Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

niedziela, 17 grudnia 2017 r.
Strona główna
Pochwała antycznych historyków PDF Drukuj Email
15.11.2013.

                             Pochwała antycznych historyków

 *Kto otruł Arafata? * Powracają tradycje Lokusty * Katastrofy dawniej i dziś

                           

 Szwajcarscy lekarze stwierdzili, że Jaser Arafat został otruty polonem. Biedna Maria Curie-Skłodowska, nie po to ten polon odkrywała... Żona Arafata mówiła o tym tuż po jego śmierci, oskarżając o morderstwo izraelski Mossad. Teraz szef wywiadu palestyńskiego powiada: „Izrael jest pierwszym, jedynym i głównym podejrzanym o to morderstwo”. Wcześniej polonem skuteczne struto w Londynie eks-szpiega rosyjskiego, Litwinienkę, a podejrzenia padły na tajne służby rosyjskie, a jeszcze wcześniej próbowano truć i ówczesnego prezydenta Ukrainy – Juszczenkę. Trucicielstwo jako metoda uprawiania polityki pewnością wpisuje się w jej spiskowy wątek i ma przebogatą tradycję. Jednego z najbardziej dosadnych świadectw dostarczaja rzymscy historycy, Swetoniusz i Tacyt: „Neron otruł Brytannika ze strachu, aby kiedyś nie  wyprzedził go w łaskach u ludu . Truciznę podała Brytannikowi niejaka Lokusta. Gdy jednak trucizna zadziałała łagodniej, niż Neron przypuszczał, wywołując jedynie rozstrój żołądka, wezwał niewiastę i własnoręcznie ją wychłostał (...) Potem zmusił ją w swojej obecności do gotowania co prędzej nowej trucizny działającej natychmiastowo i zaraz wypróbował ją na koźle. Gdy ten przeżył jeszcze pięć godzin, znów kazał Lokuście ważyć truciznę i rzucił ją prosiakowi, który padł martwy natychmiast. Ten odwar kazał Neron wnieść później do jadalni i podczas uczty podać Brytannikowi, jedzącemu z nim obiad. Ten po pierwszym łyku padł”. Tyle Swetoniusz, Tacyt podaje inne szczegóły morderstwa: „Ponieważ potrawy podawane Brytannikowi kosztował wcześniej specjalny służący, nie chciano omijać tego zwyczaju, aby nie zdradzać się ze zbrodnią. Zatem najpierw podano mu nieszkodliwy jeszcze napój, bardzo gorący, którego wcześniej kosztował służący, a gdy Brytannik odsunął napój, jako zbyt gorący, dolano zimnej wody z trucizną”.

 Możemy tylko zazdrościć rzetelności i dociekliwości antycznym historykom: który z dzisiejszych historyków wie, kto i jak podał polon Arafatowi, kto i jak go „preparował”? Litwinience? Kto i co podał Juszczence? Któż wie, kto strzelał do Kennedy’ego i za ile? Itp.,itd.,etc. Potwierdza się tylko teza Wiliama Turnera, że w dzisiejszych czasach wykrycie i odtworzenie spisków jest znacznie trudniejsze, niż dawniej. Jakiż postęp totalizacji władzy, niechby i „demokratycznej”! A przecież obok trucicieli w mniej lub bardziej rozwiniętych demokracjach działają jeszcze „seryjni samobójcy”, którzy niby ów „brunet wieczorową porą” odwiedzają swe ofiary „w piątki, przed długim weekendem”, gdy niezawiśli prokuratorzy myślą już tylko o grillu, zdarzają się „wypadki samochodowe”, „katastrofy lotnicze”, ukłucia zatrutym szpicem parasola, „utonięcia”, gdzie ofiara wypada sobie do Oceanu wprost z pokładu luksusowego jachtu...

 Ciekawe, czy jakiś międzynarodowy organ „od sprawiedliwości” utrzymywany za pieniądze podatnika zainteresuje się bliżej sprawcami morderstwa popełnionego na Arafacie? Czego by o nim nie mówić, był politykiem wybitnym. Co innego Julia Tymoszenko, o której zwolnienie z więzienia banda krwiopijców-biurokratów z Brukseli i skądinąd  zabiega tak, jakby chodziło o nich samych w przyszłości...Tymczasem bardziej interesujący od samej Julii jest jej mąż, Aleksander, przebywający – wg. ostatnich danych – jako azylant w Czechach. Czy nie byłoby lepiej, gdyby Kwaśniewski i Cox zamiast rozmawiać  „o uwolnieniu” Julii Tymoszenko spod prawomocnego wyroku sądowego - rozmawiali właśnie z Aleksandrem Tymoszenko na temat szmalu, jaki małżonkowie zwędzili: gdzie on teraz jest, jak procentuje, kto jest z niego opłacany i za co? Albo: kto zlecił zabójstwo Szczerbania?

 O, to jest też ta wiedza, która dziwnie umyka współczesnym historykom i badaczom „dziejów najnowszych”, zwłaszcza w demokracjach...

 Spektakularny powrót trucicielstwa do współczesnej polityki dokonuje się, jak widać na wspomnianych przykładach, poprzez tajne służby rosyjskie i izraelskie. Inne służby jakby kontentują się nadal „samobójstwem bez udziału osób trzecich”, bombą czy „katastrofą lotniczą” i nie mają odwagi sięgać wprost do tradycji Lokusty. Nawiasem mówiąc, Neron i jego bezpieczniacy znali już  i techniki „katastrof”, rzecz jasna nie lotniczych, ale innych, w tym -  morskich. Gdy próby otrucia matki, Agryppiny, nie dawały rezultatu (brała zapobiegliwie „odtrutki”...) najpierw skonstruowali tajną machinę, która miała zwalić na jej łóżko sufit w pałacu, a gdy prace przygotowawcze wyszły na jaw, Neron spróbował zabić ją właśnie w katastrofie morskiej: „Wówczas wymyślił Neron statek dający się rozłożyć na części, aby skutkiem pozornego rozbicia lub zawalenia się pułapu w kajucie matka zginęła” – pisze historyk. Statek, w istocie, rozpadł się ma morzu tuż po wypłynięciu z portu, strop w kajucie zawalił się, ale Agryppinę uratowało wysokie oparcie sofy, na której leżała i umiejętności pływackie. Ciekawe, że żadnemu z rzymskich historyków i ekspertów nie przyszło nawet na myśl, by napisać, że statek zderzył się z brzozą i rozpadł w drobne kawałki, pardon, oczywiście z podwodną rafą. Byli kiedyś uczciwi kronikarze... Znamy nawet nazwisko głównego architekta tej katastrofy: był nim zaufany Nerona, Anicetus, jeden dowódców floty.Przed wypłynięciem statku „Neron jak najczulej pożegnał się z matką”, która to czuła scena mogłaby przypominać kondolencyjną czułość Donalda i Wołodii, znaną ze smoleńskiej fotografii, stojącą swą ekspresją w dziwnej sprzeczności z inną fotografią Tuska i Putina, opublikowaną niedawno na okładce tygodnika „w Sieci”. A gdy wspomnimy nieoczekiwaną ambasadorię dla Tomasza Arabskiego w Hiszpanii – jakże moglibyśmy nie wspomnieć  o słowach innego wybitnego antycznego historyka, Tacyta: po otruciu Brytannika Neron swych popleczników „licznymi darowiznami wzbogacił”.

 „Liczne darowizny” to dobry trop poszukiwań spiskowych wątków we współczesnej historii, szkoda, że słabo eksploatowany. Gdy na przykład demokratyczny Sejm większością ledwo 10 głosów swych 460 „reprezentantów narodu” (a kto układa listy wyborcze, he,he – czy aby naród?) odrzuca wniosek o referendum, podpisany przez milion obywateli – trop ten narzuca się jako ścieżka badawcza, warta dużego granta. Ba! Ale kto go dociekliwym badaczom dzisiaj udzieli?... Przecież nie ministerstwo.

                                                                          Marian Miszalski

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »