Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

poniedziałek, 26 czerwca 2017 r.
Strona główna
Mój głos w dyskusji PDF Drukuj Email
16.02.2014.

                              Mój głos w dyskusji

   *Gdy kończy się unijny szmal... *Soros jako wzór do naśladowania?

   * Niech służby typują filantropów! * Komu wolno zbierać pieniądze?                   

                             

 Dostałem zaproszenie przez z Instytutu Spraw Publicznych  i niemieckiej Fundacji Hertie do udziału w debacie „W poszukiwaniu polskiego Sorosa”, która ma się odbyć 27 lutego w „bar Studio”, w foyer Teatru Studio w Warszawie. Debata ma m.in. odpowiedzieć na pytania: „Czy polski biznes gotów jest przyjąć odpowiedzialność za rozwój społeczeństwa obywatelskiego? Czy znajdą się filantropi? Czy ratunkiem dla organizacji pozarządowych jest nadanie im prawa do prowadzenia działalności gospodarczej? Czy w polskim systemie mają szanse rozwinąć się zbiórki publiczne”?

 Powodem  debaty smutny fakt, iż z tzw. funduszu spójności UE  nie popłynie już wkrótce żaden poważny szmal dla organizacji pozarządowych, nadciąga okres wielkiej posuchy, który może już być trwały.

 Przykra sprawa... Zwłaszcza, że wiele organizacji pozarządowych wypasa się na środkach właśnie rządowych: skąd w końcu UE czerpie środki na ów fundusz spójności?... Czy nie z podatków, ściąganych z obywateli pod państwowym przymusem do budżetów poszczególnych państw, skąd wpłacane są do budżetu unijnego w postaci tzw. składki, a z powstałej w ten sposób puli unijnego budżetu żałosne jego ochłapy przyznawane są organizacjom pozarządowym, bynajmniej nie według obiektywnych kryteriów (przydatności), a według kryteriów ideologiczno-propagandowych?

 Niższe podatki i mniej biurokracji (unijnej, państwowej, samorządowej) to zatem pierwszy warunek, by sami obywatele wspierali organizacje pozarządowe, wedle  tego, jak oceniają ich działalność.

 Po wtóre: Jerzy Soros (Georgy Schwartz), węgierski Żyd z amerykańskim obywatelstwem, nie wydajemy się dobrym przykładem filantropii...Jak wiadomo, zarobił pierwsze większe pieniądze (ok.1 miliarda dolarów) gdy w 1992 roku „zaatakował funta szterlinga”. Rzecz w tym, że w 1992 roku sam Soros nie śmierdział groszem, pracując w dość skromnej instytucji finansowej, zaś dla skutecznego zaatakowania na rynku walutowym angielskiego funta trzeba było wyłożyć – wedle różnych szacunków – od 8 do 20 miliardów dolarów! Nie jest to suma, która wyłoży potężny nawet bank czy grupa banków bez politycznego ubezpieczenia przedsięwzięcia. Kto więc stał za tym atakiem na funta? Czyje pieniądze stały za tym pomysłem?  Niewykluczone przecież, że i pomysł nie był jego, wziął tylko na siebie (za stosowną prowizją, z którą się podzielił...) rolę pomysłodawcy i wykonawcy. Soros jako „słup”, wielki bo wielki – ale jednak?...

 Największe banki zarabiają krocie dzięki pożyczaniu forsy rządom, które w ten sposób zadłużają bezczelnie własnych obywateli, kolejne pokolenia, nie ponosząc żadnej odpowiedzialności. Jest to prawdziwy powód obecnego kryzysu, który właściwie nie jest żadnym „kryzysem”, ale stanem gospodarki opartym na takiej polityce demokratycznych rządów; polityka ta nakręca nieustannie spiralę inflacyjną i podatkową...

 Nasuwałby się zatem drugi wniosek: jeśli organizacje pozarządowe traktują poważnie siebie i obywateli – powinny domagać się konstytucyjnego zakazu uchwalania budżetu z deficytem, od UE poczynając, poprzez budżety państw-członków, na budżetach samorządowych skończywszy...

 Organizacje pozarządowe nie powinny także korzystać z żadnej pomocy finansowej ze strony władz, gdyż korzystając – stają się wspólnikami podatkowego łupiestwa bankowo-państwowej spółki, więc uczestnikami establishmentu „państwa socjalnego”, opartego na interwencjonizmie ekonomicznym, pazernej biurokracji unijnej i państwowo-samorządowej, coraz to wyższych podatkach i narastającym zadłużaniu obywateli, tych żyjących i tych, którzy jeszcze się nie narodzili.

 W świetle powyższego nie wydaje się, by polski uczciwy biznesman – obarczony wszystkimi konsekwencjami unijnego socjalizmu – był w stanie wspierać znacząco organizacje pozarządowe, zwłaszcza te, które przywykły do „pomocy unijnej” czy państwowej. Co innego, gdyby odwołać się do biznesmanów nieuczciwych. Ciekaw tedy jestem, czy organizatorzy debaty zaprosili na to spotkanie ludzi z: Centralnego Biura Śledczego, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego czy Centralnego Biura Antykorupcyjnego? Nie wątpię, że mogliby wskazać organizatorom debaty stosownych biznesmanów! Czyż założyciel Amber Gold nie łożył obficie na cele charytatywne? A inni „wielcy przedsiębiorcy”, co to „wyjrzeli z rozporka”, a tak naprawdę – z dawnych PRL-owskich służb? Któremu to filantropowi pan Kaczmarek raportował posłusznie w luksusach hotelu  „Mariott”?... W obecnych realiach polityczno-gospodarczych to oni mogą najobficiej wspierać organizacje pozarządowe, zwłaszcza takie, które pracują nad utrwalaniem „mentalności unijnej”. Nazwiska zatem, podać nazwiska!.. Byłoby najlepiej, gdyby każdej organizacji pozarządowej służby przyporządkowały operacyjnie jednego filantropa!... Bo przecież nie zanosi się na to, żeby nasz system gospodarczo-finansowy miał ulec w dającej się przewidzieć przyszłości korzystnej zmianie (po Lizbonie?)... Nie ma wyjścia – lasciate omnia speranza! - cała nadzieja organizacji pozarządowych musi się skupić na „biznesmenach resortowych”. Są bowiem nie tylko resortowe dzieci i wnuki, są także resortowi biznesmeni i ich świeże dynastie.

 Co do zbiorek publicznych – przykład Owsiaka pokazuje, że owszem, jak najbardziej... Trzeba tylko być resortowym dzieckiem i mieć do dyspozycji reklamę resortowych mediów, obsadzonych przez inne resortowe dzieci, no i, oczywiście, przez resortowych oficerów prowadzących. Wtedy na działalności pozarządowej i charytatywnej można w ciągu kilku lat zostać nawet jednym z najbogatszych celebrytów, dysponować nie tylko Złotym Melonem, ale i wielką, Złotą Dnią! Ba! Wielką Żyłą Złota!

 Niech no kto by się zgłosił do tej czy innej resortowej telewizji z propozycją nagłośnienia Wielkiej Świątecznej Orkiestry Pomocy Unijnemu Podatnikowi (któremu rozmaitymi podatkami konfiskuje się te 70-80 procent dochodu łącznie)... Niechby kto zaproponował publiczną zbiórkę pieniędzy (w świetle kamer!) na walkę z żądaniami finansowymi firm z przedsiębiorstwa „holocaust” czy z agencją Heart ( co to winszują sobie majątku rzędu 60 ,miliardów dolarów)... Minister Sienkiewicz, sadzę, prędzej zrobiłby w portki ze strachu, niż wydał pozwolenie na taka zbiórkę, no a Soros... Jak każdy „wielki filantrop” ma swoje polityczne „wielkie priorytety”:  jest więc filantropem „wybiórczym” (a nawet, sądząc po jego zaangażowaniu się na Ukrainie) – „wyborczym”. Na Fundację Batorego daje obficie, ale na Fundacje Dmowskiego? Figa z makiem, a nawet i bez maku. A może nawet nie figa, tylko donos do grupy Bilderberg?

                                                                                               Marian Miszalski

 

 

  

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »