Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
środa, 16 sierpnia 2017 r.
Strona główna
Jacy narratorzy - taka narracja PDF Drukuj Email
20.07.2013.

                           Jacy narratorzy – taka narracja

*Manuel Barroso jako M’Barroso? *Od Mao-Tse-Tunga – tylko do Gramsciego

*Prezydent Dubost a prezydent Komorowski * Ranga niemieckich odznaczeń                           

                     Odbyła się w stolicy konferencja „Nowa narracja europejska”, z udziałem głównego Eurokacyka (Euro-Kaca?) biurokracji unijnej, Manuela Barroso, którego  powinno się właściwie pisać M’ Barroso (jak pisze się M’Gamba, U’Dunda czy B’Mamba) dla podkreślenia kacykowskiego charakteru tej unijnej  biurokracji. Ta „nowa narracja europejska” budzi żywe skojarzenie z takimi określeniami, jak „nowaja ekonomiczeska politika” (leninowski NEP), czy „nowa politgramota prounijna”. Potrzebna jest teraz taka nowa propaganda („narracja”...), bo Unia Europejska sypie się gospodarczo, bezrobocie – z którym bohatersko walczy – rośnie, zamiast maleć, zaś wzrost gospodarczy  maleje, zamiast rosnąć. Takie to qui pro quo. Jak to w socjalizmie (wedle definicji Stefana Kisielewskiego: „Ustrój, który sam stwarza problemy, z którymi potem bohatersko walczy”...). Potrzebna jest więc taka „nowa narracja”, zwłaszcza dla naiwnej młodzieży, której bezrobocie dotyka boleśnie, a będzie dotykać jeszcze boleśniej. Stara „narracja” – o wyrównywaniu szans, zrównoważonym rozwoju, solidarności i doganianiu Ameryki etc. -  już nie wystarcza, nie robi już wrażenia nawet na „młodych, wykształconych z dużych miast”. Zdaje się jednak, że i ta „nowa narracja” też nie zrobiła na nich wrażenia, a jeśli już – to jak najgorsze. W końcu to oni, młodzi, spłacać będą ten dług, zaciągnięty dodrukiem ponad biliona euro przez UE, to ich przyduszą i „śmieciowe umowy”, i wzrost podatków. Biedni niewolnicy XXI wieku, obskubywani bardziej, niż średniowieczny wyrobnik! Chyba jeszcze tego nie kumają, jeśli nie urządzili demonstracji protestacyjnej wobec przyjezdnego „Wielkiego Narratora” w osobie Euro-Kacyka M’Barroso... („Portugalczyku, jak nóż, bezlitosny: naciąłeś młodych jak róż w kraju wiosny”...).

 Ten narrator, M’Barroso, nie wygląda jednak na europejczyka, mimo swej wysokiej rangi w strukturach euro-kacykostwa.

 Urodził się w 1956 roku i aż do lat 80-ych działał w Rewolucyjnym Ruchu Portugalskiego Proletariatu, organizacji komunistycznej o profilu maoistowskim. Wiele to nam mówi o tym euro-kacyku: żeby w latach 80-ych, w wolnym kraju,  jakim była wówczas Portugalia, należeć do organizacji komunistycznej, w dodatku  o maoistowskiej orientacji – trzeba było być durniem, albo gotowym na wszystko karierowiczem. M’Barroso na durnia nie wygląda – już prędzej na damskiego fryzjera („ Fryzjer damski - czesze wszędzie”- przedwojenne żydowskie ogłoszenie), ale fizjonomia nie ma nic do rzeczy. W tychże latach 80-ych, podczas portugalskiej „rewolucji”,  porzucił komunizm w wersji maoistycznej i zapisał się do Partii Socjaldemokratycznej, gdzie w wieku 29 lat został doradcą ministra: mniej więcej tak, jak u nas ten Kwiatkowski z PO, co to za młodu został wiceministrem sprawiedliwości. Najciekawsze jest jednak to, jak szybko tego młodego specjalistę od „prawa europejskiego” wypatrzyli Niemcy: już w 1990 roku ów 34-letni doktor „prawa europejskiego” odznaczony zostaje przez rząd niemiecki Krzyżem Wielkim Orderu Zasługi Republiki Federalnej Niemiec! Jak się zasłużył państwu niemieckiemu?...Ani się dowiesz. Czy aby nie od tej chwili stał się wielkim entuzjastą możliwie jak najgłębszej „integracji europejskiej”?... Dobra inwestycja procentuje – bo M’Barroso zostaje wkrótce ministrem spraw zagranicznych a potem premierem portugalskiego rządu. Nie to, żeby był politykiem wybitnym, czy nawet przeciętnie dobrym: jego rząd podnosi podatek VAT, nieudolnie walczy z biurokracją i bezrobociem, wskutek czego Partia Socjaldemokratyczna przegrywa wybory do PE (w 2004 roku) i wybory parlamentarne w kraju (w 2005). Ale M’Barroso, z niemieckim poparciem, zdążył w porę uciec z stanowiska premiera na swą obecną synekurę europejską, na stołek szefa Komisji Europejskiej... Wyewoluował zatem od Mao-Tse-Tunga – do Gramsciego: niedaleko...

 I znów: nie to, że był wybitnym, czy choćby zdolnym politykiem, przeciwnie; jego wybór na szefa Komisji Europejskiej był wyborem najpośledniejszego spośród kandydatów, bo na wybitniejszą osobowość w roli szefa KE nikt nie chciał się zgodzić – tak przynajmniej twierdzili wówczas komentatorzy w mediach. Przypomina to wybory  prezydenta w 1913 roku, we Francji, gdy zgłoszono kandydaturę  niejakiego Dubost; któryś z posłów spytał: - Dlaczego akurat Dubost?

 -Przecież nie jest głupszy od innych – odpowiedział zgłaszający kandydaturę (nawiasem mówiąc: podobno małżonka prezydenta Komorowskiego skomentowała jego wybór słowami: „Bronkowi się należało”...Si non e vero...)

 M’Barroso z pewności nie jest nie tylko głupszy od innych euro-kacyków, ale nawet cwańszy. Nie to, że mądrzejszy – właśnie cwańszy. I dlatego - co do mnie – upatrywałbym ścisły związek między odznaczeniem go tym niemieckim Krzyżem Zasługi dla Niemiec w roku 1990 – a jego wyborem na Głównego Kacyka UE w roku 2004, w okolicznościach „bezrybia, na którym i b.maoista – też dobry europejczyk”. Może nawet – szczególnie dobry, zwłaszcza dla polityki niemieckiej: krótka smycz. W końcu i o „złotej Anieli” też różnie dziś mówią w kontekście jej NRD-owskiej przeszłości...

 Odnotujmy jeszcze tylko, że na naszym rodzimym podwórku politycznym nieźle wyfutrowany niemieckimi zaszczytami został Bartoszewski, którego jakoś tak nikt ostatnio nie pyta o film „Nazi ojcowie, nazi matki”, o niemiecką politykę propagandową, nikt jakoś nie zaprasza go do studia telewizyjnego: ani „Stokrotka”, ani Lis. Takim „autorytetem” dzisiaj gardzą?... Niewdzięcznicy! Wysokie odznaczenie niemieckie dostał także, jak pamiętamy, minister Skubiszewski w rządzie Mazowieckiego, co to „zapomniał” w traktacie polsko-niemieckim uregulować sprawę polskiej własności na Ziemiach Zachodnich...

 Na razie nowa „narracja europejska” jeszcze nie objawiła się w pełni, warszawska konferencja to dopiero początek dylematu: jak dalej tumanić euro-masy, zwłaszcza „młodych wykształconych z dużych miast”, żeby wcześniej czy później nie skoczyli euro-kacykom do gardła. Ale skoczą. Powodzenia!

                                                                     Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »