Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

poniedziałek, 26 czerwca 2017 r.
Strona główna
Bayo-Bongo! PDF Drukuj Email
13.04.2013.

                                         Bayo-Bongo!

       Wybory w Afryce: czarni wybierają parlament, biali wybierają uran                                               

  Na przełomie lat 50 i 60-ych, gdy  komuniści z Zachodu i Wschodu zaczęli ekscytować politykę „samostanowienia narodów” – z części dawnej Francuskiej Afryki Równikowej Francuzi utworzyli zaporowo operetkową Republikę Środkowoafrykańską. W tym mniej więcej czasie w PRL popularna stała się piosenka Bayo-Bongo. Baya i Bongo to  dwa z wielu plemion zamieszkujących ten afrykański kraj. Chociaż dysponuje on ważnymi bogactwami naturalnymi (rudy uranowe, złoto, diamenty) - jest jednym z najbiedniejszych krajów afrykańskich: 4,5 milionowa ludność kontentuje się dochodem na głowę mieszkańca wielkości 1200 dolarów, a HIV-em, według szacunków, zarażona jest prawie połowa ludności. Gdy w roku 1960 powstawała Republika Środkowoafrykańska o HIV-ie mało kto jeszcze słyszał na świecie. W roku 1960, roku powstania Republiki, wesoła piosenka „Bayo-Bongo” forsowana w PRL przez propagandzistów „walki narodowo-wyzwoleńczej” radośnie nawiązywała do murzyńskiej obyczajowości: „Bayo-Bongo, o, Bayo-Bongo, o, Bayo-Bongo, o Bongo-Baya, cały świat wzdłuż i wszerz opływa dziś ta pieśń, Bayo-Bongo, o Bongo-Baya!”... („Natchniony” autor użył nieporadnego zwrotu „cały świat opływa pieśń” bo nie potrafił najwyraźniej znaleźć innego słowa  by zachować rytm piosenki...W sumie rzadki knot tekściarski!)

 Tymczasem w nowopowstałej Republice Środkowoafrykańskiej zaczęły dziać się cuda-niewida. Francuskie tajne służby (kto by wypuścił z rąk uran, złoto i diamenty!) postawiły na czele „niepodległego rządu” wystruganego z banana 30-letniego prezydenta, niejakiego Davida  Dacke, by wśród plemion Baya,  Bongo i wielu innych „budował demokrację”. Aliści gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą, gdzie uran, złoto i diamenty – tam niejedna bezpieczniacka koteria chciałaby się obłowić, toteż już w 6 lat później, w 1966 roku, faworyt innej koterii francuskiej „razwiedki”, Jan Bedel Bokassa z plemienia Ngbaka (patrz przypis na końcu tekstu), b.sierżant armii francuskiej obala Dawida Dacke, zmienia republikę w cesarstwo a sam ogłasza się cesarzem. I słuszna jego racja: przecież i Napoleon zaczynał od porucznika!

O Bokassie pisano później, że był ludożercą, ale póki co cesarz-ludożerca przy wsparciu francuskich tajnych służb cesarzuje w swym Cesarstwie aż do roku 1979. Bokassa nie zadawala się ochłapami z francuskiego stołu jak jego poprzednik (cesarstwo wymaga stosownej oprawy!), cesarz Bokassa targuje się więc z Francuzami i droży – toteż w 1979 roku Jakub Foccart, potężna szara eminencja z Champs Elysees, doradca wielu francuskich prezydentów zwany „Monsieur Afrique”(wyspecjalizowany w „struganiu z bananów” afrykańskich przywódców w b.koloniach francuskich) obala cesarza-ludożercę Bokassę i zastępuje go ponownie Dawidem Dacke. Ale że i Dawd Dacke też w międzyczasie nauczył się wyżej cenić swe usługi - w 1981 roku „Monsieur Afrique” obala i jego, zastępując generałem Andrzejem Kolingbą. Kolingba dokonuje niezbędnej „transformacji ustrojowej”: rezygnuje z tytułu cesarza i zadawala się zwykłą dyktaturą. Uran, złoto i diamenty płyną nadal tam, gdzie powinny: uran do Francji, złoto i diamenty do Francji i Belgii.

 W 1991 roku dyktator Kolingba godzi się na system wielopartyjny i wybory (najwyraźniej tajne służby innych państw zaczynają interesować się uranem, złotem i diamentami...), rozpisuje wybory w roku 1992 i wygrywa je, ale, uwaga: „zostały uznane za nieważne”. Wygląda na to, że francuskie służby były już za słabe, by zachowywać nadal wyłączność na „struganie z banana” demokratycznych przywódców Republiki Środkowoafrykańskiej. Toteż wybory kolejne, w 1993 roku, wygrywa „opozycja”, a prezydentem zostaje  Anioł Szczęsny Patasse, który obejmuje prezydenturę w wieku 29 lat. Zdolna bestia!... Kompromis tajnych służb trwa 10 lat, i w 2003 roku Patasse’go obala z kolei Franciszek Boziza, z plemienia Baya, 32-letni generał. Też dobrze – w tym mniej więcej wieku i Napoleon został generałem! Niewątpliwie plemiona Bongo i Baya dostarczają utalentowanych dowódców wojskom lądowym republiki...

 Jak na wojskowego przystało – generał Boziza zaraz zawiesza konstytucję. Uran, jak się wydaje, nadal płynie do Francji, ale złotem i diamentami Francuzi muszą się chyba już dzielić z innymi służbami?...

 Chętnych do tego uranu, złota i diamentów musi przybywać, bo właśnie media informują, że prezydent-generał Franciszek Boziza „uciekł przed rebeliantami przez rzekę ze stolicy Republiki Środkowoafrykańskiej”... Kto zacz ci rebelianci, i dlaczego tak wybitny generał jak Boziza musiał „uciekać przez rzekę”, jak jaki koniokrad? Kto i z czego struga tych rebeliantów? Fakt, że rzecznik prasowy tych rebeliantów, niejaki Eryk Massi przebywa w Paryżu i stamtąd wydaje komunikaty daje wiele do myślenia.

 Mali, Czad, teraz Republika  Środkowoafrykańska...Demokracje afrykańskie i demokratyczne wybory. Hm. Czarni wybierają kukiełki, biali wybierają uran, złoto i diamenty? Kryzys światowy jakże zachęcać musi do takich wyborów!

Zanućmy więc: „Bayo-Bongo, Bayo-Bongo, o, Bayo-Bongo, o, Bongo-Baya!

Hej, kto taki taniec zna tańczy dzisiaj tak jak ja:Bayo-Bongo,o Bongo-Bayaaa!”

                                                 * * *

 P r z y p i s: Cesarz Bokassa w ciągu swego panowania zdążył przejść wraz z całym swym Cesarstwem na islam (gdy starał się o pożyczkę u Kadafiego - szmal wart meczetu!) i powrócił nazad na katolicyzm (gdy Kadafi odmówił), a mimo swego „ludożerstwa”, tyranii i wrogości wobec demokracji uzyskał po abdykacji azyl... we Francji. Co najciekawsze:  w latach 80-ych napisał arcyciekawe wspomnienia, których jednak w słynnej z wolności słowa, tolerancji i praw człowieka demokratycznej Francji sąd zakazał rozpowszechniania. Zakaz obowiązuje do dzisiaj! Ci, co je czytali w rękopisie powiadają, że francuskie tajne służby i niektórzy politycy francuscy przedstawieni tam zostali jako banda skorumpowanych, chciwych łapowników. Ciekawe, że podobną opinię o morale francuskich tajnych służb w latach 80-ych wyraził wspomniany „Monsieur Afrique”, będący już na emeryturze. Niestety, nie możemy porównać stopnia skorumpowania służb polskich i francuskich zanim dotrzemy do rękopisów ex-cesarza Bokassy z plemienia Ngbaka, pod francuską cenzurą. Do tego doszło! Zaś co do skorumpowania francuskich polityków – najnowsze sensacje wokół Krystyny Lagarde, Mikołaja Sarkozy, Bernarda Tapie czy Hieronima Cahuzaca potwierdzają wiarygodność cesarza Bokassy jako kronikarza francuskiej demokracji.                                                                             

                                                                                    Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »