Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
środa, 16 sierpnia 2017 r.
Strona główna
nerwowe czasy PDF Drukuj Email
12.10.2013.

                                Nerwowe czasy

*Wałęsa + Wajda = wazelina*Pisze się scenariusz „Człowieka z Ruchu-Ruchu”

    *Puławy w natarciu, Natolin w defensywie * Strzelanina na działkach...

                               

 Najnowszy film Wajdy o Wałęsie więcej mówi o samym Wajdzie, niż o Wałęsie. U Wajdy każda „okres jego twórczości” ma swe propagandowe „produkcyjniaki”: jak było trzeba, to  „Popiół i diament” (historia dopasowywana do linii partii), jak było trzeba – to „Ziemia obiecana” (czyli fałszowanie Reymonta w duchu filosemickim), jak trzeba – to wreszcie film o Wałęsie. Owszem, smycz dość długa, bogato inkrustowana, ale przecież smycz: to widać, to słychać , to czuć. Jeszcze jeden mit „wielkiego artysty”, wyhodowany troskliwie w PRL i sztucznie podtrzymywany w II RP, ale walący się w ruinę pod ciężarem politycznego oportunizmu. O najnowszym filmie Wajdy da się powiedzieć to, co rzeźbiarz Ksawery Dunikowski powiedział kiedyś na wystawie o pewnym „zaangażowanym” dziele: „Widziałem różne rzeźby, z marmuru, brązu, gipsu, ale z wazeliny widzę po raz pierwszy”...

 Mnie się zdaje, że prawdziwe dzieło filmowe jeszcze przed Wajdą: myślę o

 „Człowieku z Ruchu-Ruchu”.

 Ruchu-Ruchu to, rzecz jasna, nie jakaś wyspa na Polinezji, jak Bora-Bora, Torba-Borba, czy Usme Smake, i kolejny film  Wajdy nie byłby apologią jakiegoś grubego, tubylczego kacyka, z siódemką tłustych żon na kupę. To powinien być film o Palikocie, który właśnie – zgodnie z planem (pięcioletnim?) – przekształca „ruch w partię”, która z kolei – co ciekawe - ma „skorzystać z  subwencji finansowej przyznanej „ruchowi”. Zatem już i partie dziedziczą po „ruchach” państwowe subwencje! Ciekawe uzupełnienie „dziedziczenia rasowego”, na którym bazują „ruchy” przedsiębiorstwa „Holocaust”. „Mów coś, rób coś, ruszaj się!” – zalecał przed wojną premier Sławoj-Składkowski, ale za polityczne „ruchanie” publicznej forsy nie wypłacono.

 Do nowej partii, która zastępuje Ruch Palikota, zadeklarowały akces i Stowarzyszenie Europa Plus, i Racja Polskiej Lewicy (założyciel – Roman Kotliński, sic!) i – last but no least – Partia Demokratyczna, przykrywka dawnej Unii Wolności w stanie wegetatywnym. Jest jednak oczywiste, że to jej działaczom powierzone zostanie kierownictwo i mentorstwo tej „nowej lewicy”, która  w przyszłości zastąpić ma Platformie Obywatelskiej dotychczasowego koalicjanta, nazbyt „parafiańskie” PSL.   

 Wszystko to musi bardzo zasmucać Leszka Millera i SLD: „Puławy” znów zmarginalizują „Natolin”? Cóż, ba! „Puławy” nie znają ograniczeń: nawet na plecach „naćpanej hołoty” i seksualnych dewiantów windują się na czoło „nowej lewicy” – a na czyich plecach windować się ma SLD? Naturalnym zapleczem dla podźwignięcia się z dołka byłby jakiś spektakularny zwrot w stronę narodowego socjalizmu, ale w obecnym SLD nie ma nikogo, kto takie ryzyko podjąłby: wymagałoby ono jednak młodzieńczej  ideowości, której próżno szukać w  szeregach tej partii. Wygląda zatem na to, że na dzisiaj, w długim marszu ku „jednoczeniu lewicy” (który potrwa jeszcze rok, może dwa lata),  pełnym zmiennych losów szczęścia i zażartej walki o to, kto stanie na jej czele – „Puławy” przetrwały kryzys, a „Natolin” czekają ciężkie czasy.

 Po Wałęsie zatem – to Palikot powinien zostać bohaterem kolejnego, ostatniego – miejmy nadzieję – filmu Wajdy: „Człowiek z Ruchu-Ruchu” .

Scenariusz mógłby napisać Jan Hartman wespół z Romanem Kotlińskim, takie spółki mają znów przed sobą przyszłość...

 Na razie SLD broni (jak socjalizmu) Polskiego Związku Działkowców przed  inicjatywą PO, mającą na celu likwidację dotychczasowego, prawnego uprzywilejowania PZD, którego status prawny przypomina żywo status PRL-owoskiej, karykaturalnej „spółdzielczości mieszkaniowej”. Jeśli PO „zetnie” Millerowi ten silny filar elektoralny (i finansowy?) – SLD jeszcze bardziej obsunie się w sondażach. Wśród samych działkowców zdania są podzielone, nawet bardzo, wystarczy poczytać wpisy internetowe.

 „Na alejce posypanej ślicznym piaskiem, przy rabatce obsadzonej pelargonią ktoś udusił panią sznurkiem albo paskiem (...) Z papierowej torby, co stała w  altanie, dzikim winem gęsto obrośniętej, zamiast torby wydobyto cztery palce, zaraz potem kciuk i całą rękę...   - jak to śpiewała kiedyś Barbara Krafftówna w kabarecie: „A poza tym nic na działkach się nie dzieje”. Właśnie w stolicy postrzelali się na działkach dwaj działkowicze („legalnie posiadali broń”, hm), a z powściągliwych komunikatów policji można się dowiedzieć tyle tylko, że tym, który strzelił drugiemu w plecy był „prezes ogródków działkowych”. Już-już zaczęły krążyć niesamowite plotki... - ale okazało się w końcu, że nie był to sam Główny Prezes PZD, Eugeniusz Kondracki, postać tajemnicza (którego znany jest w zasadzie tylko wiek i zawód: „inżynier”), ale jakiś „drobniejszy prezes”, Włodzimierz S. Drobniejszy, nie drobniejszy – gdy działkowicze zaczynają strzelać sobie w plecy w sporach o działki – do czego to może dochodzić na „działkach” politycznych? Nerwowe czasy!

 Nic też dziwnego, że – najwyraźniej z tych nerwów – wspomniany Jan Hartman (członek loży B’nai B’rith) tak określa profil nowej partii Palikota: „Może to być partia centrowo-liberalno-demokratyczna”... Przypomina to partię „umiarkowanego postępu w granicach prawa” ze Szwejka. Na miejscu p.Hartmana nie żałowałbym sobie: czemu nie „prawicowo-centrowo-lewicowa socjalistyczno-liberalno-konserwatywna, demokratyczna, europejska i żydowska”? Jak już folksfront, to im szerszy tym lepszy.

                                                         Marian Miszalski

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »