Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
środa, 16 sierpnia 2017 r.
Strona główna
Specyfika rządów PDF Drukuj Email
07.10.2014.

                                   Specyfika rządów PO

*Kopacz kontynuuje...* Po „Patyku” – „Numerek”? * Hartman wysoko zajdzie!

                                           

 Czy premierem Tusk, czy Kopacz – specyfika rządów PO zawsze ta sama: łgarstwo. Premiera sejmowa premierowej Kopacz potwierdziła przypuszczenia, że na czele rząd(zik)u stanęła notoryczna kłamczucha. Już jej kłamstwa po zamachu smoleńskim pokazywały, że potrafi łgać jak z nut – no ale jakich innych kwalifikacji mogła nabyć w rządziku Tuska? Teraz w swym ekspoziku zarzuciła Kaczyńskiemu obłożenie PO „klątwa nienawiści” ale przecież wszyscy dobrze pamiętamy, że histerię nienawiści wobec PiS rozpętała PO gdy przegrała wybory parlamentarne i prezydenckie, a w tej histerii wspierały ją  i SLD, i żydowskie lobby polityczne. Czemu wiec Kopacz łże tak prostacko, bezczelnie, obrażając inteligencję wszystkich obywateli, co to przecież pamiętają. jak było? Wydaje się, że łże z trzech przynajmniej powodów.

 Raz, że kilkuletnie rządy PO oparte były głównie na łgarstwach, więc przyswoiła sobie tę metodę „dialogowania”; dwa, że wmawianie nienawiści innym nobilituje nas samych, na tej samej zasadzie, na jakiej złodziej najgłośniej woła „Łapaj złodzieja”! Jakby nie patrzeć – liczne afery towarzyszące rządzikom-trądzikom PO muszą nam przypominać ksywkę nadaną przez ulicę dawnemu Kongresowi Liberałów – Kongres Aferałów. Po trzecie – paniusia ta musi mieć wielkie zaufanie do tajnych służb spodstolnej Rzeczpospolitej jeśli tak bezczelnie łże obywatelom prosto w oczy: co tam obywatele, co tam opinia publiczna, co tam jakaś niechby i demokratyczna większość – służby wszystko załatwią! I – w rzeczy samej: nominacja pani Piotrowskiej na ministrzycę spraw wewnętrznych  - która od razu zrzekła się kontroli nad służbami - pokazuje, że głęboka jest wiara premierzycy Kopaczowej w polityczną mądrość tajnych służb spodstolnej Rzeczpospolitej, wiara, w której musiał ją utwierdzić raport Najwyższej Izby Kontroli, wedle którego premier Tusk nie kontrolował tajnych służb. Jeśli wiec sam premier Tusk rządził tylko tym, co łaskawie pozostawiły mu „do rządzenia” tajne służby – jakże pani Kopacz, miałaby kwestionować pragmatyzm swego promotora?

 Jednak pojawiają się głosy, że raport NIK o „niekontrowalności” tajnych służb przez premiera Tuska (nie wskazujący jednak, kto w takim razie je kontroluje?...)  był próbą wybielenia Tuska z odpowiedzialności za aferę podsłuchową, sprokurowaną przez te właśnie służby. Młody Kwiatkowski ( w końcu człowiek PO!) mógł tak właśnie kombinować: jeśli te podsłuchy zorganizowały tajne służby, to najlepiej będzie stwierdzić, że premier ich nie kontrolował – bo jakby kontrolował, to musiałby wiedzieć o podsłuchach i obywatele mogliby sobie pomyśleć, że  on sam te podsłuchy inspirował... Ach, ach! I tak źle, i tak niedobrze! To już chyba lepiej, żeby nie wiedział...

 A tu „minął sierpień, minął wrzesień, znów październik i ta jesień rozciągnęła melancholii smutny woal” – jak śpiewał Wiesław Michnikowski w kabarecie Starszych Panów, żegnając się z pomidorami. My żegnamy się  z kolejną obietnicą rządów PO/PSL. Mimo żarliwych zapewnień i premiera Tuska, i wicepremiera Piechocińskiego – afera podsłuchowa jest właśnie zamiatana pod dywan, z bezczelnością równą tej, z jaką nowa premierzyca łgała z sejmowej trybuny. Rząd stracił już zapał do wyjaśnienia tej sprawy, podobnie jak  prokuratura straciła zapał do wyjaśnienia sprawy zabójstwa generała Papały, kontentując się wersją „Patyka”. Nowa ministrzyca resortu spraw wewnętrznych powiada teraz, że wyjaśnienie afery podsłuchowej nie jest obowiązkiem rządu, a niezawisłej prokuratury. Niezawisła prokuratura ma z kolei jakieś pretensje do dwóch tajnych służb (czyżby to one zorganizowały te podsłuchy?), odtwarzanie dysków wydobytych z dna Wisły ciągle trwa, nie wiadomo nawet, czy tajne służby przekazały te dyski niezawisłej prokuraturze, prowadzącej śledztwo... Tyle teraz tajemnicy wokół wyjaśniania tajemniczych podsłuchów najwyższych państwowych dygnitarzy, że wszystko możliwe: że i tu winnym okażą się nawet nie kelnerzy, ale jakiś pikolak („Napiwek”?), kucharczyk („Kotlecik”?)  albo szatniarz („Numerek”?).

 Takie słabe państwo musi doprowadzać do obłędu ludzi o słabych nerwach. Tak właśnie tłumaczę sobie - uprzejmie -  propozycje pana Jana Hartmana z żydowskiej Loży B’nai B’rith, który zaproponował dyskusję nad niekaralnością kazirodztwa. Na razie – tylko dyskusje, ale przecież od czegoś trzeba zacząć, nieprawdaż? I przypomina mi się inny Żyd, Daniel Cohen-Bendit, dziś eurodeputowany, co to zachęcał małe dziewczynki, by zaglądały mu do rozporka: zapewne i jego doprowadzało do obłędu słabe państwo niemieckie, które – jak się dowiadujemy – nie ma zdolności obronnej, podobnie jak premier Tusk nie miał zdolności kontrolnej... Okazuje się jednak, że obłęd to całkiem dobry motyw by robić polityczną karierę i nie zdziwiłbym się, gdyby Jan Hartman został także wkrótce posłem, senatorem, albo eurodeputowanym. Wprawdzie Twój Ruch zaraz wywalił go ze swych szeregów, ale wiadomo – „palikociarnia” to błazenada. Co innego Uniwersytet Jagielloński, który zatrudnia pana Hartmana, i który tolerancyjnie nie wywalił go na zbity pysk. A kto poważniejszy: Twój Ruch – czy „Jagiellonka”? Dlatego przewiduję, że Hartman jeszcze wysoko zajdzie bez względu na to, jak nisko upadnie.

 Tymczasem w mieście Łodzi dyrektor Teatru Nowego, Zdzisław Jaskuła, wywalił z teatru aktora, który skrytykował publicznie tekst sztuki „Golgota Picnic” nazywając go bełkotem. Dyrektor Jaskuła, co to urządza w swym teatrze spotkania z Michnikiem i którego kwalifikacje do kierowania teatrem są nader wątpliwe, też pozostał na swej posadzie, chociaż łodzianie piszą listy protestacyjne w tej sprawie. Czy Jaskuła jest już w B’nai B’rith, czy jeszcze nie – tego nie wiem. Ale i Łodzią ( i jej miejskim Teatrem Nowym) rządzi Platforma Obywatelska, której łgarstwa podszyte obłudą doprowadzają do szaleństwa tak wielu ludzi o starganych nerwach.                                                                    

                                                          Marian Miszalski

 

  

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »