Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
piątek, 20 października 2017 r.
Strona główna
Morale spec-służb PDF Drukuj Email
11.04.2014.

                               Morale spec-służb

 *Nareszcie przodujemy w UE! * Kto jest skąd?...* Spór trybunału z sądem

                                             

 Podobno nasza młoda demokracja wreszcie przoduje czymś w Unii Europejskiej! Nie jest to produkcja surówki stali, ani wydajność z hektara, ani już nawet, last but not least, spożycie alkoholu na głowę, w czym byliśmy dobrzy jako „demokracja ludowa”. Przodujemy mianowicie pod względem podsłuchów telefonicznych, zakładanych nam przez „odpowiednie służby”. Tych tajnych służb jest już coś koło dziesięciu, o ile między napisaniem tego tekstu a jego publikacją nie powstanie jakaś nowa spec-służba, aby praworządność i prawo rządziły naszą młodą, nie ludową już demokracją, ale demokracją ogólnospołeczną, obywatelską, w której obok „ludu pracującego miast, wsi, miasteczek i osad” żyją teraz także niepracujące elity, kilku oligarchów finansowych z najwyższej, miliardowej półki, skąpa warstwa średnia no i, oczywiście, szerokie i głębokie doły społeczne plus wszędobylska „szlachta jerozolimska”. Wygląda na to, że im mniej jednorodnej demokracji czysto ludowej a więcej bardziej skomplikowanej socjalnie – potrzeba więcej tajnych służb, aby mechanizm państwowy nie zacinał się, nie zgrzytał, ba, aby w ogóle działał. Już jednak (przynajmniej!) zabójstwo głównego komendanta policji a potem katastrofa smoleńska powinny stanowić ostrzeżenie, że mnożenie służb tajnych wcale nie upraworządnia państwa, że służby mogą sobie podsłuchiwać ile dusza zapragnie i kontrolować coraz to nowe miliony bilingów, a państwo staczać się będzie w grząskie bagno korupcji, ustawianych przetargów, zbędnych zamówień publicznych i coraz bardziej wyrafinowanych form oszustw bankowo-fiskalnych, przestępczości zorganizowanej, nie wspominając już o przestępczości pospolitej. Kusi nawet postawienie tezy odwrotnej, owszem, kontrowersyjnej, ale nie zanadto: że im więcej tajnych służb – tym większe prawdopodobieństwo, że państwo stoczy się  do poziomu kliki gangów, w której odróżnienie kto jest ze służby, a kto z gangu nie będzie łatwe, ani tym bardziej – przyjemne.

 Poważną zapowiedzią takich ci skomplikowanych i „smutnych” okoliczności przyrody” jest właśnie spór między Trybunałem Konstytucyjnym a Sądem Okręgowym w Warszawie, który odmówił samemu Trybunałowi Konstytucyjnemu informacji dotyczących tego, jak sąd ów interpretuje i stosuje przepisy o nadzorze nad tajnymi służbami gdy te chcą podsłuchiwać obywateli lub kontrolować ich bilingi. Okazuje się przy okazji,  że to warszawski sad „rozpatruje niemal wszystkie wnioski o kontrolę operacyjną”.

 I oto wychodzi na to, że pośród gąszczu przepisów i procedur o ochronie informacji niejawnych, służbach tajnych, tajemnicy państwowej i niezawisłości sędziów – Trybunał Konstytucyjny może nie uzyskać żądanych informacji i nie dowiedzieć się wcale, które to służby, dlaczego i w jakim wymiarze partycypują  w budowaniu naszej przodującej w UE demokracji policyjnej! Jakiej trzeba było skomplikowanej obudowy prawnej, jakiej sofistycznej myśli jurysprudenckiej, żeby takie rzeczy pozostały poza kontrolą publiczną, żeby nie mogły dotrzeć do opinii publicznej... Nic też dziwnego, że wobec wspomnianego sporu Trybunału Konstytucyjnego z Sądem Okręgowym w Warszawie  pierwszym i podstawowym narzucającym się pytaniem jest: które służby mają największą, najbardziej rozbudowaną i najgłębiej osadzoną agenturę w warszawskim Sądzie Okręgowym?...Najbardziej wpływową?...

 Nie wydaje się, by Trybunał Konstytucyjny odniósł sukces w swej dociekliwości względem Sądu Okręgowego w Warszawie, jeśli wpierw sam nie dociecze tej subtelnej kwestii.

 Na jej kanwie rodzi się i pytanie o zakres nadzoru nad służbami specjalnymi, który – jak wiadomo – sprawuje teraz  premier rządu. Bo gdyby się okazało (co, oczywiście, nigdy się nie okaże w naszej przodującej demokracji policyjnej), że na przykład  (ach, jakże bluźnię w tej chwili!...) sam premier (no, dajmy na to, że tylko jego prawa ręka) znalazł się w kręgu uzasadnionego rozpracowania  operacyjnego przez którąś z tajnych służb – czy jako ich zwierzchnik zostałby o tym poinformowany? Praworządność nakazywałaby, aby najwyższy zwierzchnik tajnych służb wiedział, że toczy się postępowanie operacyjne wobec najwyższego zwierzchnika tajnych służb, ale z drugiej strony – diabła warte byłoby całe to niechby i uzasadnione postępowanie operacyjne, jeśli wiedziałby o nim jego główny rozpracowywany obiekt...

 Reasumując: teza, że w miarę wzrostu i rozbudowy tajnych służb w demokracji obywatelskiej nie maleje a rośnie zagrożenie korupcją i przestępczością wysoce zorganizowaną na wysokim szczeblu – nie wydaje się głupia, zaś spór między Trybunałem Konstytucyjnym a Sądem Okręgowym w Warszawie rzuca trochę światła na te ciemne mroki demokracji. Trochę, niedużo: ot, tyle, co wpada przez dziurkę od klucza z gabinetu przesłuchań do więziennego korytarza... Więcej światła rzuca już orzeczenie Sądu Najwyższego w sprawie akcji CBA wobec posłanki PO Beaty Sawickiej: Sąd Najwyższy uznał, że „akcja CBA przeciw posłance była nielegalna, a zdobytych w jej trakcie dowodów nie można wykorzystywać do oskarżenia”.

 Hm. Może CBA działała wtedy poza prawem (co nader wątpliwe)– ale może ów Sąd Najwyższy działa dzisiaj pod wpływem  operacyjnym tej czy tamtej służby (co bardzo prawdopodobne)?... Może jedno i drugie?...Któż to może wiedzieć, któż mógłby się dowiedzieć – jeśli nawet Sąd Okręgowy „fika” Trybunałowi Konstytucyjnemu?...

 Tymczasem ciekawy wgląd w morale spec-służb (w tym przypadku: w morale elitarnych podobno „antyterrorystów) daje sprawa Krzysztofa R. ze Śląska, który po... 17 latach oskarżył swego b. przełożonego, że „upił go i wykorzystał seksualnie, biorąc w usta jego penisa”. Teraz żąda pół miliona odszkodowania od podatników. Nadto podczas ćwiczeń postrzelony został przez swego przełożonego, który skłonił go później do napisania w raporcie, że „sam się poranił przewracając na schodach”.

 Żeby tylko nam się Trybunał Konstytucyjny nie przeziębił w swym sporze z warszawskim Sądem Okręgowym.

                                                                   Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »