Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

czwartek, 29 czerwca 2017 r.
Strona główna
Z pola walki PDF Drukuj Email
31.01.2014.
Z pola walki o postęp i demokrację *CIA walczy, CIA czuwa, CIA nową Polskę wykuwa! *Kto wziął 15 milionów? *Nad Millerem ciężkie chmury wiszą* Sienkiewicz zatroszczy się o Falangę? „CIA walczy, CIA czuwa, CIA nową Polskę wykuwa...” – nie mamy już Falangi i Obozu Narodowo-Radykalnego, więc do wykuwania nowej Polski zabrało się najwyraźniej CIA. Zdradzając swego wczorajszego sojusznika, CIA (piszemy CIA, czytamy Obama i jego polityczni mentorzy) puściło przeciek do „Washington Post” , który zaraz poinformował, iż Polska dostała 15 milionów dolarów na urządzenie tajnego wiezienia w Kiejkutach, gdzie amerykańscy torturanci przesłuchiwali podejrzanych o członkostwo w Al-Kaidzie. Pieniądze te miał rzekomo wziąć w gotówce pułkownik Derlatka, który za prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego i premierostwa Leszka Millera pełnił funkcje zastępcy szefa Agencji Wywiadu. Zacznijmy od tego, że za 15 milionów dolarów można by wybudować cały obóz koncentracyjny – cały nowy Auschwitz dla „terrorystów”, i to nie jeden. Przystosowanie pomieszczeń w Kiejkutach do roli niewielkiej, kameralnej katowni to kwestia co najwyżej kilkudziesięciu tysięcy złotych... Rodzą się więc od razu zasadnicze pytania: na co poszła ta amerykańska łapówka? Jak ją rozliczono w budżecie służb? Kto się nią podzielił i w jakich proporcjach?... Potrzebna jest niewątpliwie sejmowa komisja śledcza, by wyjaśniła, co stało się z tymi okrwawionymi pieniędzmi. Przeciek CIA puszczony do mediów (ładna wdzięczność sojusznika...) likwiduje chyba politycznie Leszka Millera, a i SLD w roli jednoczyciela całej lewicy. I taki był chyba cel tego przecieku – co świadczyłoby, że lobby żydowskie czynne przy Obamie na jednoczyciela lewicy w Polsce wyznaczyło biłgorajskiego trefnisia. No ale znów: mówimy błazen z Biłgoraja, ale myślimy: kto za nim stoi, kto go finansuje i popiera... Że popiera go żydowskie lobby polityczne w Polsce – to widać gołym okiem. Widać też przebierającą niecierpliwie nogami Partię Demokratów kryjącą się za plecami „Ruchu-ruchu” – wprawdzie to tylko polityczna kanapa, ale wystarczająca liczna (z kuzynami bliższymi i dalszymi), by obsadzić po „zjednoczeniu lewicy” najważniejsze partyjne funkcje. Przecież i „Puławy” – też w końcu nieliczne, mniejszościowe – rządziły kiedyś całą PZPR, no a całą Unią Wolności rządził kiedyś sam Geremek ze swymi „korzennymi”. „Resortowi” i „korzenni” mają, rzec można, wprawę w rządzeniu mniejszościowym. Ba! Przecież i „bolszewicy” – wbrew nazwie – też byli partyjną mniejszością, zanim wyrżnęli rywali, liderów partyjnej większości. Taka czy inna lewica – bez totalniactwa nie zajdzie daleko... Jeszcze do niedawna Leszek Miller mógł spodziewać się, że aż tak poważne „zastawki” nie będą używane, boć przecież co godzi w niego, jako w premiera, więc zwierzchnika ówczesnej agencji wywiadu, godzi tym bardziej w Kwaśniewskiego, jako w ówczesnego prezydenta. Ale ta „tarcza ochronna” odpadła, bo Kwaśniewski zrezygnował z polityki, zdystansował się od „Ruchu-ruchu”, kontentuje się dorabianiem u ukraińskiego Żyda Pińczuka lub u innych faktorów oraz konsumowaniem tego, co zakumulował pierwotnie podczas swej kariery politycznej. Innymi słowy mówiąc: tajne więzienie w Kiejkutach, delegowani torturanci z CIA i amerykańska łapówka Kwaśniewskiemu już nie zaszkodzą, ale Millerowi – oho! Być może ten przeciek to tylko kolejna dawka nacisku, by dał sobie spokój z jednoczeniem lewicy pod egidą SLD, ale jest to dawka tak silna, że może już skutkować niezależnie od intencji aplikujących ją Millerowi doradców Obamy: niby chcą go tylko zmiękczyć, ale go wykończą?... Warto przypomnieć, że pierwszym, który wypomniał publicznie Millerowi, iż „ma krew na rękach” w związku z tajnym wiezieniem w Kiejkutach był właśnie trefniś z Biłgoraja, służący żydowskiemu lobby za parawan w akcji budowania nowego „folksfrontu” zjednoczonej lewicy, którym zarządzałyby Nowe Puławy. Ot, taki demokratyczny Bierut (toutes proportions gardees), za którym kryją się demokratyczny Berman, Minc i inni demokratyczni tym razem „korzenni”. Właśnie za tę „krew na rekach” Miller nazwał formację biłgorajskiego błazna „naćpaną hołotą”. Przypomnijmy więc także, że w latach1953-56 i później podobnego „języka miłości” używały wobec siebie dwie PZPR-owskie frakcje: natolińczycy mówili o puławianach „Żydy”, puławianie o natolińczykach – „chamy”. Wszystko zatem na lewicy powtarza się, rzecz jasna nie dosłownie, ale jako farsa, a zarazem wystarczająco podobnie, by mówić o ciągłości PRL i III RP. Cóż – gdy tym razem CIA (zamiast NKWD i GRU) wykuwa nową demokratyczną Polskę pod czujnym okiem nadzorującego Obamę żydowskiego lobby politycznego – żaden PiS nie może rządzić Polską, Polską po wyborach w roku 2015 ma rządzić PO w koalicji ze „zjednoczoną lewicą”, a tę zjednoczyć ma błazen z Biłgoraja jako figurant żydowskiego lobby politycznego w Polsce. Medialny przeciek do „Washington Post” potwierdza tylko nasze wcześniejsze domysły: że do wykończenia Millera użyte zostaną mocniejsze „argumenty”... Z drugiej strony Miller ma jeszcze szansę dać się poznać „nie po tym, jak zaczyna, ale po tym, jak kończy”. Bo wprawdzie amerykańskie tajne więzienia w Kiejkutach mogą go wykończyć politycznie, ale przecież o człowieku – o mężczyźnie! - nie świadczy sama tylko polityczna strona jego działalności. Gdyby tak zebrał w sobie odwagę i już jako politicus-emeritus opowiedział, co wie o swych przeciwnikach!... To byłby dopiero piękny koniec, który „coronat opus”, jak wspaniały patriotyczny akord, jak początek nowego życia. Leszek Miller – redivivus! Witany na koniec jak syn marnotrawny w obozie patriotyczno-narodowym! Nigdy nie jest za późno na nowe życie po politycznej śmierci... Ba! Ba!... Obawiam się wszakże, że nie poznamy go po tym, jak tak pięknie kończy... Raczej wymięknie i wda się w kapitulacyjne negocjacje z lobby żydowskim, by przedłużyć swą wegetację w polityce: coś za coś, itd., itp., - ale jego pozycja jako negocjatora będzie słaba, słabiutka... No i to jeszcze, że gdy Lepper próbował negocjować zbyt ostro swój powrót do polityki, odwiedził go seryjny samobójca, w piątek, przed dłuuugim weekendem, kiedy to niezawiśli prokuratorzy przystępują do grillowania i nie mają głowy do szczegółowych oględzin miejsca desperackiego aktu ani zwłok denata. Toteż można już w zasadzie zacząć nucić z cicha tę piękną piosenkę Jima Reevsa: Valla con dios”, co w wolnym tłumaczeniu znaczy „Zostańcie z Bogiem” , a którą studenci w PRL przerobili na słynną „Nad kołchozem ciężkie chmury wiszą”... („wraca Wania do kołchozu z pijaniutkim Griszą, Wania – kandydat do Partii, Grisza jest członkiem KC”). My, w III RP wykuwanej przez CIA, Mosad czy BDN, nucąc sobie pod nosem, ten „kołchoz” zastępujemy „Millerem”. No a czy ktoś zatroszczy się o Falangę w Polsce? O, tak: chyba minister Sienkiewicz, po swojemu. Marian Miszalski
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »