Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

wtorek, 22 sierpnia 2017 r.
Strona główna
Polacy się wzbogacą PDF Drukuj Email
20.09.2013.

                                Polacy się wzbogacą...

*Syryjskie „sprawdzam” *Tusk wieści koniec kryzysu! *Przed Wielkim Kacem?

W dyplomacji jest taka zasada – pisał w „Nigdy więcej Wietnamu” Ryszard Nixon – że nie można  przy stole konferencyjnym osiągnąć tego, czego nie zdołano osiągnąć na polu bitwy.

 Rozpoczęta przez „ukorzenionego” Mikołaja Sarkozy jako prezydenta Francji bitwa o „demokrację w krajach arabskich” (czytaj: o destabilizację wrogów Izraela) zakończyła się na Egipcie i zatrzymała przed Syrią. Nawiasem mówiąc – to znakomity przykład, jak pochodzenie polityka wpływa na uprawianą przez niego politykę...

 Tymczasem determinacja prezydenta Assada, rosyjskie okręty na Morzu Śródziemnym, brak zgody Rosji i Chin w Radzie Bezpieczeństwa  ONZ, odmowa pomocy ze strony Wielkiej Brytanii sprawiły, że 160 kongresmanów zażądało debaty w Kongresie co do agresji na Syrię. Czy lobby żydowskie w Ameryce zmusi Obamę do ataku na Syrię, bez względu na konsekwencje i ryzykując konflikt regionalny na wielką skalę, z możliwymi konsekwencjami światowymi? Wydaje się, że amerykański „selektywny” atak na Syrię jest już mało prawdopodobny. Można ostrożnie domniemywać, że demagogiczną, płomienną retoryką Obama próbował będzie podgrzewać antysyryjskie nastroje, tak w Ameryce, jak na forum ONZ – ale „arabska wiosna”, robiona rękami agentur i na zamówienie Izraela już przechodzi do przeszłości. Czy i jakie konsekwencje będzie miała ta porażka prezydenta Obamy i żydowskiego lobby politycznego w Ameryce – czas pokaże. Wprawdzie Senat popierał będzie Obamę (amerykańscy senatorowie – jak to opisali prof.prof. Mearsheimer i Walt w swej książce „Lobby izraelskie w Ameryce” – są potężnie uzależnieni od żydowskich pieniędzy łożonych na ich kosztowne kampanie wyborcze w wielkich okręgach wyborczych), ale w Izbie Reprezentantów sprawy mają się inaczej (posłowie z Izby Reprezentantów są z znacznie mniejszym stopniu związani takim korupcyjnym pieniądzem). Sceptyczni wobec kolejnej agresji byli tym razem także amerykańscy wyźsi  dowódcy wojskowi, najlepiej zorientowani w szkodach, jakie bezwarunkowe wspieranie Izraela przynosi interesom amerykańskim. Dodajmy wreszcie i to, że rzekome „stuprocentowe dowody o użyciu przez rząd syryjski broni chemicznej”, o których ględzi Obama,  pochodzą wyłącznie od...wywiadu izraelskiego!

 Syryjskie „sprawdzam” może więc mieć poważne konsekwencje dla amerykańskiego życia politycznego: obnażenie Obamy jako figuranta żydowskiego lobby, ujawnienie jego intencji sprzecznych z amerykańską racją stanu, wreszcie rozłam w partii demokratycznej i jej spadek notowań.

 Mniejsza przecież o amerykańskie przepychanki – najważniejsze, że w Polsce skończył się kryzys! Tak przynajmniej obwieszcza Tusk, gratulując przedsiębiorcom, że go dzielnie przetrwali... Hm. Kto przetrwał, to przetrwał, a kto padł – ten padł. Przetrwaliśmy (?) ten dotychczasowy kryzys głównie dzięki szarej strefie, ściganej przez tuskowe państwo, zatem pochwała owej przedsiębiorczości jest de facto pochwałą tych, co unikają płacenia podatków, wyśrubowanych w Polsce skandalicznie. Niestety, rząd Tuska nie wyciąga konsekwencji z własnej pochwały: szkoda.

 Wydaje się przecież, że kryzys wcale się nie skończył. To, co rząd Tuska bierze za „początek końca” kryzysu to skutek pierwszej fali inflacyjnej. Niewielka część inflacyjnych bilionów wydrukowanych niedawno dolarów i euro trafiła już do biurokracji rządowych, zblatowanych z nimi banków, rządowych agend i „przyjaciół króliczka” – zachowując jeszcze siłę nabywczą przedkryzysowych pieniędzy. Dokonywane za tę niewielką część inflacyjnego szmalu inwestycje i zakupy sprawiają wrażenie ożywienia koniunktury. Ale fala inflacyjnego pieniądza rozlewa się dalej i musi wywołać swój skutek, skutek wielkiego oszustwa: postępujace zadłużenie obywateli, inflację i drożyznę. I, rzecz jasna, wzrost bezrobocia. Jak to określał Milton Friedman: z inflacją jest jak z pijaństwem: najpierw euforia, potem kac. Będzie to Wielki Kac – kac na miarę ponad dwóch bilionów wirtualnego pieniądza (dolara i euro), wpompowanych beztrosko w gospodarkę Ameryki i Unii Europejskiej!

 A tu publicysta żydowskiej gazety dla Polaków, Marek Beylin, cieszy się jednak, bo – jak pisze – „Polacy mimo kryzysu wciąż się bogacą i będą bogacić się coraz szybciej”. Jeśli „Polacy się bogacą” (ale skąd ta pewność, jeśli zważyć horrendalny wzrost długu publicznego, więc i postępujące zadłużenie każdej polskiej rodziny?!) to nie ma w tym niczego dziwnego: w każdym ustroju, poza socjalistycznym, ludzie, którzy pracują (nawet mocno okradani przez państwową biurokrację i państwowy interwencjonizm) raczej powolutku bogacą się bardziej, niż biednieją. Ale – „będą bogacić się coraz szybciej”? Tu już p.Beylin uderza w ton gierkowskiej propagandy, która swój optymizm zachowała chwalebnie do chwil ostatnich: półek z octem i dżemem tudzież kartek na wszystko. Pustych półek, rzecz jasna, nie będzie, ale kartki z nadrukiem „Narodowy Bank Polski” mogą znacznie stracić swą siłę nabywczą. No, ale na propagandzie, w istocie, wielu się wzbogaca, nawet w ciężkich czasach.

                                                                    Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »