Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

poniedziałek, 26 czerwca 2017 r.
Strona główna
Postępy tu i tam PDF Drukuj Email
02.01.2015.

                                   Postępy tu i tam

*Wszyscy widzieli, nikt nie słyszał  *Ujawnić „Aneks” i zbiór zastrzeżony IPN!                                         

*Plan Junckera, czyli jak wylewarować podatnika *Zamiast Ukrainy – Kuba?                                

          

I jak tu nie cieszyć się z postępów dekoracyjnej praworządności w spodstolnej kontynuatorce PRL, jaką jest  au fond III RP! Właśnie sam pan prezydent Komorowski został przesłuchany w charakterze świadka – i to nie przez jakąś tam „Stokrotkę” z TVN, ale przez prawdziwy sąd, który osobiście pofatygował się do pana prezydenta. Czy do Bieruta fatygowałby się jakiś sąd? Czyż Bierut z Fleichsfarbem czy Goldbergiem nie przesłuchałby prędzej wszystkich sędziów razem wziętych, i to z wykorzystaniem „wzmocnionych technik śledczych”, i nie w jakichś zas....Kiejkutach, ale na samej Rakowieckiej?...

 Wiec postęp oczywisty: cała Polska widziała!...

 Jest jednak problem: widziała, ale nie słyszała.

 Jakoś główne stacje telewizyjne objawiły kompletne desintressement zeznaniami pana prezydenta i tylko TV Republika poświęciła zeznaniom Komorowskiego niezbędną uwagę, ale jej akurat nie pozwolono nagrywać przesłuchania. Nie kijem, to pałą, czyli „każdy kraj ma swoje gestapo”, jak zauważył poeta.

 Podobno Komorowski ponad 50 razy zasłaniał się „niepamięcią”, co – zważywszy na ciężar gatunkowy sprawy – musi rodzić obawy o stan zdrowia głowy państwa; no i ta sprzeczność składanych przez niego wcześniej zeznań...

 Co tu dużo mówić: nie jest dobrze. Nie dość, że cała Polska widziała ale nie słyszała, to jeszcze  cała Polska czuje do dzisiaj smród, wydobywający się z tamtej „afery marszałkowej”. Ten smród rozwiałby się jak mgła poranna, gdyby pan prezydent zechciał wreszcie opublikować „Aneks do Raportu o likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych”, ale pan prezydent opublikować go nie chce. Zdaje się nam mówić: A co tam, niech tak sobie dalej w tej Polsce śmierdzi!

 Niestety, także opozycja sejmowa nie wydaje się być w opozycji wobec tak niebywałej tolerancji dla smrodu pana prezydenta, co budzi uzasadnione wątpliwości względem autentyczności tejże opozycji. Co innego okładać się kopniakami względem poselskiej „kilometrówki”: tu trzeba się wykazywać i „pięknie się różnić”, choćby tylko skalą dziadostwa.

 Tymczasem wyobraźmy sobie, że zamiast migawek z przesłuchania pana prezydenta cala Polska przeczytałaby „Aneks do Raportu o likwidacji WSI” – na który Komorowski rzucił się jak sęp jeszcze nim ostygło ciało ś.p. Lecha Kaczyńskiego – a zaraz potem, dla utrwalenia silnego wrażenia, przeczytałaby sobie zawartość zbioru zastrzeżonego” Instytutu Pamięci Narodowej! Czyż atmosfera w Trzeciej Spodstolnej nie oczyściłaby się natychmiast? Czyż nie obudzilibyśmy się z dnia na dzień w czystym, zdrowym powietrzu? I jakiego rozwojowego kopa dostałaby od razu nasza młoda demokracja!

 Niestety!...Niemal nazajutrz po zgrabnie „przykrytym” medialnie przesłuchaniu głowy państwa pojawił się w wiadomościach wynik „najnowszego sondażu”, wedle którego Komorowski cieszy się zaufaniem aż 80 procent Polaków. To  też pewien postęp:  przywódcy PRL mieli wyniki prawie 100-procentowe. Jednak nie da się ukryć: zamiast rozwojowego kopa – nasza młoda demokracja dostaje pigułę nasenną. Niby słusznie: kto śpi – nie grzeszy. „Życie jest snem” – twierdził nawet  Calderon de la Barca, proroczo umieszczając akcję swego dramatu w „umownej Polsce”. Umowna Polska! Czyż to nie jest Trzecia Spodstolna?

 Treścią tego dramatu są ludzkie złudzenia i iluzje.

 Tymczasem szczytowała ostatnio Bruksela i zatwierdziła „plan Junckera”.  Temu politykowi  wypomniano w swoim czasie, że krył i wspomagał spekulantów finansowych w Luksemburgu, tej małej pralni wielkich pieniędzy. Juźci takich przysług politycy nie wyświadczają spekulantom za darmo... Marcin Schulz, bibliotekarz z wykształcenia i bez matury, robiący teraz za głównego „euro-mędrka” wypowiedział się autorytatywnie i z zachwytem o „planie Junckera, że „osiągnięty zostanie efekt kuli śnieżnej”, czyli z 21 miliardów euro wyjdzie na koniec ponad 300 miliardów „na inwestycje”. Czy wyjdzie, czy nie – czas pokaże, pokaże również,  kto tak naprawdę skonsumuje szmal założycielski „funduszu Junckera”; a ten szmal, co jedynie pewnego w tym planie, wydrenowany ma być ekstra z kieszeni euro-podatników i „nie obciążać deficytu krajów członkowskich”!

 Powiedzmy wprost: plan Junckera polega na tzw. lewarowaniu, czyli na zastosowaniu dźwigni finansowej. Jest to spekulacyjna technika finansowa pozyskiwania kapitału, bardzo ryzykowna. Plan Junckera zakłada 15-krotne powiększenie kapitału inwestycyjnego – ale równie wielkie jest ryzyko poniesienia 15-krotnych strat! Kto by za nie zapłacił? Przecież nie Juncker, Schulz i pozostała banda biurokratów brukselkich: zapłaciłby europodatnik. Wiele wskazuje, ze istotą planu Junckera jest tylko chwilowe wsparcie zblatowanych spekulantów („inwestorów zaproszonych do udziału w planie”) owym wstępnym „kapitałem założycielskim”, pochodzącym z kieszeni europodatników.

 Nie wiadomo jeszcze, ile konkretnie zapłaci polski podatnik, bo nie wiadomo, w jakim stopniu w „szmalu założycielskim” tego szwindlu partycypować będzie Polska. Ale nawet jeśli będzie to kwota poniżej miliarda euro – widać, jak cienko przędzie już UE, gdy idzie na taki rabunek podatkowy.

 Zatem i w UE niby postęp, ale w zasadzie stary socjalistyczny zaduch.

 Pewien postęp – ale i on zalatujący starym smrodem  – nastąpił też w amerykańskiej polityce zagranicznej: prezydent Barak Obama przeprosił się właśnie z kubańskimi komunistami. Czy aż tak goni w piętkę, że potrzebny mu nawet taki „sukces”? Prezydent J.F.Kennedy też miał swój kubański „sukces”: niby twardo postawił się Sowietom, organizując blokadę Kuby gdy rozmieścili tam pociski balistyczne, czym zyskał na popularności przed zbliżającą się drugą kadencją, ale po cichu, za plecami CIA, zapłacił Chruszczowi wycofując amerykańskie pociski balistyczne z Turcji... Niektórzy powiadają, że tego mu CIA nie wybaczyła i dlatego drugiej kadencji nie dożył. Któż to może wiedzieć? Prawda o śmierci J.F.K. została utajniona na kolejne dekady, co przypomina nam nasz „Aneks” i „zbiór zastrzeżony” IPN.

 Ale Barak Obama nie ma przed sobą już drugiej kadencji: czemu więc służy ów reset? Nie wyszło z Ukrainą, jak planowano – za to powiedzie się na Kubie? Zamiast Ukrainy – Kuba? Hm, jak się nie ma, co się lubi...Będzie transformacja ustrojowa? Kto będzie kubańskim  Balcerowiczem?...Będę kibicował tej Kubie bo pamiętam ją jako sielankę z piosenki Gniatkowskiego: „Oceanu gładka toń, ptaków śpiew i kwiatów woń, to ojczyzna jest ma, Kubaaa!”. Nie była to żadna tam demokratyczna  Kuba, ale Kuba dyktatora Batisty.

                                                                      Marian Miszalski

 

  

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »