Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

niedziela, 17 grudnia 2017 r.
Strona główna
O potrzebie wzmożonej ufności PDF Drukuj Email
09.05.2014.

                            O potrzebie wzmożonej ufnosci

 *Cztery jajka? Dobre i to! * Pokazucha manewrowa: jest bezpiecznie i gites

*Niech żyją nasi sojusznicy... *O co pytać kandydatów? *Smród w NSA

                             

  Wiadomość, że 150 amerykańskich komandosów przyleciało do Polski aby odstraszyć putinowską Rosję od zaanektowania Suwalszczyzny lub ukraińskich banderowców od zaanektowania Rzeszowskiego to  wiadomość krzepiąca, przynajmniej od czasu jak Ameryka wycofała się z aktywnej polityki w Europie. Wprawdzie przylot jednego samolotu z dzielnymi komandosami amerykańskimi nie jest dowodem na powrót amerykańskiej aktywności w Europie Wschodniej, ale co tu grymasić? Nawet chytry Lis Witalis nie gardził skromnymi datkami: „Co przynosisz mi, Mikito? Cztery jajka? Dobre i to”... Gdy rząd Tuska nie potrafił zapewnić bezpieczeństwa prezydenckiemu tupolewowi trzeba wierzyć, że 150 amerykańskich chłopców zapewni nam bezpieczeństwo od rosyjskiego imperializmu i ukraińskiego szowinizmu. Co więcej – pośród demokratów trzeba mieć zaufanie bezgraniczne – jak sugeruje nasz tubylczy faworyt kanclerzyny Merklowej – a nie zaufanie ograniczone, które postuluje renegat Kaczyński. Dlatego też pytanie: Czy amerykańscy chłopcy zapewnią nam także bezpieczeństwo od strony Niemiec na  wypadek gdyby spontanicznie i całkowicie oddolnie zorganizował się jakiś „majdan osób narodowości śląskiej”, we Wrocławiu albo w Legnicy, domagający się czy to autonomii Śląska, czy federalizacji, czy może przyłączenia do Rzeszy? – uznać należy za nietaktowne, nieuprzejme, nie spełniające demokratycznych standardów.  Takich pytań po prostu nie należy zadawać, bo niby „kto pyta nie błądzi”, ale czy demokracja może błądzić? Wykluczone. Błądzić to może krwawy dyktator albo skorumpowany reżim, ale większość demokratyczna – nigdy! Demokracja po prostu nie błądzi ex definitione: ma zawsze rację.

 Nic też dziwnego, że na powitaniu amerykańskich komandosów pojawiła się cała rządząca elyta z tubylczym faworytem Merklowej na czele: „Wprawiono klamkę na przystanku w Cisach. Był raut, o Batorym grzmiały senatory. I był telegram od króla Borysa: Klamka cudu! Trzymajcie się! Borys”.  Zaraz potem urządzono pokazowe manewry skromnych ale połączonych sił wojska, policji, straży pożarnej i „bezbronnych cywilów”: ćwiczono mianowicie schwytanie samolotu porwanego z Ukrainy, który przedarł się przez naszą obronę powietrzną... Czy zakładano, że był to tupolew remontowany w Samarze? – o tym media nie informowały. Chyba nie, bo spadłby sam lub wskutek błędu pilotów.

 Tak więc w atmosferze bezgranicznego zaufania pytanie o zachowanie amerykańskich chłopców w razie aneksji przez jedną z „demokracji NATO-skich” cześci innej „demokracji NATO-wskiej” musi pozostać bez odpowiedzi. Ba! Musi pozostać „nie zadane”!

 „Sojusze są jak małżeństwa; najbardziej jest naturalne gdy pobierają się ludzie tej samej sfery, podobnych zamiłowań i niezbyt różnego wieku. Najnaturalniejsze są sojusze państw sąsiadujących ze sobą i takie, gdy zniszczenie jednego państwa pociąga za sobą zniszczenie drugiego” – pisał Stanisław Cat-Mackiewicz.  Co do Ukrainy – owszem, sąsiadujemy ze sobą, nawet zniszczenie państwa ukraińskiego (krótki casus Ukrainy petlurowskiej) może zagrozić państwu polskiemu, ale nie jesteśmy państwami „z tej samej sfery” ani „podobnych zamiłowań”. Nie z tej samej sfery państw – bo państwowość ukraińska jest młoda jak niedojrzała śliwka, a co do cywilizacyjnych upodobań – nigdy nie gustowaliśmy w ludobójczym okrucieństwie. Jeśli Rosjanie podzielą w końcu Ukrainę na Wschodnią i Zachodnią, wprost czy w pozorach federacji, wcale nie zyskamy na wschodzie zaufanego sojusznika w postaci tej Ukrainy Zachodniej, ale sojusznika niepewnego, podatnego na polityczna grę niemiecką; a że strategicznym partnerem Niemiec jest Rosja – więc i na wspólną grę niemiecko-rosyjską.

 Ale sojusz polsko-amerykański przedstawia się jeszcze gorzej: to już klasyczny „sojusz egzotyczny”. Nie to, że niepotrzebny w takim kształcie, w jakim jest dzisiaj („cztery jajka, dobre i to”). Ale wymagający podbijania naszej ceny za nasze polityczne świadczenia Ameryce. Najwyraźniej kolejne rządy zadawalają się politycznymi napiwkami, w rodzaju tych kilku milionów dolarów za Kiejkuty... Tarczy obronnej nie ma (i raczej nie będzie), obowiązku wizowego dla Polaków Ameryka nie zniosła, żaden rząd amerykański nie wyrzekł się wyraźnie popierania roszczeń majątkowych przedsiębiorstwa „holocaust”. Nie widać żadnych powodów, by za darmo dogadywać się z Ukraińcami po linii polityki amerykańskiej w Europie Wschodniej – są powody, by dogadywać się z Ukraińcami po linii interesów polskich. Nawiasem mówiąc – to zastanawiające: o ile o tarczy obronnej i wizach nasi politycy mówią niekiedy publicznie – o stosunku władz amerykańskich do żądań „holocaustników” ani się zająkną...To samo dotyczy naszych posłów w europarlamencie, a przecież przy Unii Europejskiej powstała oficjalna filia izraelskiej agencji rządowej HEART! Gdy Bartoszewski zapewniał – jak pamiętamy -  że roszczenia tej agencji nie będą dotyczyć Polski – jej przedstawiciel wnet ostudził gorliwego starca stwierdzeniem, że wprost przeciwnie, będą!... Dziwne „sesje wyjazdowe” polskiego rządu w Jerozolimie i  tajemnica otaczająca poczynione tam ustalenia, zwłaszcza w zderzeniu z wielkością mienia „zwracanego” żydowskim gminom wyznaniowym i ilością „odzyskiwanego” obywatelstwa polskiego sprawiają wrażenie, jakby trwało utwardzanie gruntu pod ambitniejsze plany kolonizacyjne. W rozpoczynającej się zatem lada dzień kampanii wyborczej warto pytać kandydatów na europosłów, czy sprawę działalności tej żydowskiej agencji rządowej przy UE w aspekcie polskim podniosą na forum Europarlamentu i co w tej sprawie mają właściwie do powiedzenia? Bo jeśli nic – to i nic nie są  warci  jako kandydaci.

 W kwestii zaufania do kadr establishmentu spodstolnej Rzeczpospolitej znacznie bliźsi jesteśmy opinii szczerego zamordysty Józefa Wissarionowicza: „Ufać ale kontrolować” niż szczerego demokraty, Tuska: „Ufać bezgranicznie”.

 Niestety, w III spodstolnej Rzeczpospolitej wymagane jest bezgraniczne zaufanie obywateli do czynowników, a im wyższy czynownik, tym bardziej wymagana jest ufność bezgranicznie bezgraniczna. Właśnie Najwyższy Sąd Administracyjny oddalił wniosek obywateli domagających się, by prezydent Komorowski ujawnił nazwiska doradców, którzy za publiczne pieniądze przygotowali mu opinie w sprawie transferu forsy z OFE do ZUS, na podstawie której to opinii podpisał inkryminowaną ustawę.  Co to byli za „fachowcy”, komu prezydent dał zarobić? Czy to poważni eksperci, czy jacyś usłużni politycznie grandziarze?   A, tego obywatele nie mają prawa wiedzieć, to tajemnica państwowa...Pst! Niby demokracja ma być transparentna, ale ręka rękę myje... Sprawa śmierdzi tym bardziej, że wcześniej Wojewódzki Sąd Administracyjny orzekł całkiem odwrotnie, i słusznie: że to żadna tajemnica i te nazwiska powinny być ujawnione!

 Im wyżej w hierarchiach spodstolnych elyt - obowiązuje nie tylko większa bezgraniczność zaufania, ale i  większe nasycenie usłużną agenturką?

                                                                   Marian Miszalski

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »