Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

czwartek, 29 czerwca 2017 r.
Strona główna
Sofistyka zacierania śladow PDF Drukuj Email
24.05.2014.

                                Sofistyka zacierania śladów

 *Politruczne wypociny: próżny trud! * Dlaczego Niemiec miałby kłamać?

 *Ciosek wiarygodniejszy od Stasi? * Między kultem a dobrym imieniem...

                          

„Dziennikarz telewizyjny przyzna się do nierzetelności. Dopuścił bowiem do emisji kłamstwa, że Bronisław Geremek zdradził Solidarność” – tak na łamach gazety żydowskiej dla Polaków skomentował niejaki Mariusz Jałoszewski ugodę, jaką po długim procesie zawarł przed sądem redaktor Jan Pospieszalski z synem Bronisława Geremka, Marcinem Geremkiem. W myśl tej ugody Jan Pospieszalski ma wydać oświadczenie następującej treści: „Oświadczam, że nie było moim zamiarem, aby treść i przebieg audycji naruszyły dobre imię Bronisława Geremka. W związku z zaistniałą sytuacją wyrażam ubolewanie”.

 Jałoszewski robi co może, by zacierać ślady, ale daremnie: Pospieszalski w swym oświadczeniu nie przyznaje się przecież do nierzetelności, a tylko oświadcza, że nie miał zamiaru treścią i przebiegiem audycji naruszać dobrego imienia B.Geremka.

 Można przecież nie mieć zamiaru naruszać czyjegoś dobrego imienia treścią i przebiegiem audycji, ale jeśli z audycji wyjdzie, że ten ktoś na dobre imię nijak nie zasługuje – to już inna sprawa: obiektywna prawda nie zależy od intencji tych, co jej poszukują...

 Przypomnijmy fakty: najpierw „Fronda”  dotarła do dokumentu, wedle którego Bronisław Geremek zarejestrowany został jako TW, a zdjęty z  ewidencji 5 lutego 1969 roku. (Zdjęcie z ewidencji nie wyklucza podjęcia późniejszej współpracy.) Zachowane materiały przeniesiono do archiwum Biura „C” Wydziału II MSW (sygnatura 7715/1. Materiały dotyczące Geremka zniszczono w 1983 roku, a ich mikrofilm – w roku 1990. Przypomnijmy też, że właśnie w 1983 roku gen.Jaruzelski ostentacyjnie odznaczył Jakuba Bermana Medalem Krajowej Rady Narodowej, co odczytano powszechnie jako polityczny gest pojednania ekipy Jaruzelskiego ze środowiskiem dawnej PZPR-owskiej frakcji „Puławian” („Żydy”, jak nazywała ich frakcja „Natolińczyków”, których z kolei „Puławianie” nazywali „chamami”...).

 Po  zjednoczeniu Niemiec w archiwach Stasi znaleziono depeszę ambasadora b.NRD w warszawie do szefostwa NRD-owskich służb specjalnych z 1981 roku. W depeszy tej ambasador donosił NRD-owskiej bezpiece, że odbył rozmowę z ministrem PRL, Stanisławem Cioskiem, w której to rozmowie Ciosek poinformował go o swej rozmowie z Geremkiem, podczas której Geremek (wówczas doradca „Solidarności”...) wyraził opinię, że „Solidarność” trzeba zdławić silą i zastąpić ja kadłubowym związkiem posłusznym partii.

 Ten dokument znaleziony w archiwach Stasi propagandysta z  gazety żydowskiej, Jałoszyński, nazywa „fałszywą depeszą”. Skąd wie, że to fałszywy dokument? Kto go sfałszował i dlaczego? Czy okłamywał NRD-owskie Stasi NRD-owski ambasador w Warszawie, najpewniej sam będący w służbach?... Czemu miałby to robić, jeśli brał pieniądze za prawdziwe informowanie swych zwierzchników o sytuacji Polsce i na  tym opierała się jego cała kariera komunistycznego aparatczyka-dyplomaty? A, tego już Jałoszyński nie wyjaśnia  czytelnikom chlipiącym swą intelektualną wodziankę z żydowskiej gazety dla Polaków. Sam Ciosek nazwał wprawdzie ów dokument „śmieciem” (he,he,he - śmieć, nie śmieć, ale czy tak było?) , ale nie mamy przecież najmniejszych  powodów, aby to, co mówi pan Ciosek w tej sprawie uważać za bardziej wiarygodne od depeszy ambasadora NRD w Warszawie do swoich bezpieczniackich zwierzchników...

 Teb właśnie dokument pojawił się także w filmie Grzegorza Brauna, a fragment tego filmu pokazał Jan Pospieszalski w swej audycji, za co syn Geremka pozwał go do sądu zarzucając Pospieszalskiemu „naruszenie dobrego imienia” swego ojca, Bronisława Geremka. Politruk z gazety żydowskiej pisze dalej:  „Marcin Geremek domagał się ochrony prawa do kultu pamięci po bliskim zmarłym”. Powiedzmy wiec wprost: jeśli Marcin Geremek chce kultywować pamięć po swym ojcu, nic nie stoi na przeszkodzie. Ale wara mu od wymagania od innych, by ten kult podzielali!  Między subiektywnym kultem pamięci zmarłego ze strony krewnych i znajomych a obiektywnym obrazem jego postaci bywa często zasadnicza różnica.

 Wbrew sugestiom politruka żydowskiej gazety dla Polaków (tytuł jego wypociny: „Ja, Pospieszalski, ubolewam...”) – w treści ugody  red.Pospieszalski wcale nie ubolewa nad tym, iżby dopuścić się miał jakiejś „nierzetelności dziennikarskiej” (dopuszcza się jej raczej politruk gazety żydowskiej), ale ubolewa nad tym, że rzetelny program dziennikarski mógł zostać tak zinterpretowany. Rzeczywiście – nad ludźmi złej woli można jedynie ubolewać, bo dialog z nimi nie ma najmniejszego sensu.

 Co do B.Geremka – dodajmy tylko, że jako europoseł bezczelnie odmówił poddania się prawnemu obowiązkowi lustracji (tu „demokratyczne państwo prawa”  przestało się podobać totalniakowi?...) twierdząc, że „uwłaczałoby to jego godności”. O ile wiem nadto, z bliżej nieznanych opinii publicznej powodów teczka tego wybitnego demokraty została umieszczona w tzw.zbiorze zastrzezonym IPN przez „prezesa-Kieresa”. No i jego tragiczna śmierć w wypadku samochodowym! Jak na wybitnego demokratę i przyjaciela „czeskiej Żydówki” Magdaleny Albright – potraktowana przez organy śledcze i w spodstolnych mediach z dyskrecją graniczącą niemal z tajemnicą państwową...

 Tak, tak - między rodzinnym „kultem pamięci” a obiektywnie „dobrym imieniem” bywają różnice.

 Najlepszym dowodem proces jaki „Bolek” – też w trosce o swe dobre imię, czy może w trosce o swój kult - wytoczył Krzysztofowi Wyszkowskiemu.

 Powiadają, że nie ma takiego łajdactwa, jakiego nie dopuściłby się demokratyczny nawet rząd gdy brakuje mu pieniędzy. Łajdactwa, jakich dopuszczają się sądy nie poddane wcześniej lustracji i dekomunizacji bywają wszakże porównywalne.

                                                             Marian Miszalski

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »