Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

wtorek, 22 sierpnia 2017 r.
Strona główna
Mimo brukseslkich pieniedzy PDF Drukuj Email
17.01.2014.

                 Mimo brukselskich pieniędzy  oskubano emerytów

„Bo raj na ziemi każdy stworzyć chce. Lecz czy ma forsę? Niestety, nie...” – głosi song z „Opery za trzy grosze” Brechta. Mimo „pomocy unijnej”, która była głównym motywem w propagandzie akcesu Polski do Unii Europejskiej „forsy ciągle nie ma” i dlatego rząd premiera Tuska wespół z prezydentem Bronisławem Komorowskim postanowili dokonać skoku na kasę otwartych funduszy emerytalnych. Dlaczego nie ma forsy mimo „pomocy unijnej” dla Polski, szacowanej w najbliższych 7 latach na ok.300 miliardów złotych? – na to pytanie nie są, niestety, w stanie odpowiedzieć najtęższe „autorytety ekonomiczne”, bez względu na to, czy powycinane z „Gazety Wyborczej”, z „Polityki”, czy zeskanowane z TVN. Tedy tuż przed Bożym Narodzeniem, w wielkim pośpiechu, niemal w panice, większość parlamentarna uchwaliła ustawę, mocą której środki finansowe z otwartych funduszy emerytalnych przekazane zostaną do ZUS, a będące w ich gestii obligacje Skarbu Państwa – umorzone, przez co rząd „zaoszczędzi”  ciężkie pieniądze, które  to „oszczędności” jeszcze przed uchwaleniem wspomnianej ustawy (!) uwzględnił w budżecie na rok 2014... Nawet słynny, czy raczej osławiony Leszek Balcerowicz zgromił rząd za tę decyzję, ale złośliwi powiadają, że tylko dlatego, iż „środowisko Balcerowicza” ma wiele tłustych posad właśnie w otwartych funduszach emerytalnych, pobierających sobie niezłe prowizje od swej troski o przyszłe emerytury Polaków. Prezydent Komorowski natychmiast wszedł w rolę zatroskanego „ojca narodu”, ale ktoś napisał mu fałszywa rolę: bo zamiast skierować inkryminowaną ustawę do Trybunału Konstytucyjnego, by zbadał jej zgodność z Konstytucja i od stanowiska Trybunału uzależnić swój podpis – Komorowski błyskawicznie podpisał ustawę, kierując ja jednocześnie do Trybunału Konstytucyjnego celem ustalenia jej „konstytucyjności”. Różnica jest olbrzymia: podpisanie ustawy przez Komorowskiego powoduje, że wchodzi w życie i obowiązuje do czasu rozstrzygnięcia sprawy przez Trybunał... W Trybunale procedura taka trwa z reguły kilkanaście miesięcy, zatem Komorowski dał czas rządowi Tuska na przeprowadzenie grabieżczego wobec emerytów planu. Za kilkanaście miesięcy natomiast – jeśli Trybunał zakwestionuje ustawę – rządy PO ustąpią najprawdopodobniej miejsca rządom tej czy innej opozycji, i ta dopiero będzie miała problem z naprawieniem skutków niekonstytucyjnej ustawy! No a jeśli Trybunał uzna ustawą za konstytucyjną ( co bardzo prawdopodobne, znając dyspozycyjność polityczną tego Trybunału w rozmaitych wcześniejszych sprawach)  - skończy się „tylko” na ograbieniu emerytów...

 Skąd ten upór rządu Tuska i prezydenta Komorowskiego w szlamowaniu emeryckich kieszeni? Jedna z prawdopodobnych wersji odpowiedzi głosi, iż stąd, że właśnie tyle – ok.10 miliardów złotych – rząd Tuska i prezydent Komorowski przeznaczają w najbliższych latach na „dozbrojenie armii” (czytaj: na zamówienia dla zbrojeniówki, z której żyje niemal cala bezpieczniacka skamienielina z b. Wojskowych Służb Informacyjnych i b. Służby Bezpieczeństwa). Krótko mówiąc – pozakonstytucyjne ośrodki władzy III Rzeczpospolitej, komunistycznej proweniencji, postawiły taki warunek rządowi Tuska , który ten musi spełnić, bo jeśli nie - to „słupki sondażowe” obozu rządzącego mogłyby zacząć dołować jeszcze gwałtowniej, niż ostrzegawcze ich dołowanie przed uchwaleniem wspomnianej ustawy... Przecież  największe mainstreamowe media w Polsce też mocą „spodstolnych układów” dostały się w ręce b. bezpieczniakow PRL-u. Prezydent Komorowski zaś (który jeszcze jako zwykły poseł głosował przeciwko rozwiązaniu b. komunistycznych Wojskowych Służb Informacyjnych, co nastąpiło dopiero w 2006 roku!...) podpisał więc „w dyrdy” tę ustawę, nadając jej ważność prawną, i tylko dla zachowania pozorów skierował ja do trybunału Konstytucyjnego. Ta wersja wyjaśnienia sprawy „trzyma się kupy”, i to w dwojakim sensie tego dwuznacznego porzekadła...Obóz rządzący w Polsce, rzeczywiście, brzydko pachnie, i to nie tylko skandaliczną korupcją i prywatą.

 No a jak naprawdę wygląda sprawa „ubezpieczeń emerytalnych”?

 System oparty na przymusie ubezpieczeń emerytalnych zbankrutował, ZUS wypłaca emerytury nie z „przymusowych składek”, wpłacanych przez dzisiejszych emerytów, ale z bieżących podatków. Tzw. otwarte fundusze emerytalne też były formą przymusowego ubezpieczenia, gdyż pieniądze składkowe lokowane tam przez emerytów in spe nie były ich własnością, ale – uwaga! – były „pieniędzmi publicznymi”!... Prawdziwa naprawa systemu ubezpieczeń emerytalnych w Polsce musiałaby bazować na odejściu od przymusu tych ubezpieczeń. Co jednak zrobić z istniejącymi zobowiązaniami bankruta wobec obecnych emerytów?

 Najrozsądniejszą propozycją jest zastąpienie obecnej „przymusowej składki” – okresowym podatkiem celowym, który obowiązywałby – ulegając corocznemu zmniejszeniu wobec wygasania emeryckich wierzytelności wskutek naturalnej śmierci ubezpieczonych w starym systemie – mniej więcej przez 20 lat. Wraz z wprowadzeniem tego podatku uległby likwidacji dotychczasowy przymus ubezpieczeń emerytalnych, zastąpiony dobrowolnością w otwartych funduszach emerytalnych (gdzie pieniądze byłyby własnością ubezpieczonych, powierzoną do ich pomnażania drogą właściwych funduszom operacji finansowych, nie zaś „pieniędzmi publicznymi”). Po spłaceniu ostatniego zobowiązania starego ZUS wobec ostatniego emeryta ubezpieczonego przymusowo – ZUS uległaby likwidacji, a wraz z nim ów zmniejszający się z roku na rok podatek celowy.

 Takie rozwiązanie – postulowane od dość dawna przez konserwatywnych liberałów – wymaga jednak politycznej odwagi i innej niż partyjniacka optyki, co, niestety, jest szalenie rzadkie u polityków w warunkach demokracji, zwłaszcza demokracji z parlamentarno-gabinetowym systemem rządów.

 I tak, mimo „strumienia euro” płynącego z Brukseli, którym „spodstolne” media epatują „młodych wykształconych z dużych miast” – rząd premiera Tuska wespół z prezydentem Komorowskim sięgnął obcesowo do emeryckich kieszeni,  wskutek czego da zarobić „wojskówce” obsadzonej PRL-owskimi bezpieczniakami „obojga służb”, system ubezpieczeń emerytalnych pozostanie niezreformowanym bankrutem powiększającym z roku na rok rozmiary bankructwa, a Leszek Balcerowicz gromi rząd Tuska nie za to, za co powinien (zaniechanie prawdziwej reformy emerytalnych ubezpieczeń), ale raczej za to, że zasiedziałe w dotychczasowych oszukańczych OFE towarzystwo straci swe prowizje...

 Jak widać – nie tylko w PRL najłatwiej było skubać emerytów; w III Rzeczpospolitej, „demokratycznym państwie prawa, członku Unii Europejskiej” też nie jest to trudne.

                                                               Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »