Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
środa, 16 sierpnia 2017 r.
Strona główna
Wszystko jeszcze przed nami PDF Drukuj Email
24.11.2013.

                            Wszystko jeszcze przed nami

*Spiskowiec prawdę wam powie *Nowinki prowokacyjne: jakość zamiast ilości

*Olek i Radek:  wart Pac(an) pałaca*Partnerstwo: strategiczne czy wschodnie?                              

                      

W czasie kryzysów, wiadomo: strzeżcie się agentów – przestrzegał doświadczony, długoletni konspirator i spiskowiec, Józef Piłsudski. Można mu wierzyć. Kryzys polityczny mamy w Polsce tak dobrze, jak od 1989 roku, a kryzys ekonomiczny – jeszcze dłużej. To i agentów muszą być dzisiaj „rzesze nieprzebrane”, zwłaszcza, że III RP zafundowała nam, z naszych podatków, aż siedem służb tajnych. Także liczba obcych służb tajnych zwiększyła się: w dwudziestoleciu międzywojennym działały poważnie na terenie Polski cztery wywiady: sowiecki, niemiecki, brytyjski i francuski, wywiad amerykański raczej śladowo interesował się Polską. Dzisiaj doszedł i amerykański, i izraelski, pewnie i białoruski i ukraiński, każdy sobie rzepkę skrobie, a co oskrobie to wymienia z innym po dobrym kursie, wedle potrzeby. Jak tu nie strzec się agentów?

 W dniu 11 listopada idą ulicami stolicy dwa marsze: jeden „prezydencki”, drugi – obywatelski. O tym pierwszym powiadają złośliwi, że idą tam sami agenci poprzebierani za polityków, działaczy, autorytety moralne, oralne i inne, ochraniani „przypadkową publicznością”, złożoną głównie z cywilnych agentów drobniejszego płazu udających „zwykłych przechodniów”. Z tym drugim – Marszem Niepodległości – sprawa trudniejsza, bo idą w nim głównie obywatele nie trudniący się „kryzysowym fachem”. W zeszłym roku policyjni prowokatorzy delegowani do Marszu zdemaskowali się i wszystko się wydało: zamysł policyjno-prowokatorskiego rozbijania tego Marszu. W tym roku linię rozbijactwa utrzymano, ale sięgnięto po subtelniejsze metody, zapewne wskutek powołania przez organizatorów własnej straży Marszu no i „intelektualny podkład” mentalny oberpolicmajstra ministra Bartłomieja Sienkiewicza. Straż Marszu pilnuje, jak wiadomo, by nikt z maszerujących uczestników Marszu nie zaczepiał i nie prowokował przypadkowej publiczności. Policja natomiast powinna pilnować, by nikt z przypadkowej publiczności nie atakował i nie prowokował maszerujących. W tym roku policja jakoś dziwnie nie potrafiła upilnować nawet tego, by poza trasą Marszu (przy „squatcie” i przy „tęczy”) oraz w newralgicznym punkcie przy ambasadzie rosyjskiej nie doszło do prowokacji. Wprawdzie nie miały tam miejsca jakieś szczególne burdy, ale za to nadające się do medialnego nadymania przez liczną agenturę ulokowaną z kolei w mainstreamowych merdiach. Jak się nie ma, co się lubi...

 Porównując tedy prowokacje ubiegłoroczne z prowokacjami tegorocznymi powiedzieć można, że zgodnie z zaleceniami leninowskimi „ilość przechodzi w jakość”. Aż strach pomyśleć, z jakimi to „prowokacyjnymi jakościami” możemy mieć do czynienia w przyszłości! W końcu po to się zwalnia miejsca w więzieniach, po to wprowadzono do polskiego prawodawstwa sowieckie „psychuszki”, po to „trwają dalsze prace” nad ustawowym upoważnieniem obcych sił porządkowych do interwencji w Polsce. Najwyraźniej po Traktacie Lizbońskim staliśmy się już tak bardzo „suwerennym inaczej” państwem, że obce bezpieki pacyfikujące niepokornych Polaków będą tylko utwierdzać tę suwerenność... 

 Wszystko to nie powinno to jednak zrażać obywateli. Im lepiej zorganizowana obywatelska manifestacja, zwłaszcza im skuteczniejsza straż własna – tym skuteczniej kompromituje prowokatorów i ich mocodawców, ujawniając ich samych, ich zamysły, techniki i metody. Im twardsze narzędzia opresyjne reżimu - tym większe jego znienawidzenie.

 W tym roku znacznie bardziej kompromitująca niż  „frajerstwo” policji i chytre zamysły ministra Bartłomieja Sienkiewicza była kompromitacja ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, która znalazła celną pointę w internecie: „w sprawie katastrofy smoleńskiej zrobił mniej, niż w sprawie podpalenia budki przy rosyjskiej ambasadzie”. Czy jednak od ministra Sikorskiego można w ogóle wymagać czegokolwiek „więcej”, niż wypatrywania miękkiego lądowania na jakiejś synekuralnej posadzie w przyszłości?

 Szlak pod tym względem przetarł mu już Kwaśniewski, który wylądował na ciepłej posadce u ukraińskiego Żyda-nababa. Ale i tu Kwaśniewski nie grzeszy sukcesami: jego słynna „misja” w sprawie zamiany prawomocnej kary więzienia Julii Tymoszenko na rekreacyjne „leczenie w Niemczech” spełzła na niczym. Bo także od Kwaśniewskiego – czego właściwie wymagać? Nikt nie może być kimś. Wygląda na to, że Radek i Olek są siebie warci.

 Czas pokaże, czy fiasko akcji „blond Julia jest chora, więc do Niemiec do doktora” to zarazem koniec „partnerstwa wschodniego”, czy będzie ono miało jeszcze jakieś „ultimos podrygos”? Wydaje się przecież, że dwaj strategiczni partnerzy, Rosja i Niemcy, nie zaryzykują swego strategicznego partnerstwa dla jakiegoś tam „partnerstwa wschodniego”, które potrzebne jest im w rządzeniu Europa jak bokserowi warcaby. Czyż nie podzielili już między sobą stref wpływów w Europie?...I czy ta linia nie przebiega mniej więcej tak, jak winszowali sobie Ribbentrop i Mołotow?...

                                                         Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »