Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

wtorek, 22 sierpnia 2017 r.
Strona główna
Ukraina rozkłada nogi PDF Drukuj Email
20.12.2013.

                             Ukraina rozkłada nogi                           

*Westerwelle nam nie imponuje *Któż by je... skunksa? *Kłótnie magnaterii

          *Kryzys zaostrza apetyty * Kwaśniewski puszcza farbę

                               

 Niemiecki minister spraw zagranicznych, Gwidon Westerwelle jest pederastą i nawet w oficjalne zagraniczne podróże zabiera swego kochanka, którego nawet „poślubił” – informują media.  Zboczenia wśród polityków mają swą historię...

 Kiedy prezydent Francji Valery Giscard d’Estaing przyjmował pierwszą wizytę ministra kultury Francji, ten od samego progu powiedział: „ Wie pan, co o mnie mówią: że żyję z mężczyzną. Pragnę wiec poinformować pana, panie prezydencie, że żyję z dwoma mężczyznami”. Nie poślubił jednak wówczas żadnego z dwóch kochanków, ani obydwu na raz: nie było jeszcze wtedy we Francji dostatecznie postępowej ustawy.

  Valery Giscard d’Estaing nie poradził mu, by zamiast kulturą zajął się raczej porno-biznesem, tylko pokornie przyjął tę deklarację. Pod takimi ministrami kultura francuska zwolna zdycha.

 Zboczenia pośród polityków zdarzały się i wcześniej, ale bez ostentacji. Jak to  powiedział Rochefaucauld: „Hipokryzja jest to hołd, jaki występek składa cnocie”. Była kiedyś cnota w życiu publicznym...

 W czasach przedchrześcijańskich Kaligula i Neron znani byli z jawnej rozpusty, obydwaj byli pederastami, ten pierwszy nadto kazirodcą i pedofilem  (o sobie mawiał szczerze: „Moją  najcenniejszą cechą jest bezczelność”!); chłopcu imieniem Sporus – odnotowują historycy – kazał wyciąć jądra by „uczynić go kobietą” - mógłby więc dzisiaj patronować transwestytom. 

 Krótko mówiąc: Westerwelle nam nie imponuje, bo - jak to mawiał pewien amerykański aktor komediowy - „Lilipuci mi nie imponują, widywałem już większych”...

 Wspominam o tym Westerwelle bo pojawił się na Ukrainie wspierając tamtejszych europejsów. Jednakże bez względu na to, czyja będzie Ukraina,  niemiecka czy rosyjska, podział stref wpływów między Berlin a Moskwę w Europie Wschodniej wydaje się już dokonany. Jeśli Ukraina „wejdzie do UE”, to wcale nie znaczy, że Rosja z Ukrainy wyjdzie. Wejście Ukrainy do UE może oznaczać dla Polski (i innych „partnerów wschodnich”) ponoszenie kosztów „ukraińskich reform prounijnych” pod pretekstem, że unijna Ukraina to „gwarancja bezpieczeństwa Polski na Wschodzie”. Tę „gwarancję” jednak nader łatwo byłoby Niemcom i Rosjanom przekształcić w „psa do poszczucia”.

 Zamiast debaty o stosunkach polsko-ukraińskich z przyległościami – w naszym Sejmie Twój Ruch zapowiada, że uda się aż do Strasburga, żeby tam nakazano zdjąć krzyż wiszący w polskim Sejmie. Mocne muszą być te kwity, które w latach 80-ych filozof z Biłgoraja podpisał SB-kom, i we wprawnych rękach: chodzi jak na sznurku! Jego rywal do „przywództwa na lewicy”, Leszek Miller, co to trafnie określił elektorat biłgorajskiego śmierdziela jako naćpaną hołotę, ostatnio określił Palikota pewną przedwojenną fraszką Tuwima. Przypomnijmy ją: „Próżnoś repliki się spodziewał, nie dam ci przytyczka ani klapsa, nie powiem nawet pies cię jeb... bo były to mezalians dla psa”. W rzeczy samej – nawet najpodlejszy pies nie je... skunksa.     Proponuje więc, by Twój Ruch Palikota nazywać od dzisiaj Ruchem Skunksa.

 Tymczasem w Ukrainie sprawy zmierzały najpierw w stronę „okrągłego stołu” legalnych władz i opozycji. Ale w Ukrainie są już legalne partie będące w opozycji do partii rządzącej (np.partia Julii Tymoszenko) i rozmawiają ze sobą w parlamencie. Kim więc jest ta „opozycja”, z którą spotkać się miałaby władza przy ukraińskim „okrągłym stole”? I czy miała jakiś program oprócz „stowarzyszenia się Ukrainy z UE” i „dymisji rządu”, wybranego przecież „demokratycznie”?

 Jeśli chodzi o to „stowarzyszenie się”, to właśnie z okazji wizyty niemieckiego pederasty w Kijowie dowiedzieliśmy się, że warunkiem stowarzyszenia stawianym przez UE jest...reforma prokuratury! O innych warunkach ani słowa. Tam do diabła: i o to cały ten raban?

 Prokuratura w Ukrainie działała dotąd tak, że jak rządziła Tymoszenko, to „pod prokuratora” szli jedni magnaci, „nie nasi”, a jak rząd się zmieniał, to pod prokuratura szli ci dotąd nietykalni. Czyżby „okrągły stół” w Ukrainie posłużyć miał  temu, czemu posłużył w Polsce: uzgodnieniu zasady, że bez względu na to, która partia rządzi - „my nie ruszamy waszych, wy nie ruszacie naszych”? A cała ta otoczka majdanowa to tylko zasłona dymna? „Towarzystwo” z Majdanu służyłoby tylko za narzędzie nacisku, żeby  ten kompromis został jak najszybciej zawarty?

 Gdzie dwóch się bije, tam trzeci (a i czwarty, piąty...) korzysta, a co dopiero, gdy bije się więcej niż trzech. W Ukrainie są dwie pozakonstytucyjne koterie magnaterii (to właściwsze słowo, niż oligarchowie!): koteria doniecka i koteria gazowa, trzymające prawdziwą władzę, plus „Familia”, czyli rządząca ekipa Janukowycza. Jest i polityczne lobby żydowskie, któremu przewodzi Ihor Kołomojski (szef wspólnoty żydowskiej w Ukrainie), skromny inżynier z lat 90-ych, którego majątek szacowany jest dziś na ok.6,5 miliarda dolarów, a jego magnackie włości (przemysłowe, ma się rozumieć) skupione w grupie „Privat” szacuje się na 11 miliardów dolarów. Zapewne wspiera go i Pinczuk (u którego dostał posadę  Kwaśniewski) z majątkiem szacowanym na 3 miliardy dolarów. Nie jeden „demokratyczny majdan” golców można utrzymywać z samego kurzu ot tej forsy... A przecież koteria doniecka, koteria gazowa, „Familia” i lobby żydowskie nie wyczerpują jeszcze listy pozakonstytucyjnych ośrodków władzy w Ukrainie: czynne tam są służby rosyjskie, niemieckie, amerykańskie, izraelskie – aktywne na miarę majątku, jaki jest do rozgrabienia, eksploatacji surowców do owładnięcia i tych 45 milionów Ukraińców, których niewolnicza praca ma swój walor. Taki potencjał do wzięcia musi szalenie ekscytować wszystkie te ośrodki, zwłaszcza w czasie kryzysu, którego końca nie widać, a nawet – wprost przeciwnie.

  (100 najbogatszych magnatów ukraińskich dysponuje majątkiem wartym 67 miliardów dolarów, co stanowi 38 procent PKB; dla porównania: w Rosji 100 najbogatszych magnatów trzyma majątek warty „tylko” 20 procent PKB, a w USA – wart 8 procent PKB)

 Co więcej – taki potencjał musi też kusić wielu innych. Właśnie Kwaśniewski puścił trochę farby i poinformował, że wprawdzie UE nie da Ukrainie 20 miliardów na „stowarzyszanie się” (reformę prokuratury?...), ale „możliwe są przecież inne instrumenty wsparcia – kredyt z MFW i innych światowych instytucji finansowych”. To się nawet układało w logiczna całość: Ukraina dostanie pożyczkę na „realizację warunków stowarzyszania się”; te „warunki” okażą się niebywale kosztowne i nie wiadomo, jak długo trwać będzie ich spełnianie; procenty od kredytów narosną, więc zagranicznym lichwiarzom trzeba będzie postąpić z żerowiska, z majątku, i dla nich zrobić trochę miejsca.

 Ciekawe, że ta pozasystemowa „opozycja”, co to gromadziła się na majdanie, nie wysuwała żadnych innych postulatów, ani politycznych, ani ekonomicznych, ani żadnych innych poza stowarzyszeniem się z UE i dymisją rządu. Toteż ten majdan, ta „opozycja” nie wyglądały poważnie, nie wyglądały na samodzielne, demokratyczne, kozackie towarzystwo, co to „prosi, a nie – to samo weźmie”. Po smutnych doświadczeniach Polski – wierzyli jeszcze w „okrągły stół” u siebie?...

 Aliści Putin wyjaśnił szybko niejasną sytuację: tańszy gaz i 15 miliardów kredytu w dolarach, i wszystko zostało po staremu. „Kto szybko daje – dwa razy daje” – powiada stare porzekadło. Wprawdzie UE, co to wpompowała niedawno w swój system finansowy ok.1 biliona euro mogła przelicytować niezbyt w końcu wysoką ruską ofertę, ale najwidoczniej uznała, że niemiecko-rosyjski podział stref w Europie musi być uszanowany. Bo i kto w UE miałby wierzgnąć przeciw Berlinowi?

                                                                   Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »