rzekomo „leczył się na nerwy”. Zapewne był to pobyt instruktażowy. Czy wyznaczone mu w Izraelu cele były zbieżne z celami jakie stawiało mu CIA albo brytyjskie służby – nie wiadomo. Musiał jednak doświadczać z tego tytułu jakiegoś dyskomfortu, jeśli zwrócił się tajnym listem do Putina, przepraszając za „błędy i wypaczenia” i prosząc o możliwość powrotu.

 Nie jest łatwo wysłać list do Putina, nie wystarczy zaadresować i wrzucić do skrzynki... Co tam było w tym liście, sam czart i Putin wie, ale nie można wykluczyć, że oferta ekspiacyjna: „Powiem wam teraz wszystko, czego dowiedziałem się na Zachodzie”. Może miał sprzedać teraz Anglików i Amerykanów, żeby dalej pracować w Rosji dla Mosadu?...

 A to już mogło wystarczająco zaniepokoić brytyjskie MI 5 lub CIA, by Borys Abramowicz Bierezowski „popełnił samobójstwo bez swej wiedzy i zgody”. (Przypomnijmy, że kilka lat temu Mosad sprzedał Rosjanom całą amerykańską siatkę wywiadowczą w Rosji) Właśnie podano lakoniczną informację, że „zmieniono szefa  brytyjskiego kontrwywiadu”!

 Ciekawe, w czyjej dzisiaj służbie pozostaje drugi „oligarcha”, Roman Abramowicz, co to pomagał puścić w skarpetkach swego niegdysiejszego mecenasa, Borysa Bierezowskiego?... Jedno jest pewne: Moskwa to nie jest „terytorium okupowane przez Izrael”, jak powiedział kiedyś o Waszyngtonie, amerykańskiej stolicy, kandydat na prezydenta, Pat Buchanan.

                                                                  Marian Miszalski

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »