Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

niedziela, 17 grudnia 2017 r.
Strona główna
Władza bliżej człowieka PDF Drukuj Email
25.10.2013.

                             Władza bliżej człowieka

 *Euroszmal jak fatamorgana * Tak dać, żeby nie dać – oto jest zadanie?

          *Ciszej nad tą dintojrą! * Koniec banicji Zacharskiego

 Mniej więcej od lutego do lipca trwała propagandowa euforia rządu Tuska i spodstolnych mediów: Bruksela da nam  105 miliardów euro w latach 2014-2020! Nic też dziwnego, że Tusk obwieścił  niedawno rychły koniec kryzysu. Tymczasem rok 2014 za pasem, ale obiecany szmal jakby oddalał się jak jaka fatamorgana, bo budżet unijny na te lata ma jeszcze ciągle „być zatwierdzony” przez Parlament Europejski większością szczególną, bo ponad połową głosów całego PE. Trudna sprawa... „Minął sierpień, minął wrzesień, znów październik i ta jesień rozpostarła melancholii smutny woal” – jak śpiewał Wiesław Michnikowski w kabarecie Starszych Panów -  a Parlament Europejski ani myśli zatwierdzić ten unijny budżet (przed czym zresztą przestrzegali wcześniej niektórzy komentatorzy): wątpliwe, czy zatwierdzi w listopadzie, może w grudniu? – ale i to niepewne. „Nie zatwierdzenie” postawiłoby wielki znak zapytania nad obiecanym Polsce szmalem, na który – co tu dużo mówić – rząd Tuska bardzo liczy. Niby 105 miliardów na  7 lat to nie jest dużo (przy rocznej polskiej składce do budżetu UE rzędu 4 miliardów euro), to 15 miliardów euro rocznie (więc per saldo 11 miliardów), ale w kryzysie każdy cent się liczy. Czym tam kierują się oporni eurodeputowani – to ich sprawa, nie brak przecież opinii, że wytycznymi niemieckich tajnych służb: „złota Aniela” prawą ręką niby rozda ten szmal, lewą po cichu odbierze?...

 Nic też dziwnego, że wokół 130 miliardów polskich już tylko złotych, przeznaczanych na wojsko w najbliższych 10 latach, rozgorzała bezpardonowa walka w rywalizujących ze sobą bezpieczniackich koteriach, podwiązanych pod te czy inne służby obce. Jej objawienie opinii publicznej w postaci dymisji gen.Noska (szefa kontrwywiadu) i zainteresowania się prokuratury szantażem wobec gen.Skrzypczaka (wiceministra obrony narodowej) skłoniło najwyraźniej zwarte w konwulsyjnym starciu strony do refleksji: jak tak dalej pójdzie – zbyt wiele brudów ujrzy światło dzienne, wyjdzie na wierzch cała podszewka wystruganego z kartofla „rządu Tuska”! Do tego nie wolno dopuścić, bo zachwiałoby to po raz kolejny mitem „demokratycznego państwa prawa, liczącego się członka Unii Europejskiej”... Zapanowała zatem medialna cisza, za którą schował się „demokratyczny rząd Tuska”, niczym ćwok z prowincji, co to sra w miejskim parku publicznym i kryje się za krzakiem. Czy to aby nie dla przebłagania i ukontentowania jednej z walczących bezpieczniackich koterii Tusk udał się nagle do Zambii (tamże miedziane Eldorado!) „w towarzystwie kilku biznesmanów”? Czy o zaklajstrowanym na razie jako-tako kompromisie między bezpieczniackimi buldogami (ciszej nad tą dintojrą!) nie świadczy nieoczekiwany „powrót z wygnania” Mariana Zacharskiego?...Przypomnijmy, że ów dżentelmen z przeszłością i po przejściach wynajęty został w swoim czasie przez bezpieczniaków popierających prezydenta Wałęsę do zebrania dowodów świadczących o agenturalności Józefa Oleksego (co mu się udało, jeśli wierzyć ministrowi Milczanowskiemu) i Aleksandra Kwaśniewskiego – czego wykonać mu się już nie udało ( nie zdążył?). Gdy zatem Kwaśniewski został prezydentem a Cimoszewicz stanął na czele rządu – minister Siemiątkowski

(w imieniu konkurencyjnej grupy bezpieczniaków?) zasugerował gen.Zacharskiemu „banicję” , a Zacharski sugestię tę skwapliwie uwzględnił... I udał się posłusznie na to bezprawne wygnanie, chyba w sumie jednak dość komfortowe i przyjemne. (Inna to rzecz, że jeśli zebrał te dowody na Kwaśniewskiego i dobrze je zamelinował – pozycja Millera względem Palikota ulega wzmocnieniu, mimo „przedłużonego o trzy miesiąc śledztwa krakowskiej prokuratury w sprawie więzień CIA na terenie Polski”...)

 Ciekawa sprawa: prawo polskie nie zna kary „banicji”, nie może jej orzec żaden sąd, tym bardziej minister, niechby i spraw wewnętrznych – ale w tym przypadku karę tę zastosowano i wykonano!

 Jest to zresztą tylko jeden z wyjątków, które potwierdzają regułę, że zasadą konstytutywną  spodstolnej III RP pozostaje nadal podział na rządzącą uprzywilejowaną bezpiekę ośmiorga służb tajnych - i rządzonych cieciów, cywilów. Przecie i Józef Oleksy nie poniósł odpowiedzialności karnej – jeśli oskarżenie Milczanowskiego było prawdziwe, ani Milczanowski – jeśli oskarżył go bezpodstawnie. Ba! Pośród cieciów-cywilów też jedni są bardziej uprzywilejowani, niż inni („Wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre są równiejsze od innych” – czytamy w Deklaracji Praw trzody chlewnej w „Folwarku zwierząt” Orwella). Pan Ikonowicz, co to prowadzi wesołą Pracownię Sprawiedliwości Społecznej, skazany prawomocnym wyrokiem na odsiadkę w więzieniu – chodzi sobie po wolności tylko dlatego, że kilku „lepszych obywateli” napisało list w jego obronie. Ten list ma najwyraźniej większą moc, niż prawomocne wyroki sądowe i obowiązujące procedury penitencjarne. Nie jest to budujący przykład, zwłaszcza dla „budowniczych państwa prawa”.

 Taki Trybunał Konstytucyjny zatem nie powinien zawracać sobie głowy zgodnością ustaw z Konstytucją i podobnymi bzdurami, tylko orzekać, czyj na przykład list ma większą moc prawną w spodstolnej III RP: czy, dajmy na to, list w obronie Ikonowicza, czy list w obronie Zyzaka? Czy list w obronie Baumana, czy list w obronie Wyszkowskiego? Albo: czy racja Czempińskiego – czy racja Zacharskiego? Czy „Bolka” – czy „Kata”? I tak dalej. Takie orzecznictwo byłoby niewątpliwie bliższe tzw.życia, a czy nie o to chodzi w demokratycznym państwie prawa, członku Unii Europejskiej: żeby władza była „bliżej człowieka”? Najlepiej, gdyby władza siedziała w każdym domu, w każdej rodzinie, co przecież współczesne techniki inwigilacyjne w zupełności umożliwiają: jest to także realny, wymierny postęp III RP względem PRL. Inna rzecz, dokąd prowadzi.

                                    Podziękowanie

 Państwu Sławomirowi A.H. i Renacie H.W. z Poznania serdecznie dziękuję za finansowe wsparcie mojej strony.

                                    

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »