Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
środa, 16 sierpnia 2017 r.
Strona główna
Dziwna wojna PDF Drukuj Email
25.04.2014.

                                          Dziwna wojna

*Czołgi zachodnie nie grzeją silników *Od agentury- do szermierzy demokracji *Stara namiętność nie rdzewieje... *Komu dać zarobić? *Jaki pan taki kram                                   

 

Zachód nie chciał umierać za Gdańsk ani za Czechosłowację, przynajmniej dopóki Polska nie wzięła na siebie – dość bezmyślnie – pierwszego uderzenia niemieckiego; ale i wówczas zamiast prawdziwej wojny Zachód markował wojnę prawdziwą – „dziwną wojną” („drole de guerre”), zyskując czas, aż klęska Francji wymusiła prawdziwą wojnę z III Rzeszą.

 Organizatorzy kijowskiego majdanu sądzili najwidoczniej, że Zachód zechce umierać za Ukrainę, a przez ten „Zachód”, konkretnie rzecz biorąc, rozumieli chyba tylko Niemcy i Amerykę?... Jak jednak można było liczyć na Niemcy (mówimy Berlin, myślimy – Bruksela), jeśli mają oni strategiczne partnerstwo z Rosją i rurę pod Bałtykiem? Co do Ameryki – zapewne ambasada amerykańska w Kijowie „grzała kocioł” pod kijowskim majdanem, ale samoloty ani czołgi amerykańskie wcale nie grzały w tym czasie silników. Toteż wypędzenie skorumpowanego tyrana Janukowycza kosztowało Ukrainę (na razie) utratę Krymu i „federalizację konstytucyjną” (na co się zanosi), o ile nie wojnę domową lub podział kraju, co się okaże.

 I w przypadku Ukrainy mieliśmy do czynienia z „dziwną wojną”. Najpierw zachodni dyplomaci (z naszym popędliwym Radkiem, co to „rad staratsja”) przestrzegali Ukraińców przed „eskalacją napięcia”, więc przed czynnym oporem przeciwko rosyjskim prowokacjom – teraz sam Zbigniew Brzeziński, cokolwiek zwietrzały lecz ukorzeniony autorytet politologiczny, radzi Ukraińcom czynny opór... Ale w międzyczasie (ponad 3 miesiące!) Rosjanie – pilni uczniowie - odrobili lekcję organizowania „pokojowych manifestacji”, jaką pokazały im służby amerykańskie, angielskie, żydowskie i francuskie organizując najpierw w Egipcie, potem w Libii ( na koniec Syria miała zwieńczyć dzieło...) rozmaite „majdany”, „place” i inne formy masowych „demokratycznych protestów” uzbrojonych lepiej czy gorzej „cywili”. Nawet mogliśmy obejrzeć film, jak demokraci libijscy, obrońcy praw człowieka i obywatela, mordują bez sądu bezbronnego, rannego jeńca, Muamara Kadafiego, a ostatnio krąży w internecie film pokazujący, jak inni demokraci libijscy niszczą cmentarz w Tobruku.

 Ale teraz i służby rosyjskie opanowały technikę organizowania przewlekłych demokratycznych wieców, okupujących majdany, place, skwery i budynki publiczne, i z powodzeniem stosują te „demokratyczne procedury” w Ukrainie. I niech no kto powie słowo przeciw demokracji!

 Nic też dziwnego, że słynni unitarni demokraci majdanowi z Ukrainy Zachodniej boją się pokazać na oczy demokratom federalistom w Ukrainie Wschodniej, i vice versa: nikt nie rżnie się piękniej, niż demokraci i obrońcy praw człowieka i obywatela między sobą, co już zresztą pokazała rewolucja francuska.

 Co tam ustali albo i nie ustali konferencja w Genewie – jest oczywiste, że Rosja nie odpuści Ukrainy Wschodniej jako swej wyłącznej strefy wpływów, co w zasadzie jasne było od początku: jakże by Zachód miał umierać za Ukrainę, jeśli parę lat temu Ameryka oficjalnie wycofała się z aktywnej polityki w Europie Wschodniej, dopuszczając tam co najwyżej harce politycznych harcowników, celem podtrzymywania tubylczego zaplecza dla swej agentury?

 Tymczasem gazeta żydowska piórem naczelnego redaktora gardłuje, że na Ukrainie „już nie wolno się cofać”. Komu nie wolno? – wygląda na to, że Niemcom i Ameryce, konkretnie rządowi Merkel i administracji Obamy. Kiedy właśnie się cofają, jakby na złość gazecie żydowskiej. No i nie wolno cofać się demokratom unitarnym. Znaczy – mają się rżnąć do upadłego z demokratami federalnymi?...Gdy i Brzeziński, i Michnik tak zachęcają Ukraińców do walki – można zastanawiać się, jaki cel ma żydowskie lobby polityczne w tej ekscytacji. Bo gdy Ameryka wycofywała się ze swej aktywnej polityki w Europie Wschodniej, gdy na Westerplatte Putin wskazywał na Traktat Wersalski (dzięki któremu powstała m.in. Polska jako niepodległe państwo uznawane na arenie międzynarodowej) jako na upokorzenie Niemiec i zadrę także w obecnym układzie sił w Europie – jakoś żydowska gazeta milczała, a nawet gardłowała za „pojednaniem z Rosją”, nadymając medialnie zgłaszających się pionierów pojednania.

 „Mądrości etapu” żyją coraz krócej...

 Nic też dziwnego, że sprawa księdza Lemańskiego zajmuje ostatnio w gazecie żydowskiej nawet więcej miejsca, niż Ukraina. On revient toujours... – mawiają wymowni Francuzi: powraca się zawsze do pierwszych miłości. Wprawdzie w tym przypadku jest to powrót nie do miłości, raczej do nienawiści wobec Kościoła Katolickiego i cywilizacji łacińskiej, ale miłość czy nienawiść – zawsze jakaś trwała, autentyczna namiętność. Czy w przypadku tego medium i tego lobby – aby nie jedyna?

 Tymczasem za pasem wybory do Parlamentu Europejskiego, z udziałem  zarówno entuzjastów, jak przeciwników Unii Europejskiej. Ci pierwsi kandydują, by „pogłębiać integrację”, ci drudzy – by ją rozluźniać, a nawet likwidować. Obojętnie, co mają na celu -  diety płaci podatnik, a powiadają skrupulanci, że za roczną tylko dietę eurodeputowanego można zostać w Polsce milionerem, co dopiero za dietę z całej, pełnej kadencji! Kierując się namiętnością należałoby – będąc przeciwnikiem UE – zbojkotować te wybory, olać je całkowicie, ale rozum podpowiada: lepiej już dać zarobić ten szmal prawicy, niż lewicy.

 Jarosław Kaczyński, zapowiadając obywatelską kontrolę wyników głosowania słusznie stwierdza, że w polityce obowiązuje zasada ograniczonego zaufania. Dodałbym: szczególnie ograniczonego zaufania! Zaś Donald Tusk, przeciwnie: domaga się całkowitego zaufania... Jak żyję nie słyszałem większego idiotyzmu, ale  „jaki pan, taki kram”: słychać w maglu, że „śląska Kompania Węglowa ma 10 miliardów długu i zmierza ku plajcie”...

                                                                      Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »