Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

niedziela, 17 grudnia 2017 r.
Strona główna
Ukraina: gniewny pomruk armii PDF Drukuj Email
01.02.2014.

                       Ukraina: gniewny pomruk armii

 

 Armia ukraińska groźnie mruknęła: wezwała rząd do „zapewnienia porządku”.

 W Polsce w 1981 roku armia milczała, ale to ona wespół z bezpieką cywilną wprowadziła „stan wojenny”. Wkrótce zmarginalizowała i partię, i tęże bezpiekę, stając się – po prowokacji WSI wobec SB, jaką było morderstwo ks. Jerzego Popiełuszki – jedyną siłą polityczną rządzącą Polską.

 Stąd aktualne dzisiaj pytanie: kto rządzi ukraińską armią, kto kieruje ukraińskimi wojskowymi służbami informacji?... Czy to jakaś stara, z sowieckiego jeszcze nadania agentura? Czy chociaż w części przewerbowana już do CIA, BND albo Mosadu? W jakiej proporcji?  Czy już przynajmniej na tyle „wyemancypowana” od rosyjskich wpływów, że może „kręcić własne lody”?... Czy, owszem, nieco wyemancypowana, ale jeszcze ciągle w rosyjskiej służbie? Czy może tą armią kręcą rozmaite kliki i bezpieczniackie koterie, w najdziwniejszych konfiguracjach, i sam czort nie wie, w która stronę pójdzie armia?...

 Na dzisiaj, po groźnym pomruku ze strony wojskowych, nie da się wykluczyć scenariusza, w którym wprowadzony zostanie na ograniczonym terytorium (Kijów? Okręg kijowski?) stan wyjątkowy lub wojenny, celem spacyfikowania „centrali buntu”. To formuła strawna dla Brukseli: zapewnienie ładu i spokojnej pracy urzędów państwowych, tu i ówdzie okupowanych przez demonstrantów. W zamian władze ukraińskie „zeuropeizują” nieco przepisy prawa w wybranych dziedzinach, ot, akurat na tyle, żeby przedterminowe wybory parlamentarne wygrała obecna władza do spółki z koncesjonowaną opozycją, jakąś ukraińska „lewicą laicką”. W Polsce przecież, w 1989 roku, przećwiczono z powodzeniem ten wariant: „koncesjonowanych wyborów”...Kto wie, może nawet wypuszczą z więzienia Julię Tymoszenko, dla większego propagandowego zadęcia?

 Ukraińskiemu „okrągłemu stołowi” towarzyszyć będzie mecenat Brukseli, i – kto wie – może nawet jakaś forsa z MFW? Dał Putin, da i Bruksela.

 „Twardogłowi” po stronie Janukowycza będą robili za kozłów ofiarnych – ale  razem z „nacjonalistami” ze „Swobody”. O żadnej prawdziwej  niepodległości Ukrainy mowy więc być nie może, mowa będzie o tym, jak zachować Ukrainę  w rosyjskiej strefie wpływów przy pozorach „otwarcia się” na Zachód. Takie pozory są zwykle bardzo, ale to baaaardzo kosztowne i międzynarodowa krzątanina wokół Ukrainy sprowadza się dzisiaj w zasadzie do jednego problemu: jak kosztowny będzie scenariusz tych zmian pozornych i kto zapłaci za jego realizację?

 Putinowskie 15 miliardów nie wystarczy, to jasne. Drugi problem: kogo spośród „konstruktywnej opozycji” władze dopuszczą do grona „oligarchów” – rozstrzygnięty zostanie , jak się wydaje,  w gremiach kierowniczych tajnych służb, zaangażowanych w ukraińskim kotle: rosyjskich, amerykańskich, niemieckich i żydowskich.

 „Pażiwiom - uwidim” tych nowych bojarów. A co do kijowskiego Majdanu – „towarzystwo prosiło”, niestety, samo „nie wzięło”. Było zbyt słabe. A kto sam nie bierze, musi zadawalać się tym, co łaskawie dadzą mu inni, ci, co wzięli...

 Dotychczasowa niechęć Berlina do sypnięcia pieniędzmi na „demokratyczna Ukrainę”  wynika, jak się wydaje, z dwóch powodów.

 Pierwszy i zasadniczy – istnieje przecież już „strategiczne partnerstwo” miedzy Berlinem a Moskwa, zawarte za czasów kanclerza Schroedera, i dla Ukraińców Niemcy nie zerwą tego partnerstwa, kreślącego wyraźny nowy podział stref wpływów w Europie: według dawnej linii, wykreślonej paktem Ribbentrop-Mołotow. Powód drugi ma charakter pretekstu: kryzys! Unia Europejska nie ma pieniędzy...

 Niektóre kraje UE naciskają jednak na Berlin, by zaangażował się bardziej po stronie Kijowa. Berlin przypomniał więc sobie o Amerykanach, których dotąd usiłował raczej – wespół z Rosjanami – wypychać z Europy. Jeden z poprzedników szefa obecnej Komisji Europejskiej nawet zapowiadał, że najważniejszym celem Unii Europejskiej jest pokonanie gospodarcze Ameryki... Ale odkąd Barak Obama naprawdę zminimalizował amerykańskie zaangażowanie polityczne w Europie, idąc na rękę Putinowi – amerykańska interwencja w sprawie Ukrainy nie zapowiada się na silną interwencję. Jeśli więc amerykański sekretarz obrony, Chuck Helger, przybył nagle do Brukseli, to raczej nie z obietnicą kredytów na rzecz Ukrainy, ale celem poinformowania unijnych polityków, kto rządzi ukraińską armią, czego można się po niej spodziewać i jak wielką polityczna łapówka można by ją przekupić. Wydaje się, że musiałaby to być astronomiczna suma, wobec czego nasuwa się smutny wniosek, że Ukraina pozostanie rosyjska.

                                             Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »