Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
piątek, 20 października 2017 r.
Strona główna
Życie rodzinne i uczuciowe PDF Drukuj Email
09.05.2014.

                            Życie rodzinne i uczuciowe

*Matka jest tylko jedna * SLD i Twój Ruch: syn i bękart? *Puławskie rezerwy *Dzieci kochane i odrzucone...CzytajmyTyrmanda!                             

                           

 Dziwi mnie, że sekta gender nie zaproponowała jeszcze, by słowo „ojczyzna” zastąpić jakimś terminem bardziej nowoczesnym. Być może frakcja feministek w tej sekcie wolałaby „matczyznę” (mater semper certa), ale i  „matczyzna” zalatuje reakcją i wstecznictwem: przy zapładnianiu z probówki nawet matka przestaje być pewna, a poza tym... Matka? Ojciec? Rodzice?...To przecież jakaś archeologia. Opiekun! Partner! Towarzysz! – to jest właściwa terminologia na czasy państwa opiekuńczego i jego politycznie poprawnej  ideologii. Przewidział to już Aleksander Fredro wkładając w usta jednego z bohaterów „Zemsty” słowa: „Quia opiekun i quia krewny miałbym z Klarą sukces pewny”. Więc żadna tam „ojczyzna” ani „matczyzna”, ale - sakiewszczyzna  - tam serce, gdzie pełny trzos - wydaje się niezłą propozycją zastępczą na czasy postępującej demokracji totalnej.

 Czy Twój Ruch filozofa z Biłgoraja podchwyci moją propozycję? Okazja może się nie powtórzyć, gdyż właśnie konkurencja do „przewodzenia na lewicy” w postaci Sojuszu Lewicy Demokratycznej zdradziła się ze swym zapóźnieniem intelektualno-cywilizacyjnym, i to zdradziła się w gorącym, przedwyborczym okresie wyścigu po eurodiety: powiedzieć można – podłożyła się sama, okazując reakcyjne przywiązanie do tej „matki”. Zgłosiła mianowicie propozycję, by Sejm uchwalił ustawę „broniącą dobrego imienia b. Wojskowych Służb Informacyjnych”. Swą propozycją SLD zdradza, że jednak bliska jest mu tradycyjna formuła: „matka jest tylko jedna”!

 Wojskowe Służby Informacyjne jako matka Sojuszu Lewicy Demokratycznej wymagają właśnie szczególnego szacunku, troski i czułości, zwłaszcza, że już tej mamuśki podobno już nie ma, odeszła, biedaczka, a pozostał tylko jej drogi, umiłowany cień, godny pamięci i szacunku...

 Ten cień wszakże, ta mityczna mara – dość głośno jednak pobrzękująca całkiem realną sakiewką w naszym życiu gospodarczym i finansowym (patrz lista najbogatszych Polaków) – może zza grobu wpływać na wyścig po eurodiety finansując a to ten, a to tamten komitet wyborczy lub mobilizując swe pozagrobowe wpływy do wspierania kampanii wyborczej SLD. Więc jednak „matka jest tylko jedna”, zwłaszcza gdy potężny zaiste posag uratowała z PRL-owskiego bankructwa!

 Inna to rzecz, że i o Palikocie powiadają, jakoby też nie był tak całkiem sierotą, że każdy polityczny błazen ma przynajmniej swego opiekuna pośród mar i zjaw przeszłości, niekoniecznie zaraz „matkę”, „ojca” czy „rodzica”.  No tak, ale to Sojusz Lewicy Demokratycznej broni odważnie (czy może: bezczelnie) czci swej matki projektem wspomnianej ustawy, a nie biłgorajskie Ruchu-ruchu... Fakt, że ruch biłgorajski nie wykorzystał dotąd tego reakcyjnego, prawicowego odchylenia Sojuszu Lewicy Demokratycznej i nie zaatakował go - może świadczyć dodatkowo, iż Twój Ruch ma także pewne koligacje z matką SLD: może jest jej bękartem?... Bratem przyrodnim SLD?...Przyrodni, czy nie przyrodni, od macochy czy od matki – braciszka się nie atakuje...

 Tyle na razie o linii natolińskiej tej komuszej  rodziny wywodzącej się od mateczki WSI – gdy już zeszło nam na sprawy rodzin, rodowodów i korzeni. Nawiasem mówiąc dziwne to  („dziwny jest teeen świaaat”...), że gdy tyle osób w Polsce interesuje się żywo swym pochodzeniem, genealogią, gdy za niemałe pieniądze wynajmowani są historycy dla odtworzenia familijnych rodowodów, dotarcia do pra...pra... dziadków i babek – są tacy, którzy, przeciwnie, chcieliby, że tak powiem, pozacierać ślady...Ot, jakiś facet procesuje się z Polskim Słownikiem Biograficznym o to, że pomieścił prawdziwą informację o jego żydowskim przodku...Antysemita, czy co?

 Spójrzmy więc teraz, co słychać w linii puławskiej komuszej rodziny.

 Nieco zepchnięta na boczny tor życia politycznego rodzina puławska koncentruje się na kulturkampf, więc na propagandzie i politgramocie, w czym jest wierna i posłuszna zaleceniom suchotnika Gramsciego: niszczyć cywilizację łacińską ( stąd jej dyskretne acz uporczywe wsparcie dla filozofa z Biłgoraja i jego Ruchu-ruchu).

 W ramach tej kulturkampf zapowiedziano wielką galę w Muzeum Historii Żydów Polskich (jego koszt, bagatela, 200 milionów złotych z „napiętego budżetu”) w związku z wręczeniem nagród im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż. To dobrze, że rodzina puławska przyznaje się w końcu do Kapuścińskiego i wita jego cień w swym żydowskim Panteonie, lecz czy laureaci tej nagrody mają aby do końca świadomość, jakie to „reportaże” uprawiał jej patron?...I czym jeszcze zajmował się obok uprawiania swej politgramoty na polityczne zamówienie ów wybitny reportażysta, o aż dwóch pseudonimach operacyjnych – „Vera Cruz” i „Poeta” - nadanych mu przez WSI – matkę SLD i macochę Ruchu-ruchu?...I czy nagrodzone „Kapuścińskim” reportaże też są podszyte zamówieniem politycznym?... Drugim etatem laureatów?...  

 Rodzina puławska, wyłażąca ze skóry by lansować swych współplemieńców na wszelkiej maści „autorytety”, już nie raz przejechała się na tym żałosnym procederze: ostatnio na „wybitnym pisarzu” Jerzym Kosińskim-Lewinkopfie, który wraz ze swą „twórczością” zniknął: może nie tak nagle, jak się objawił – bo w jego przypadku żerowano na ludzkiej naiwności dość długo... -   ale jednak prawda utłukła w końcu łgarstwo. To samo spotyka na naszych oczach równie „wybitnego historyka” Grossa. Rodzinie puławskiej pozostaje jeszcze Kapuściński: chyba będą go ujeżdżać długo, bo wśród sponsorów gali w Muzeum Historii Żydów Polskich i Kulczyk ( co to „pożyczył od tatusia pierwszy milion” ), i minister Zdrojewski, i Narodowy (sic!) Program Rozwoju Czytelnictwa...

 Tytuł tego felietonu to, oczywiście, trawestacja tytułu książki Leopolda Tyrmanda „Życie towarzyskie i uczuciowe”, pisarza niekochanego, rzec można – odrzuconego – przez kulturkampf żydokomuny, bo chociaż pochodzenia żydowskiego - nie dał się dla kariery zaprząc do jej poligramoty. Ba – nawet opisywał resortowych rodziców resortowych dzieci w swych książkach!  Niedawno minęła 29 rocznica jego śmierci w Ameryce. Tyrmanda wdeptać w niebyt, przykryć Kapuścińskim?... Czy w Muzeum Historii Polskich Żydów znajdzie się po nim jakaś pamiątka? Przecież naprawdę stokroć wybitniejszy od Kosińskiego, Kapuścińskiego i Grossa zusamen do kupy. Czytajmy Tyrmanda!

                                                                       Marian Miszalski

    

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »