Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

poniedziałek, 26 czerwca 2017 r.
Strona główna
Degrengolada w tempie galopujacych suchot PDF Drukuj Email
07.10.2014.

                 Degrengolada w tempie galopujących suchot      

      * Odwilż już była  *Premier nie kontroluje, minister rezygnuje!  

  * Wersje robocze dla idiotów *A ja się nazywam Stanisław Frąckiewicz...

             

 Wesoła piosneczka francuska o dwóch pijanych, co to „wiódł ślepy kulawego”, miała za refren pytanie: „Błażeju, czyśmy daleko uszli od Montmartre”? Warto by dzisiaj zapytać: jak daleko odeszliśmy dzisiaj od Października 1956 roku?

 Na fali „odwilży” w roku 1956 (nieco wcześniej towarzysze radzieccy postanowili, że w walce o koryto nie będą się już wzajemnie mordować i na tym polegała „odwilż”) PZPR odzyskała kontrolę nad „organami”, czyli tajnymi służbami. Ale odwilże nie trwają wiecznie, co się stopi, to znów zamarza a nie zawsze powraca odpowiednio wysoka temperatura polityczna, by stopiła tę powtórną zmarzlinę... Ma ona tendencję – i zarazem pretensje – być zmarzliną wieczną... Toteż już około roku 1967 najmniej tknięte odwilżą tajne służby – „wojskówka” – odzyskały kontrolę nad partią i spuściły towarzysza Wiesława w roku 1970, a mniej więcej w 10 lat później cywilne tajniactwo też podniosło głowę i zespół wespół z „wojskówka” spuściły towarzysza Gierka w roku  1980. Od tej pory tajne służby niepodzielnie kontrolowały partię, aż do roku 1989.Od 1989 roku tajne służby zaczęły kontrolować już nie jedną partię, PZPR, ale większość spodstolnych partii...

 Na tym newralgicznym odcinku zatem niedaleko odeszliśmy od PRL. Owszem, więcej partii kontrolowanych przez bezpiekę to bardzo cenny urobek demokracji, postępu, europeizacji, tolerancji, praw pederastów i tak dalej – ale gdzie ta odwilż? Dawno diabli ją wzięli... Jak zamarzło, tak nie puszcza.

 Wydawałoby się, że po 25 latach takiej zmarzliny większość politycznych ambicjonerów zrozumie ten największy problem spodstolnej RP i zacznie przynajmniej stawiać go jako czołowy problem dzisiejszego państwa. Najwidoczniej jednak ambicje większości naszych ambicjonerów są tak skromne, że wystarcza im całkowicie rola przewidziana dla nich przez kontrolerów – „towarzyszy z osłony”, jak mawiano w PRL.

 Takie podejrzeniu zrodziło się już po zamordowaniu małżeństwa Jaroszewiczów; sama perfekcja tego morderstwa jak i bezradność śledztwa nawet najgłupszemu obywatelowi wskazywały trop do tajnych służb, krajowych bądź zagranicznych (albo przewerbowańców) i powinny być dla „demokratycznych polityków” powodem zaalarmowania opinii publicznej. Tymczasem opinię publiczną poczęstowano wersją roboczą „niezależnej prokuratury” o  żulach, co to zabili Jaroszewiczów, żeby ukraść fiński nóż. Nie narobiła się ta prokuratura przy swej wersji „roboczej”...

 Zabójstwie generała Papały potwierdzało dobitnie postępującą kontrolę tajnych służb nad demokratycznymi partiami, demokratycznym parlamentem, demokratycznym rządem i demokratycznym prezydentem. Tym razem „niezależna prokuratura” znalazła jakiegoś dżentelmena o ksywie „Patyk” i żmudnie wypracowała „wersję roboczą”: zabił on komendanta policji żeby ukraść  używany samochód. Żaden z polityków – przynajmniej obecnej koalicji -  nie podniósł i wówczas publicznie kwestii kontroli tajnych służb nad „demokracją III RP” jako głównego polskiego problemu. A to znaczy, że kontrola ta zwiększa się. I znów: to zabójstwo pokazywało bez osłonek, że już nie tylko tubylcze tajne służby kontrolują „demokratyczne władze” spodstolnej RP, ale przynajmniej część z nich jest potężnie kontrolowana przez tajne służby obce. Ale i chociaż wyjaśnienie tego morderstwa stało się podobno „punktem honoru policji III RP”! (i gdzie ten honor?) –  żaden poseł ani senator  nie postawił publicznie tego zasadniczego problemu III RP: że bezpieka kontroluje konstytucyjne, demokratyczne władze, a nie te władze – bezpiekę. Jeśli w domu powieszonego nie mówi się o stryczku, to po co nam w końcu Sejm?...

 Wprawdzie gen.Petelicki nie był już w czynnej służbie (przynajmniej oficjalnie), ale gdy i jego odwiedził w garażu seryjny samobójca (podobnie jak wcześniej sierżanta Musia, szyfranta Zielonkę i tak wielu innych...) – nawet najgłupszy obywatel musiał zadać sobie pytanie, kto właściwie rządzi spodstolną III RP zza tych demokratycznych atrap i dekoracji w postaci prezydenta, premiera, ministrów?... Owszem, w 1992 roku premier Jan Olszewski postawił dramatyczne pytanie:” Czyja tak naprawdę jest Polska i kto nią naprawdę rządzi?” – ale stawiał je właśnie w chwili, gdy bezpieka spuszczała go z premierostwa.

 Czy pobudziło to ambicje innych polityków, by ukrócić tę kontrolę, by zrzucić to jarzmo? Wręcz przeciwnie:  wbiło to ich w jeszcze głębszy kompleks strachu. Zło zawsze zaczyna się od strachu przed nazwaniem go po imieniu...

 Gdy jednak nie dawno raport Najwyższej Izby Kontroli stwierdził, że „premier nie kontroluje służb” – była okazja dla wszystkich tych, powiedzmy, posłów w Sejmie i, dajmy na to, senatorów w Senacie, by przynajmniej publicznie podnieść ten największy problem III RP, podnieść polityczna temperaturę. Nikt z niej nie skorzystał, a minister Sienkiewicz, który próbował skromnie ledwo „centralizować służby”, pierwszy padł ofiarą „spisku kelnerów”...  

 Że premier nie kontroluje służb – „to widać, to słychać, to czuć”. Widać to od 1989 roku, widać że służby kontrolują prezydentów, premierów i rządy. I właśnie dlatego jest to największy problem spodstolnej III RP. Raport NIK jest więc banalny; byłby ciekawszy, gdyby mówił, kto kontroluje premiera...rząd...prezydenta...Które to służby i czyje? Ale wtedy i p.Kwiatkowski mógłby doczekać się niespodziewanej wizyty „bruneta wieczorową porą”; czyż pan Walerian Pańko z tejże Najwyższej Izby Kontroli nie zginął wcześniej w dziwnym wypadku drogowym gdy zaczął interesować się FOZZ-em??

Ta degrengolada państwa postępuje w tempie galopujących suchot. Traktując obywateli jak traktowano ich w PRL – prezydent, premier, rząd, parlament nie zająknęli się nigdy ani słowem na temat utraty przez państwo kontroli nad służbami i trwożliwie milczą, a kolejna „wersja robocza” niezależnej prokuratury powiada, że to pan  Falenta zlecił kelnerom podsłuch ministra spraw wewnętrznych, ministra spraw zagranicznych, prezesa Narodowego Banku Polskiego i wielu innych... He,he, mówimy Falenta, kelnerzy – myślimy: to służby nagrywały „U Sowy”!

 Gdy „premier nie kontroluje tajnych służb” (co jest jego konstytucyjnym obowiązkiem!) – jakże się dziwić, że minister Piotrowska ledwo objęła resort spraw wewnętrznych,  już...zrezygnowała ze swego obowiązku kontrolowania tajnych służb podległych jej resortowi. To tak, jakby minister transportu powiedział: Biorę ten resort, ale będę kontrolował tylko furmanki i kolejki linowe...

 Jakże więc tak zwany „zwykły obywatel” może traktować poważnie prezydenta, premiera, rząd i cała tę „większość koalicyjną”, gdy – milcząc tchórzliwie o najpoważniejszym problemie państwa a śliniąc się o duperelach – jego samego traktują jak ostatniego durnia? Całkiem rozsądnie to ich uważa  wtedy – uprzejmie - za ostatnich durniów, a mniej uprzejmie – za sprzedajnych błaznów. Toteż i dzisiaj „październikowa odwilż” jest pilnie potrzebna. Niedaleko uszliśmy od PRL i jakże aktualne jest to opowiadanie Mrożka („Płońsk”),w którym Polak w bereciku i z kiepem „sporta” w zębach, patrząc na posłów, ministrów i „ludzi kultury”, mówi: „A ja się nazywam Stanisław Frąckiewicz i mam was wszystkich w dupie”.

                                                       Marian Miszalski

 

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »