Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

czwartek, 29 czerwca 2017 r.
Strona główna
Pod latarnią jak pod latarnią PDF Drukuj Email
09.09.2014.

                            Pod latarnią jak pod latarnią...  

     *Monachium Większe i Mniejsze *Kto będzie doił – kogo wydoją?

 *Premier utracił kontrolę nad służbami! * Mamy więc deflację zamiast inflacji

                           

  No i wreszcie wyjaśniła się sytuacja Ukrainy! Wyjaśnia ją nam zdementowana przez rosyjskie władze informacja, jakoby w Finlandii spotkali się  tajnie przedstawiciele Ameryki i Rosji ustalając, że owszem, Ukraina będzie mogła stowarzyszać się do woli z Unia Europejską ale na warunkach stowarzyszenia, jakie podyktuje jej Rosja. Ma się rozumieć, że o żadnym przystąpieniu stowarzyszonej z UE Ukrainy z do NATO mowy być nie może. Rosjanie nadto spokojnie zastanowią się, jakie gospodarcze warunki takiego stowarzyszenia się Ukrainy z UE muszą być jeszcze spełnione i w stosownym czasie obwieszczą to władzom „niepodległej” Ukrainy.

 Wierzymy tylko zdementowanym informacjom i dlatego ten międzynarodowy, globalny aspekt sprawy ukraińskiej uważamy za ostatecznie wyjaśniony.

A jako że sprawy europejskie Amerykanie pozostawili Niemcom i Rosji – aspekt węższy, europejski rozstrzygnęli już między sobą kanclerzyna Merklowa i prezydent Putin. Kanclerzyna Merklowi uznała tajne uzgodnienia amerykańsko-rosyjskie w Finlandii i zaraz oświadczyła, że żadne bazy NATO ani amerykańskie na Ukrainie czy gdzie indziej w Europie środkowo-wschodniej nie są potrzebne (przecież trzeba Amerykę wypychać z Europy niezależnie od tego, jak daleko sama się wycofuje...) i przychylnie odniosła się do koncepcji federalizacji Ukrainy. Znaczy się: niech Rosjanie utworzą sobie swoją Doniecką czy inną republikę na wschodzie Ukrainy (może dwie, a nawet trzy?), oczywiście w ramach sfederowanej Ukrainy, jakże by inaczej... Toteż Rosjanie od razu rozpoczęli wyrębywanie sobie korytarza lądowego do Krymu, wzdłuż Morza Azowskiego: Federacyjna Republika Doniecka to jedno, a owładnięcie wybrzeżem Morza Czarnego to drugie...Przy okazji otoczyli kilkudziesięciotysięczne siły armii ukraińskiej w kotle, przymusajac do kapitulacji.

 Mieliśmy wiec nie jedno, ale dwa Monachia: Duże Monachium amerykańsko-rosyjskie w Finlandii i Monachium Mniejsze (czy aby nie w Mińsku?) – rosyjsko-niemieckie. Składają się ona na Monachium Wielkie: amerykańsko-rosyjsko-niemieckie, które ostatecznie rozstrzygnęło już sprawę statusu polityczno-prawnego Ukrainy.

 Otwarta natomiast pozostaje kwestia: kto obejmie władzę w tym produkcie polityczno-prawnym Wielkiego Monachium 2014. Władzę, ma się rozumieć, mocno ograniczoną, więc głównie władzę dojenia kraju, jego mieszkańców i zasobów.

 Szykuje się wielkie starcie (chyba trup padać będzie gęsto!) miedzy obozem prezydenta Poroszenko i jego żydowskimi oligarchami, wspieranymi przez niektóre służby – a Prawym Sektorem, który też chętnie poprą niektóre służby, wedle werbunku i przewerbunku. Jakież to nowe „mafie” („Pruszków” i „Wołomin” to przy nich małe piwo...) objawią się więc rychło!...Wiele wskazuje, że już wkrótce Prawy Sektor zyska u Poroszenkowców („europejsów”) opinię „ekstremy nacjonalistycznej” lub nawet „faszystów” – podczas gdy Blok Poroszenki uchodzić będzie zapewne w oczach Prawego Sektora za ugrupowanie zdrady i zaprzaństwa narodowego.

 Rzecz jasna - formalnie sprawy ukraińskie ucierać się będą jeszcze długo: decydujące „monachijskie” uzgodnienia amerykańsko-rosyjsko-niemieckie trzeba będzie teraz obficie podlewać gęstym sosem demokratycznym, przekładać przy pomocy agentur  na „procedury demokratyczne”, nadymać je propagandowo, no i smarować tryby tej propagandowej maszynerii szmalem zagranicznym i dopustem „swoich” do intratnych synekur w gospodarce.

 Gdy zatem wiemy już z grubsza, co czeka Ukrainę w najbliższej przyszłości – możemy spokojnie zająć się własnym podwórkiem, gdzie sytuacja nieco mniej jasna, ale wiadomo: najciemniej pod latarnią. Nie aż tak ciemno, żeby nie zauważać kręcących się tam gęsto politycznych bladzi, ale i nie tak jasno, żeby spostrzec, która akurat cieszy się największym wzięciem i u kogo.

Zaostrzenie się sytuacji na Ukrainie początkowo zaktywizowało działalność stronnictwa amerykańsko-żydowskiego, próbującego odwojować niektóre straty polityczno-finansowe poniesione podczas trwających rządów stronnictwa pruskiego. Także stronnictwo ruskie (dotąd zmuszone akomodować do wspólnej polityki strategicznych partnerów, więc Berlina i Moskwy) złapało trochę wiatru w żagle, ot, przynajmniej tyle, żeby dołożyć stronnictwu amerykańsko-żydowskiemu. Ale ustalenia z obydwu „Monachiów” kładą praktycznie kres „sprawie ukraińskiej”, więc sytuacja zwolna powraca do status quod ante. To i podgorączkowa temperatura polityczna wywołana sprawą ukraińską będzie teraz powoli opadać, jak ten Kozak w opowieściach Franciszka Fiszera, który tańcząc kozaka „niezwykle wysoko podskakiwał i bardzo powoli opadał”...

 Premier Tusk ma  już najwyraźniej dosyć tego wszystkiego, najwidoczniej nie ma już głowy nawet do pełnienia swej skromnej funkcji notariusza rozmaitych ciemnych biznesów, kręconych w majestacie „demokratycznego państwa prawa, członka Unii Europejskiej”. Już nawet jakby godził się na brukselski wycug – do Rady Europy. I słuszna jego racja: gdy nawet oficjalna NIK stwierdza, że premier nie panuje nad tajnymi służbami – czy nie pora wiać z tonącego okrętu, póki jeszcze można?...

 Żeby nie pozostawić po sobie wrażenia politycznej niedojdy – Tusk zafundował więc (na odchodne?) „debatę parlamentarną” nad „rządowymi priorytetami”, która stała się jakimś kabaretowym urągowiskiem debaty: Tusk i ministrowie ględzili prawie trzy godziny (w  „porywającym” stylu towarzysza Wiesława i towarzysza Edwarda...), a kluby poselskie dostały po 10 minut. W propagandzie rządowej zwraca uwagę nowy element: odwoływanie się do deflacji, która podobno zastąpiła nieoczekiwanie inflację. Powodem tej zmiany mają być rzekomo rosyjskie sankcje, ale kto uwierzy, że okresowy spadek eksportu jabłek, kapusty czy ogórków zbija w Polsce ceny? Zwłaszcza, że nieustannie rosną ceny: pieczywa, ryb, serów... węgla i drewna... transportu i komunikacji... usług... A papierosów i alkoholu (akcyza!) – wręcz gwałtownie. Przez kilka lat rządów łże-liberałów, a może nawet lumpen-łże-liberałów, nie obniżono podatków, nie uproszczono ich w odczuwalny sposób, skarbówka rośnie w siłę, a biurokracja żyją dostatniej. Coraz więcej urzędników żyje coraz dostatniej.

 Ale pojawiła się i plotka, że premier Tusk – co to utracił kontrolę nad tajnymi służbami – uzależnił swe trwanie w PO i w rządzie od „odzyskania” tej kontroli i w tym celu antyszambrował ostatnio w Pałacu Prezydenckim. W kontekście afery podsłuchowej bardzo to możliwe! Już tam pan prezydent Komorowski ma większą chyba kontrolę nad służbami, a już nad  nieistniejącymi Wojskowymi Służbami Informacyjnymi – największą! Może nie tak dużą, jak sędziwy gen.Kiszczak czy ciągle jurny gen.Dukaczewski, ale jednak większą, niż premier Tusk. „Proście, a będzie wam dane, pukajcie, a będzie wam otworzone”? Może i tak, ale z drugiej strony „Aszkenazy posmutniał, łza mu w oku błyszcze: darmo! Co człek raz stracił, tego nie odzyszcze”. A czy premier Tusk miał w ogóle kiedykolwiek „kontrolę nad służbami”? Jeśli p. generał Czempiński chwalił się, że „pomagał tworzyć Platformę Obywatelską”?...

 Gdy zatem Ukrainę czeka teraz ponury „okrągły stół” (może nawet nie jeden) – nasz, ten stary, z 1989 roku, kręci się jeszcze wartko, mimo zaawansowanych objawów spróchnienia.

                                                   Marian Miszalski

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »