Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

niedziela, 17 grudnia 2017 r.
Strona główna
A dzied wiedział, nie powiedział... PDF Drukuj Email
03.11.2014.

                       A dziad wiedział, nie powiedział...                          

 *Donoszę, panie naczelniku... *Nic się nie stało, Jankesi, nic się nie stało!

  *Tusk uciekł w samą porę? * Jest już pierwszy sukces Evy Copach

                               

 Wiele wskazuje, że Radosław Sikorski zwyczajnie zakablował Donalda Tuska przed amerykańską opinią publiczną, że „Dziad wiedział, nie powiedział, a to było tak”, iż przynajmniej od 2008 roku złowrogi Putin planował rozbiór Ukrainy. Czemu on sam, Sikorski, milczał, skoro też dowiedział się  od Tuska? Czemu nakłaniał „liderów Majdanu” do ugody z Janukowyczem wbrew intencjom amerykańskim? „No, ja milczałem, ludzie kochane, bo jakże mógłbym dezawuować swego premiera, u którego byłem ministrem spraw zagranicznych? Teraz to co innego: on już nie premier, a ja już nie jego minister...” – mógł odpowiedzieć Sikorski. Czy takie wyjaśnienie  zadowoli Amerykanów i żydowskie lobby polityczne w Ameryce, rozsierdzone fiaskiem, wręcz klęską operacji ukraińskiej? Zobaczymy po dalszych losach Sikorskiego. Wprawdzie nie ma już Magdaleny Albright, „czeskiej Żydówki”, która nobilitowała kiedyś Geremka na „drogiego Bronisława”, ale nie brak w Ameryce potencjalnych protektorów, którzy i Sikorskiego  promować mogą na „drogiego Radosława męża swej żony”.  Sądząc po reakcji Tuska, który bez mrugnięcia okiem uznał późniejsze dementi Sikorskiego za „zakończenie sprawy” („Nic się nie stało, Jankesi, nic się nie stało!”) – coś musi być na rzeczy, to znaczy donos – nawet tak szybko rewokowany - musiał swoje zrobić. Na razie podesr... skończyło się wesołym oberkiem: Donek i Radek dalej jedzą sobie z dzióbków.

 Co tu dużo mówić: nie mamy szczęścia to ministrów spraw zagranicznych. Jak nie .TW „Kosk”, to TW „Carex”, jak nie „drogi Bronisław” (co to odmówił poddania się lustracji ze względu na duże poczucie godności osobistej i którego teczka sporządzona przez PRL-owską bezpiekę spoczęła w tzw. zbiorze zastrzeżonym Instytutu Pamięci Narodowej) to frywolny Radek, o „rozbuchanym ego”, jak usprawiedliwiają go pośpiesznie towarzysze z jedynie słusznej platformy. Stanowczo nie kładłbym więc jeszcze lachy na karierze naszego Talleyranda z Chobielina: „Ja jeszcze z wiosną się roztańczę, ja jeszcze z wiosną się rozkręcę”... Zresztą: co tam Cimoszewicz, Sikorski, czy Schetyna – Bruksela każe, Warszawa musi, jak to pod Traktatem Lizbońskim; najważniejsza jest stała obecność  „zaciągu geremkowskiego” w MSZ, trzon personalny głęboko ukorzeniony w tym resorcie.

Radosław Sikorski to postać znacznie mniej tajemnicza, niż Geremek., ale też mało transparentna. Niby magister, a tylko licencjat Oxfordu: kłamczuszek jak i „magister” Kwaśniewski? W Afganistanie był niby korespondentem wojennym, ale który to korespondent wojenny nosi przy sobie „kałasznikowa”? Kapuściński też był tylko „korespondentem wojennym”...Słyszałem plotki, że uczestniczył w przesłuchaniach jeńców sowieckich wziętych do niewoli przez mudżahedinów, co by wskazywało, że przynajmniej niektóre techniki śledcze nie są mu obce... Być może tam przyswoił sobie terminy w rodzaju „dorżnąć watahę”, ale dlaczego używał ich potem w Polsce wobec  polityków „Prawa i Sprawiedliwości”? No i dlaczego w podsłuchanej przez  „kelnerów” rozmowie oceniał współpracę polsko-amerykańską jako „szkodliwą dla Polski”, podczas gdy oficjalnie, jako minister, nigdy nie informował polskiej opinii publicznej o tej szkodliwości? Szczególną tajemnicą („tajemniczką”) naszego Talleyranda („talleyrandzika”) pozostaje jednak to, w jaki sposób znalazł się w jego ministerstwie Tomasz Turowski, niebywale cenny i wyjątkowo głęboko zakonspirowany bezpieczniacki agent ulokowany „za komuny” w Watykanie jako zakonnik, a którego Sikorski uczynił w III RP specjalnym pełnomocnikiem w polskiej ambasadzie w Moskwie odpowiedzialnym za...wizytę prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku. Kadry decydują o wszystkim – mawiał tow.Stalin. Kto jest kadrowcem w MSZ?...

 W amerykańskiej narracji Sikorskiego szczególnie zainteresował mnie ten passus: „Tusk nic  nie odpowiedział na propozycję Putina gdyż obawiał się podsłuchu”. Mówiąc kolokwialnie – Tusk po prostu „zapomniał języka w gębie”. Zarówno to, jak i późniejsze milczenie Tuska mogły wzbudzić u złowrogiego Putina domysł, że na dyskrecję Tuska może w przyszłości liczyć, nie tylko w tej sprawie... Podczas wizyty Tuska w Katyniu, trzy dni przed katastroficznym zamachem – odbył spacer sam na sam z Putinem alejkami katyńskiego lasku, co pokazała telewizja; tam już nie było podsłuchu (chyba że Putin „okablował się”, jak amerykańscy agenci FBI...)  - i obydwaj dżentelmeni mogli sobie pozwolić na rozwinięcie wzajemnego zaufania na gruncie sprawdzonej wcześniej dyskrecji.

Teraz wszystko to – to już historia (aczkolwiek historia, która nie chce przeminąć): premier Tusk - wbrew swym wcześniejszym solennym zapewnieniom - skorzystał z okazji i przy wsparciu Angeli Merkel dostał znacznie lepiej płatną posadę: rekompensatę za wcześniejsza rezygnację z kandydowania na prezydenta III RP? „Uciekł od odpowiedzialności” – komentują wyjątkowo zgodnie krajowi dziennikarze i, w rzeczy samej, miał od czego uciekać. W końcówce premierostwa Tuska posypały się afery o od dawna nie spotykanym ciężarze gatunkowym.  Ledwo wybuchła nie wyjaśniona do dzisiaj afera podsłuchowa, ujawniono aferę spółki „Unizeto”,  której bez posiadanego certyfikatu bezpieczeństwa powierzono informatyzację najważniejszych instytucji państwowych, wreszcie wskutek „niedopatrzenia”  wejdzie w  życie z kilkumiesięcznym opóźnieniem ustawa nakładająca podatki na firmy rejestrowane w „rajach podatkowych”. Więc nie tylko ucieczka od odpowiedzialności: nie brak opinii, że była ku temu o tyle pora, że dalsze  premierowanie Tuska pogrążałoby coraz bardziej PO wśród elektoratu. Z drugiej strony wiadomo jednak, że w „młodych demokracjach” ważna jest nie tyle liczebność elektoratu, co miejsce, gdzie znajdują się liczące głosy serwery. Czy pod ministrem Bonim „Unizeto” informatyzowało też Państwową Komisję Wyborczą?...

 Ale wszystko to są duperele, najważniejsze, że „kryzys światowy przetrwaliśmy celująco” – o czym przekonuje nas rządowa propaganda. Właśnie Eva Copatch, polska Małgorzata Thatcher, powróciła z Brukseli z kolejnym sukcesem w postaci „rekompensat emisyjnych”, wskutek którego – jak przewidują fachowcy – rychło podskoczą ceny energii elektrycznej w Polsce. Patrząc na ten sukces z niemieckiego punktu widzenia: w istocie! Im droższa energia w Polsce, tym „cenniejszy”  nasz kraj dla Niemiec. I nie tylko: także dla strategicznego ich partnera na Wschodzie.

 Donos Radka Sikorskiego na Tuska, duszeńkę tak Angeli, jak i dyskretnego partnera złowrogiego Putina, wpasowuje się więc dobrze w oczekiwania tych amerykańskich kół, których nie kontentuje  powściągliwość Waszyngtonu wobec Moskwy i Berlina.

                                                            Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »