Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

poniedziałek, 26 czerwca 2017 r.
Strona główna
Duzo trocin PDF Drukuj Email
25.11.2014.

                                        Dużo trocin

     *Poważne wady preambuły, czyli co z obywatelami bez sumienia?

  *Jaka konstytucja – tacy posłowie *Turystyka sejmowa – skutek tandety

 

 

Gdy spojrzeć na ustrój Polski przez pryzmat samej tylko Konstytucji z 1997 roku – nie wygląda dobrze. Już preambuła konstytucyjna, autorstwa Mazowieckiego, przypomina ową „kobietę z rozdziwaczoną płcią”, wedle dosadnego słownictwa Piłsudskiego. Preambuła ta dzieli Polaków („my, Naród Polski”) na „wierzących w Boga” (dla których „jest źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna”) oraz „nie podzielających tej wiary” ( „a te uniwersalne wartości wywodzących z innych źródeł”). W konsekwencji w dalszej części preambuły znajdujemy kolejne rozróżnienie: na obywateli, którzy mają „poczucie odpowiedzialności przed Bogiem” oraz takich, co to mają to poczucie tylko „przed własnym sumieniem”.

 Trudno nie zauważyć, że preambuła pomija kategorię obywateli pozbawionych zupełnie sumienia, a przynajmniej nic o nich nie wspomina, pozostawiając dylemat: czy należą oni do „niewierzących, wywodzących uniwersalne wartości prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna z innych źródeł niż Bóg” – czy też w ogóle obywateli bez sumienia wyklucza z Narodu Polskiego?

 Tymczasem któż z nas nie spotkał w życiu przynajmniej jednego „człowieka bez sumienia”!... Któż nie spotkał osób, dla których prawda, sprawiedliwość, dobro i piękno” nie  warte są splunięcia?...Ba! Są przecież i tacy, dla których w ogóle nie ma żadnej prawdy obiektywnej - więc i samo stwierdzenie „nie ma prawdy obiektywnej” też nie uważają za prawdziwe... – zatem żyją w przestrzeni prywatnej i publicznej zupełnie wyzutej z samego pojęcia prawdy! Jeśli w takiej przestrzeni prywatno-publicznej żyją – jakże mogą cokolwiek „kumać” z pozostałych pojęć wymienianych w preambule?...

 Jest wielkim błędem preambuły autorstwa „Grubej Kreski”, że w ogóle nie dostrzega tej – licznej przecież – kategorii obywateli, co sprawia wrażenie, jakby autor wykluczał ich z Narodu Polskiego, albo – cichaczem – chciał ich przemycić do tej drugiej kategorii: obywateli, co to za najwyższą miarę mają „własne sumienie”. Owszem, to by się jeszcze dało zrobić z takimi obywatelami, co to „raz mają, raz nie mają sumienia” (sumienie hybrydowe). Są i tacy. Ale co z tymi obywatelami, którzy nie mają sumienia  w ogóle?...

 Gdyby przyjąć, że preambuła wyklucza takich obywateli z Narodu Polskiego – pokrywałoby się to z dość powszechnym odczuciem, że Polskę zamieszkuje dziś zarówno ukształtowany historycznie Naród Polski, jak nijak nie cywilizowana, barbarzyńska, dzika wspólnota rozbójnicza, całkowita intelektualna hołota, której obce jest nawet pojęcie prawdy. Jak jednak można było pominąć w preambule konstytucyjnej fakt istnienia takiej odrażającej, niebezpiecznej społeczności i nie ustosunkować się do niej poprzez jasne wykluczenie jej z Narodu Polskiego, choćby tylko deklaratywne?

 A jeśli przyjąć, że preambuła Mazowieckiego nie wyklucza wspólnoty rozbójniczej z Narodu Polskiego – na co wskazuje brak wyraźnego wyodrębnienia trzeciej kategorii obywateli, którzy „raz mają, raz nie mają”, albo „w ogóle nie mają sumienia” – rodzi się pytanie: pod którą kategorię preambuła ich podciąga? Pod pierwszą – zdecydowanie nie, przecież znaliby przynajmniej pojęcie „prawdy”... Więc raczej pod tę drugą kategorię obywateli, tych, dla których „własne sumienie” jest miarą najwyższą i ostateczną.

 Jakby nie patrzeć – jest to jakaś uprzywilejowana nobilitacja obywateli o sumieniu hybrydowym i obywateli bez sumienia w ogóle...

 Po preambule następuje Konstytucja.

 Już w artykule 2 Konstytucji z 1997 roku (autorstwo: postkomuniści plus Unia Wolności) znajdujemy dziwaczny zapis: „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”.

 Odróżnienie zwykłej sprawiedliwości od „sprawiedliwości społecznej” jest kolejnym przypomnieniem o tej kobiecie „z rozdziwaczoną płcią”. Cóż to jest – sprawiedliwość społeczna? I dlaczego w takim razie w preambule konstytucyjnej jej autor mówi o „uniwersalnej wartości” jaką jest „sprawiedliwość”, a nie „sprawiedliwość społeczna”? Dla zmyłki i kokieterii?...Jak w praktyce orzecznictwa godzić sprawiedliwość ze sprawiedliwością społeczną, nie popadając zarazem w konstytucyjne upolitycznienie sądownictwa?

 Darujmy sobie ustawowe rozwinięcia obecnej Konstytucji, jakimi są na przykład obecna ordynacja wyborcza ( obywatelskie komitety wyborcze nie mają szans w wyborach parlamentarnych wskutek blokujących zapisów, gwałcących chociażby art.4 Konstytucji – „Naród sprawuje władzę poprzez swych przedstawicieli lub bezpośrednio” – bo jak mam wybierać „swych” przedstawicieli, jeśli nie mogę utworzyć obywatelskiego komitetu wyborczego we własnym okręgu, gdyż musiałbym go zarejestrować aż w 21 okręgach wyborczych?) czy finansowanie partii z budżetu państwa będące grabieżą pieniędzy obywateli bezpartyjnych.

 Wszystko to na gruncie Konstytucji, a zarazem w sprzeczności z nią, całkiem jak „jestem za, a nawet przeciw”. Takich wad jest więcej, że wspomnimy  ów art.90, kwestionujący suwerenność państwa, czy raczej wpisujący niesuwerenność państwa w Konstytucję – przy czym art.126 &2 stanowi, że „Prezydent (...) stoi na straży suwerenności państwa”!

 To jakaś gra pozorów: prezydent stoi na straży suwerenności, której już nie ma? A wcześniej, przed akcesem do UE? Wychodzi na to, że na gruncie obecnej Konstytucji  prezydent nie był w stanie obronić suwerenności zapisanej w art.126 &2, bo suwerenność zapisana w tym artykule była inną suwerennością niż ta, zapisana w art.90...  Dodajmy wreszcie, że na gruncie obecnej Konstytucji wyodrębnia się „mniejszości narodowe” – ale bez konstytucyjnych zapisów umożliwiających weryfikację takich mniejszości, a nawet przy istnieniu konstytucyjnych zapisów uniemożliwiających taką weryfikację...

 Albo art.134 &2 – „ W czasie pokoju prezydent (...) sprawuje zwierzchnictwo nad Siłami Zbrojnymi za pośrednictwem Ministra Obrony Narodowej”. Zwrot „za pośrednictwem” świadczy wymownie o niebywałej tandecie tej Konstytucji.

 W takich zatem smutnych okolicznościach konstytucyjnych – jakże tu wydziwiać nad sejmową turystyką, uprawianą tak chętnie, tak bezcelowo i tak przyjemnie za pieniądze podatnika? Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą, a gdzie lecą wióry – tam i są trociny; dużo trocin. Poseł Tadeusz Iwiński, co to najeździł się po świecie za całe pół miliona złotych, to przecież wierzchołek góry lodowej, a trzej pisowcy lokują się raczej w warstwach niższych.

 Jakby tu powiedzieć?... Jaka Konstytucja – tacy posłowie.

 

                                                                     Marian Miszalski

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »