Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
piątek, 20 października 2017 r.
Strona główna
Lud musi być zdradzany PDF Drukuj Email
17.03.2014.

                            Lud musi być zdradzany

*Wolelibyśmy Petlurę... * Warianty sąsiedztwa i co z nich wynika

     *Obrona przez kapitulację? * Kompromis, czyli więcej oligarchów!

                                

 Sytuacja na Ukrainie jest, językiem meteorologów mówiąc, dynamiczna: dzisiaj względny spokój, ale co jutro? Mimo to coś już się wyjaśniło, nie licząc tego, co było jasne od dość dawna. Od tego zacznijmy.

 Najlepsze stosunki z Ukrainą w czasach nowożytnych mieliśmy w latach 1919-20, za Piłsudskiego w Polsce i za atamana Semena Petlury w Ukrainie, szefa Dyrektoriatu Ukraińskiej Republiki Ludowej, przeciwstawiającej się bolszewizacji Ukrainy pod postacią tworzenia przez komunistów Ukraińskiej Republiki Radzieckiej, a potem i Zachodnioeuropejskiej Republiki Ludowej. Rząd Semena Petlury uczciwie zgadzał się na przynależność do Polski Lwowa i części ziem przedrozbiorowych. Potem już nie mieliśmy już „stosunków z Ukrainą”, bo i nie było suwerennej Ukrainy, wchłoniętej przez bolszewię, a niezadługo i suwerennej Polski. Gwoli ścisłości dodajmy, że wybitnego polityka ukraińskiego Semena Petlurę zabił w Paryżu, na emigracji, Żyd Szolem Schwarzbard, pod pretekstem „zemsty za pogromy Żydów na Ukrainie” (tak się bronił przed francuskim sądem) – ale akurat Petlura nie był im absolutnie winien i wiarygodniejsza jest wersja, że mordercę nasłał sowiecki GPU. Sąd francuski uniewinnił mordercę...

 Nie dziwi zatem, że gdy pójść do magla – dla odpoczynku od propagandy rządowej – słychać tam zupełnie „inne treści”, niż w mediach „resortowych dzieci”. Słychać na przykład, że podział Ukrainy na dwie części leżałby w interesie Polski, bo przecież lepiej mieć słabszych sąsiadów, niż silniejszych.

Na uzasadnienie tego reakcyjnego obrazoburstwa przytaczane są nawet dość sensowne argumenty. Ukraina jedna, niepodzielona, będzie albo Ukrainą rosyjską, albo brukselską (więc niemiecką). Jeśli rosyjską – to niedobrze, jeśli niemiecką – też niedobrze: wszak między Niemcami a Rosją istnieje już „strategiczne partnerstwo” wedle którego podzielono strefy wpływów w Europie, tworząc pomiędzy coś na kształt „strefy buforowej”. Jeśli na dodatek Ameryka wycofała się kilka lat temu z aktywnej polityki w Europie, wyraźnie sugerując Berlinowi, by wziął tu na siebie „większą odpowiedzialność” (pozostawiając na lodzie ś.p. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który zapłacił życiem za swe ufne zaangażowanie i wiarę w stałość  polityki amerykańskiej) – to wybór jest taki: albo nie suwerenna już dzisiaj Polska (bo pod Traktatem Lizbońskim) będzie miała za sąsiada też nie suwerenną niezadługo Ukrainę (bo też włączoną do UE)  - albo nie suwerenna Polska będzie miała za sąsiada nie suwerenną Ukrainę, ale pod rosyjską kontrolą.

 Pierwsza możliwość (Polska i cała Ukraina w UE) w niczym nie poprawia sytuacji Polski: strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie, więc Moskwa i Berlin, decydować będą o najważniejszych sprawach i Polski, i Ukrainy; w przypadku konfliktu interesów polsko-ukraińskich Berlin poprze zapewne Ukrainę (raz, że większy kraj i znacznie bogatszy surowcowo!), dwa – że już raz Niemcy popierali banderowców przeciw Polakom (a Ukraińcy – Niemców: ukraińska Dywizja SS Galizien „Hałyczyna”!)...), więc mają za sobą tę skromną bo skromną, ale antypolską tradycję. Pierwsza możliwość tedy – Polska i Ukraina razem w UE -  nie polepsza, ale pogarsza naszą pozycję w Europie.

 Możliwość druga – to sąsiedztwo nie suwerennej, dzisiejszej Polski z też nie suwerenną, ale zhołdowaną Rosji Ukrainą.

 I znów: wobec partnerstwa Berlina z Moskwą i dystansu Ameryki wobec spraw w Europie Środkowo-Wschodniej stosunki polsko-ukraińskie zależeć będą od osi Berlin-Moskwa, z ta różnicą jednak, że oś ta narażona będzie na liczne zatarcia i zaiskrzenia, wynikające z kuszących mimo wszystko kapitał zachodni bogactw naturalnych Ukrainy i jej 40-milionowego rynku zbytu. A wiadomo: im gorsze stosunki między Moskwą a Berlinem, tym silniejsza pozycja Warszawy. Geo-polityka ma zawsze swój udział w polityce en bloc, co właśnie pokazują wydarzenia na Ukrainie...

 Dlatego w maglu trudno zrozumieć, dlaczego podział Ukrainy byłby dla Polski niekorzystny.

 A już całkiem niepojęte jest dla maglujących, dlaczego dążąc do niepodległości – ukraińska armia dostała rozkaz od majdanowego rządu Arsena Jacyniuka, by nie bronić ojczyzny przed rosyjskim agresorem! Dlaczego kilkuosobowe grupki  rosyjskich żołnierzy skutecznie zablokowały nie tylko wszystkie lotniska Krymu, ale i kilka baz  ukraińskich „dywizjonów rakietowo-artyleryjskich”! Pytany o to dwukrotnie przez angielskich dziennikarzy na konferencji prasowej - ów Jacyniuk nie odpowiedział, ale wcześniej powtarzał jak jaką wyuczoną mantrę, że jego rząd nakazał „armii ukraińskiej nie prowokować agresora”. I to właśnie wskazywałoby albo na operetkowy charakter tego rządu – albo na jakieś mroczne, drugie dno ukraińskich wydarzeń. Uzbrojona armia, która nie podejmuje walki z najeźdźcą aby go...nie prowokować? Czy my dobrze słyszeliśmy?... To by się nadawało na dobry, żydowski dowcip; na przykład:

- Panie Goldman, za co pan się nie bronisz, jak ja pana duszę?

- Żeby pana nie prowokować, panie Puterman...

 Jeśli to nie operetka – to co może być tym „drugim dnem”?

 Tym „drugim dnem” jest, jak sądzę,  dopuszczenie do intrat płynących ze statusu ukraińskich „oligarchów” świeżej krwi. No, może niezupełnie świeżej, ale niekoniecznie wysysanej z mlekiem ukraińskiej „mat’y” („Rydna maty moja, ty noczej ne prespała”... Ach, Jewgienjo Iwanowna!...). Więcej Pińczuków i Kołomojskich, oligarchów, powiedzmy „ ukorzenionych internacjonałów”, mniej zaś tych domowego chowu,  „nacjonalistów”?...

 Toteż na liście obłożonych „zamrożeniem kont w Szwajcarii” – sami ministrowie Janukowycza i on sam, ani jednego „oligarchy”: jakby to ci ministrowie trzęśli Ukrainą. W dodatku nie podano nawet wielkości tych kont...Nie wygląda to na próbę wiarygodnej politycznej sanacji.

 Rzecz cała zmierza, jak się wydaje, do długich negocjacji „Rosja kontra reszta świata”, w wyniku których poszerzy się tylko „ławka oligarchów”, dziobiących te bogactwa naturalne Ukrainy i jej przemysł w ustalonej już i uregulowanej „kompromisem” kolejności i randze (odpowiadającej zapewne  randze w służbach tego czy innego „gwaranta” kompromisu). Kto wie, może to i dobrze: większa konkurencja miedzy oligarchami to więcej możliwości dla obywateli; ale z drugiej strony: więcej pasożytów to bliższa śmierć organizmu, który toczą...

 Niewykluczone, że premierem takiego historycznego, nowego, nierosyjskiego, demokratycznego rządu odnowy i jedności narodowej Ukrainy, takim ukraińskim „Mazowieckim”, pozostanie ów Jaceniuk. Przemawia za nim i to, że już dwa lata po studiach został prezesem banku, a w wieku 27 lat –...ministrem gospodarki! Ma z pewnością „gdzie trzeba” dobre „zaplecze”, nie gorsze od Mazowieckiego...Czyje to popychadło?

 Powiedział ktoś: „Lud musi być zdradzany”. Może i nie musi, ale często bywa.

 ...W maglu poza tym pytają o Wajdę , Olbrychskiego i innych filutów, co to nie  dawno to u Lisa, to u „Stokrotki” nawoływali do pojednania z Rosją Putina: gdie wy tiepier?...Kiem wy byli wcziera?...Kiem wy siewodnia?  I tak dalej.

                                                                  Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »