Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
piątek, 20 października 2017 r.
Strona główna
Pouczająca pyskówka PDF Drukuj Email
08.03.2014.

                                   Pouczająca pyskówka

*Protasiewicz cywilizuje Teutonów! * Co komu wolno?...*Przybywa niewinnych

                                   

 Jacek Protasiewicz z PO to wybitny polityk europejski, sam aż zastępca przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, więc trochę mniej tylko wybitny od jeszcze wybitniejszego polityka europejskiego, jakim jest bez wątpienia sam przewodniczący Parlamentu Europejskiego, Martin Schulz („a w głębi, wielki jak jaki król, duma sam główny Srul” – Julian Tuwim), ale z pewnością wybitniejszy od ponad siedmiuset innych europosłów, którzy są tylko zwykłymi europosłami i mają na swe publiczne wystąpienia raptem jedną minutkę w tym operetkowym parlamencie. Jak tu w ciągu jednej minuty cywilizować ex cathedra teutońską butę faszystów, ksenofobów i antysemitów? Wygląda na to, że eurodeputowany Protasiewicz przyjął metodę „pracy organicznej” w walce z odradzającym się na lotniskach i przejściach granicznych niemieckim Drang nach Osten. Potraktowany więc słówkiem „Raus!” przez funkcjonariusza niemieckich służb celnych (czy aby nie członka  odradzającej się partii neo-faszystowskiej, lub przynajmniej ulokowanego w jej szeregach agenta-prowokatora BND?...) zrobił blond-osiłkowi na miejscu wykład socjologiczno-historyczny uświadamiając go, że używając słowa „Raus” wobec Polaka wpisuje się w niechlubną tradycję „Heil Hitler”, „Schnell!” i „Auschwitz”. Trudno powiedzieć, czy ta perswazyjna forma, obrana przez eurodeputowanego Protasiewicza, wynikała z jego dyplomatycznego kunsztu, czy z dwóch buteleczek wina wypitych do obiadu w samolocie (chyba, że wcześniej pił więcej a buteleczki walnął na kaca?), dość, że do tej pory postawa eurodeputowanego Protasewicza zasługuje na cokolwiek zdewaluowany nadużywaniem order Orla Białego z rąk prezydenta Komorowskiego, którego nazwisko złośliwcy przekręcają czasem na Kumoruski, ale są to zapewne antysemici lub rusofobi.

 Gdyby w tym momencie blond-osiłek niemiecki strzelił kopytami, powiedział „Jawohl, herr Oberpresident!”, odwrócił się przepisowo i odmaszerował – eurodeputowany i wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego Protasiewicz chodziłby do końca życia w glorii wielkiego, odważnego wychowawcy odradzającego się faszyzmu, zwłaszcza gdyby, dajmy na to, ktoś z „Gazety Wyborczej” opisał jego jakże treściwy, improwizowany, publiczny i bezpłatny kurs tolerancji dla teutońskiego szowinisty na lotnisku we Frankfurcie. Niestety, nie wiadomo z jakich powodów paszport „unijnego dyplomaty” nie zrobił na niemieckim blond-osiłku najmniejszego nawet wrażenia: zawołał policję, która też nie przejęła się brukselską rangą zatrzymanego osobnika, skuła eurodeputowanego w kajdanki i zawiozła ciupasem na posterunek... Masz babo placek! Niewykluczone, że na niemieckich funkcjonariuszach nawet najniższej rangi (zwłaszcza gdy mają drugi etat w BND) – nawet najwyższej rangi „eurodyplomaci”  ze Wschodu nie robią takiego wrażenia, jak na  polskich policjantach, że patrzą na nich jak na bandę darmozjadów, przejadających ich podatki bez większego pożytku politycznego i słówko „raus” jest właściwym językiem, jakim z tą bandą rozwydrzonych cywilów trzeba rozmawiać. Tak czy owak, po zwięzłym i treściwym wykładzie eurodeputowanego Ptotasiewicza dla teutońskiego pachołka – sam eurodeputowany pouczony został błyskawicznie szybką lekcją niemieckiego „ordung muss sein”.

 Wydaje się, że Protasiewicz popełnił istotny błąd dyplomatyczny. Otóż powinien głośno krzyknąć na całe lotnisko, że jest Żydem! Inaczej by się wszystko skończyło...

 Czy eurodeputowany Protasiewicz, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego wyciągnie z kolei jakieś wnioski z tej skróconej wersji „równości brukselskiej”, zaaplikowanej mu przez mundurowych z Frankfurtu – czy z miedzianym czołem przełknie tę lekcję dla bądź co bądź tłustej diety europarlamentarzysty, pozwalającej zostać milionerem w ciągu jednej, ba! – w ciągu nawet niepełnej kadencji?

 Przyjąłem tu wersję zdarzeń opowiedzianą przez posła Protasiewicza, bo chociaż znalazł się jeden świadek, znaleziony niebywale szybko przez wprawnych najwidoczniej w takich poszukiwaniach śledczych z „Gazety Wyborczej”... -  to przecież  testis unus testis nullus, jeden  świadek żaden świadek. Przyjąwszy jednak jego wersję wychodziłoby na to, że eurodeputowany Protasiewicz, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, narąbał się tak, że zataczał się i zwracał na siebie powszechną uwagę, a gdy wydarł wózek bagażowy innemu pasażerowi  zainteresował się nim ów celnik, kierując go do szczegółowszej kontroli bagażu, co musiało bardzo zirytować tego wybitnego polityka europejskiego.

 „Jak tam było, tak tam było, zawsze jakoś było – nigdy tak jeszcze nie było, żeby jakoś nie było” – kwitował podobne sytuacje dobry wojak Szwejk. W Platformie Obywatelskiej „podobne sytuacje” zdarzają się jakby częściej, niż w innych partiach, przynajmniej odkąd nie rządzi SLD. „Jak Sawicka w miejscu cichem, jak Chlebowski z Mirem, Rychem”, a i sam Kwaśniewski potaczał się podczas oficjalnych wizyt fest narąbany. Ale w końcu i tak wszystko kończy się  szczęśliwie. W obronę wziął już Protasiewicza poseł Niesiołowski, co dziwi, bo sam przecież użył, jak pamiętamy, słówka „Won!” wobec red. Ewy Stankiewicz, gdy go prosiła pod blokowanym przez manifestantów Sejmem o komentarz. Nie powinien zatem usprawiedliwiać gwałtownej reakcji Protasiewicza na to samo słówko, tyle że po niemiecku... Gdy niemiecki celnik mówi „Raus!” – Protasiewicz mógł się oburzyć, gdy Niesiołowski mówi „Won!” do dziennikarki – nikt oburzać się nie powinien?...  Ale jeszcze bardziej dziwi, że usprawiedliwiając swego kolegę Protasiewicza - Niesiołowski nie wspomniał o „szkodliwym działaniu PIS dla Polski”: jakaż okazja przepadła! Przecież to jasne jak słońce: gdyby nie PiS-owska antyniemiecka polityka, ten celnik we Frankfurcie zamiast „Raus!” poniósłby osobiście bagaż Protasiewcza do wyjścia i jeszcze podziękował za zaszczyt!

 Tymczasem kolejny „niezawisły sąd” uniewinnił kolejną „ofiarę IPN-owskkich pomówień”, Irenę Dziedzic, wedettę PRL-owskiej propagandy. Pokwitowania pobierania forsy od służb sąd nie uznał za  wystarczający dowód, którym – wedle „niezawisłego sądu” – byłoby dopiero pisemne i imienne zobowiązanie się do współpracy. Praktyka „niezawisłego orzecznictwa” kształtuje, jak widać, nową  kategorie „niewinnych”: obok tych, co to „bez swej wiedzy i zgody” pojawiają się i „niewinni”, co to „bez zobowiązań”...

                                                               Marian Miszalski  

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »