Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

niedziela, 17 grudnia 2017 r.
Strona główna
Czym wola zwycięstwa bez tęgiego kija? PDF Drukuj Email
06.12.2014.

                          Czym wola zwycięstwa bez tęgiego kija? 

 *System instytucjonalnej korupcji * Co warta darowana wolność?

 * Ufać Dantemu czy Komorowskiemu? *Bonaparte i Kneset zachęcają nas!

    

 Koalicja PO/PSL przypomina żywo Instytucjonalną Partię Rewolucyjną  (zwracam uwagę na absurdalną zbitkę pojęciową) w Meksyku, która w warunkach zinstytucjonalizowanej korupcji rządziła tam ponad 30 lat. Ale Meksyk to kraj zasobny tak w surowce, jak w potencjał ludzki: wiele wytrzyma. W każdym razie nie słychać, żeby do meksykańskiego górnictwa  musiał dopłacać podatnik. Co innego w spodstolnej III RP, członku UE: w najbliższych dwóch latach podatnik  dopłaci do górnictwa kilka miliardów złotych.

 Coraz częściej zastanawiam się, czy pod rządami typków z PO i PSL da się w ogóle mówić poważnie o jakiejś „polityce” – chyba, żeby zawęzić rozumienie „polityki” do legalizacji złodziejstwa. Owszem, to jeden z jej aspektów, ale gdy staje się jej leitmotivem – jedynym poważnym problemem jest wtedy: jak obalić tę spróchniałą latrynę, z której rządzony jest kraj? Ba! Nie wystarczy chcieć, chociaż chcieć trzeba przede wszystkim. Potrzebny jest jeszcze pomyślny zbieg okoliczności, polityczna koniunktura.

 Ostatnia pomyślna koniunktura dla Polski miała miejsce u schyłku lat 80-ych, gdy prezydent Reagan przymusił Sowiety do ewakuacji z Europy środkowej. Naród polski z jego przetrzebionymi elitami nie był wówczas zdolny wziąć sprawy w swoje ręce: nie dysponował żadną siłą poza kadłubową już wówczas tylko „Solidarnością”, nadto spenetrowaną wcześniej przez jakże wielu rozmaitych „Bolków”. Nawet tej skromnej przestrzeni wolności z roku 1989 nie wzięliśmy więc sobie sami (co nam obca przemoc wzięła nie odebraliśmy szablą...), ale darowano ją nam. Owszem, darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby, ale w polityce inaczej to wygląda: kto dał – może i zabrać. Najlepiej brać samemu. Darowana wolność nie jest wolnością. W 1989 roku niczego sami wziąć nie mogliśmy, a to z tej prostej przyczyny, że „Solidarność” nie wytworzyła żadnej siły zbrojnej, nawet para-militarnej (próbowała „Solidarność Walcząca”) zdolnej skonfrontować się z samozwańczymi reprezentantami „darczyńców” wolności. Toteż spodstolna żydokomuna (raczej wspólnota rozbójnicza niż naród polski) zagospodarowała tę chwilową koniunkturę po swojemu: dzisiejsze rządy PO/PSL to zwykła kontynuacja tego spodstolnego „gosudarstwiennowo chazjajstwa”, tym razem w demo-dekoracjach. Swoista „demo-deko-art.”

 Jak pokazują ostatnie fałszerstwa wyborcze – stworzony po roku 1989 ustrój Polski jest odporny na wszelkie próby jego zmiany w drodze demokratycznej, co powinno być pierwszym i zasadniczym wnioskiem politycznym w rozważaniach o możliwej (być może) jeszcze w przyszłości kolejnej pomyślnej dla Polski koniunkturze politycznej. Co więcej - główne siły Trzeciej Spodstolnej największą wagę przywiązują właśnie do umocniania niereformowalności ustroju. Stąd i wydłużanie wieku emerytalnego, i dopłaty podatnika do górnictwa, i żałość publicznego lecznictwa, i budżet państwa uchwalany „z deficytem”, no i narastający dług publiczny, przygniatający pokolenia jeszcze nie narodzone...

 Z zachowaniem proporcji - coraz bardziej tracą sens dyskusje i debaty nad ulepszeniem Trzeciej Spodstolnej, podobnie jak nie miały większego sensu debaty nad „naprawianiem socjalizmu”: naprawiany od góry był coraz gorszy, polepszał się dopiero wtedy, gdy naród od dołu zaczynał palić partyjne komitety. Gdy fałszerstwa wyborcze wpisują się w „demokratyczny ustrój” – lasciate omna speranza, jak głosi napis przy wejściu do piekła, jeśli wierzyć poecie Dantemu. A komu lepiej wierzyć: Dantemu – czy prezydentowi Komorowskiemu, który powszechne niezadowolenie z „wyborów samorządowych” nazwał „odmętem szaleństwa”?...Nawet jak na metaforę poetycką – kiepska to stylistyka, na miarę tej ortografii, tego „bulu” przez „u” zwykłe. Ani polityk, ani poeta? Jeszcze jeden „mąż swojej żony”?

 Rzecz jasna, przemawia przeze mnie jesienna melancholia. „Tristis est anima mea usque – jak mówią – ad mortem: oto się jesień zaczęła i nie ma komu dać w mordę”. No, powiedzmy: dać w mordę byłoby komu (przynajmniej JKM przetarł ścieżkę, a pozwu do pana Boniego nie ma...), ale chociażbyśmy wytrzaskali po pyskach wszystkich sędziów z Państwowej Komisji Wyborczej – wybory nie zostaną powtórzone: Trzeciej Spodstolnej demokratycznie zreformować się nie da. Nie znaczy to, że rezygnować należy z takich prób; nie, kompromitować ten spodstolny gniot trzeba nieustannie, byle tylko z tą zasadniczą refleksją w tyle głowy, że bez wystrugania kija i kompromitacja postępować będzie dalej, i dalej trwać będzie spodstolny ustrój, każdy sobie, jak nierozłączna para przyjaciół.. Tak właśnie było za komuny, a przecież Trzecia Spodstolna jest bardziej kontynuacją, niż przezwyciężeniem PRL-u. „Czyja jest Polska?” – pytał z goryczą premier Olszewski ponad dwadzieścia lat temu.

 „Minął sierpień, minął wrzesień, znów październik i ta jesień rozpostarła melancholii smutny woal”... – śpiewał ładnie Wiesław Michnikowski w „Kabarecie Starszych Panów”. Minął sierpień, minął wrzesień, październik i listopad – a obiecywanego solennie przez Tuska wyjaśnienia afery podsłuchowej nie ma. Ale Tusk jest, i to w Brukseli, na dobrze płatnej synekurze „eurowoźnego” pomiędzy Merkel, Cameronem a Hollandem, zaś premierem Polski jest pani Kopacz, która nawet nie odniosła się do raportu NIK, wedle którego „premier nie kontroluje służb tajnych”. Gdzieżby nawet śmiała się odnieść: minister spraw wewnętrznych w jej rządzie wręcz ogłosiła swe głębokie „desinteressement” nadzorem nad wszelkimi służbami! Jakże więc tu dziwić się, że Państwowa Komisja Wyborcza – po szkoleniach w Rosji - kupuje system informatyczny do wyborów samorządowych („jeden z ważniejszych elementów demokracji”, hi,hi,hi!) od jakiejś podejrzanej spółeczki, wyjątkową tandetę, i opiera na nim wybór tych, co to „zagospodarowywać” będą ostatni już Euro-Szmal, jaki spłynie do Polski. Ostatnia okazja!

 Narodowcy dobrze kombinują: bez kija nie da się reformować Niereformowalnego. Im tęższy kij – tym pewniejsza reforma. O ile tajne służby nie spenetrują ich ruchu na kształt penetracji, jakiej poddano „drugą Solidarność” (Komitet Obywatelski przy Lechu Wałęsie...) – narodowcy chyba najlepiej przygotują się do kolejnej okazji, gdy koniunktura polityczna dla Polski stanie się (?) pomyślniejsza. Bo darowana wolność bywa najczęściej g...warta.

 Tymczasem izraelski Kneset przyjął projekt ustawy, wedle której Izrael ma być „narodowym państwem narodu żydowskiego” z ta konsekwencją, że Żydzi będą w takim państwie obywatelami prawnie uprzywilejowanym, a judaizm – fundamentem prawa Izraela. Więc nie tylko państwo wyznaniowe, ale i z uprzywilejowanym pochodzeniem niektórych obywateli. Już teraz mniej więcej tak jest, ale jeszcze bez takiej konstytucyjnej ostentacji. Daje nam przykład Kneset?

 Zważywszy, że już wcześniej „dał nam przykład Bonaparte” – obydwa te przykłady pracują na rzecz polskiego ruchu narodowego i dlatego prace służb tajnych z pewnością koncentrować się będą właśnie na Ruchu Narodowym. Miejmy nadzieje („miejcie nadzieje, nie tę lichą marną, co rdzeń spróchniały w  wątły kwiat ubiera”...), że Ruch Narodowy nie da się przerobić – gdy nadejdzie nowa chwila dziejowej koniunktury -  w „drugą Solidarność” czy w Komitet Obywatelski przy Stefanie Niesiołowskim, Palikocie albo Jurku Owsiaku. Jako  że mamy lepszych poetów, niż polityków, dajmy raz jeszcze głos (wyborczy) Asnykowi, który - gdyby żył - zapewne głosowałby  w wyborach samorządowych i oddał, dziwnym trafem, „głos nieważny”: „Przestańcie ciągłym lamentem się poić, mężom przystoi w milczeniu się zbroić”.

                                                              Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »