Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
piątek, 20 października 2017 r.
Strona główna
Plan dobry ale do d...! PDF Drukuj Email
31.01.2015.

                            Plan dobry ale do d...!

 *Szankier miękki czy twardy? * Restrukturyzacja przez przewleczenie...  

 *Hołota w Sejmie, czyli Kuroń a Wipler *Jedni lawirują, inni lewarują

                          

 Nasz Hegel z Biłgoraja, Palikot, skończył się politycznie: przypomina obecnie wyżętą ścierkę do podłogi. Zawiódł nawet oczekiwania pederastów i lesbijek! Toteż teraz kieruje swą uwagę na klientelę wróżek i chiromantów, jako nowy potencjalny elektorat. Kto wie, czy przy ich pomocy nie osiągnie więcej, niż przy pomocy sodomitów i gomorytów:  państwowa oświata produkuje wielu młodych wykształconych z dużych miast, którzy tak naprawdę wierzą w magię. Z drugiej jednak strony – jeśli z dewiantami seksualnymi nic nie osiągnął – ile osiągnie z  nową klientelą dewiantów umysłowych? W każdym razie najnowsze wyznanie biłgorajskiego filozofa, iż korzysta z porad indyjskiego guru, niejakiego Shankara (szankier często atakuje mózg!) brzmi nad wyraz obiecująco. Czy to „shankar” miękki, czy twardy?...

 Tymczasem „rząd porozumiał się z górnikami”. Zawarte porozumienie oznacza kolejne przewleczenie: na nadal państwowym górnictwie węglowym tuczyć się będą nadal bezpieczniackie koterie, które oblazły zarządy spółek węglowych i nieusuwalni ze swych posad działacze związkowi; owszem, górnikom zagwarantowano nadal „miejsca pracy”, ale że całe górnictwo jedzie na deficycie, więc wszystko to finansować będzie nadal podatnik... To nie tyle porozumienie, co podstępna zmowa przeciw podatnikowi. W demokratycznym fasadowo państwie absurdalnego prawa, członku socjalistycznej Unii Europejskiej, w hybrydowej Spodstolnej Rzeczpospolitej – można go doić bez ograniczeń!

 Udój podatnika jest fundamentem ekonomicznym Unii Europejskiej. Po to właśnie zbudowano tę monstrualną, iście bizantyjska fasadę, dekorację demokratyczną (parlament europejski, komisja europejska, rada eurpejska itp.,itd.,etc), żeby zasłonić ten ordynarny udój podatkowy, z którego korzysta przede wszystkim biurokracja państwowa i samorządowa, banki i przyssany do nich jak polip zblatowany kompradorski kapitał. Ci doją, ci strzygą – reszta płaci.

 Przy okazji parlamentarnej pyskówki dotyczącej górnictwa lewica i łże- liberałowie PO wykrzykiwali pod adresem posła Willera: „Pijak!Pijak!”... - w rewanżu za to, że nazwał premierzycę Kopacz – „lawirantką”. Lawirant - to nie jest obelga, to określenie kogoś, kto lawiruje. Może Wipler się myli, bo Kopacz nie lawiruje, tylko prostą drogą zmierza do celu (likwidacji całego polskiego górnictwa), ale  słowo „lawirantka” obelgą nie jest. „Pijak” – już prędzej: wszak politycznie poprawni wolą mówić o swoich pijakach, że cierpią na „chorobę alkoholową”, a nie, że są pijakami czy moczymordami. Toteż kiedy posłem Unii Wolności, a jednocześnie ministrem pracy był Jacek Kuroń – jakoś nie wołano pod jego adresem ani w Sejmie ani na Radzie Ministrów: „Pijak! , „Moczygęba!” - chociaż był notorycznym pijakiem. Francuski dziennikarz Guy Sorman tak opisał spotkanie z Kuroniem w swej książce „Wyjść z socjalizmu”, wydanej zarówno we Francji, jak w Polsce: „W jaki sposób Kuroń przezwycięża sprzeczności? Pijąc. Wódka jest obecna już od rana w biurze ministra; on nie tyle pije, co wręcz pogrąża się w szklance. Kuroń jest fioletowy, krzykliwy, dziwny, przekrzykuje nie słucha pytań. Czy runie na podłogę na moich oczach? W jakim innym kraju taki Kuroń byłby ministrem?(...)”.

 Wipler nie jest pijakiem, Kuroń był notorycznym pijanicą. Hołotę (także parlamentarną) od porządnych ludzi odróżnia to, że hołota swoich usprawiedliwi ze wszystkiego, nie-swoim przypisze najgorsze cechy. Taką właśnie hołotę właśnie słyszeliśmy ostatnio w Sejmie, krzyczącą ”Pijak! Pijak!”

 Gdy zatem premierzyca Kopacz lawiruje – szef komisji europejskiej Juncker lewaruje: nie jest lawirantem, a lewarantem. Zamierza cudownie rozmnożyć 23 miliardy euro wyłuskane z kieszeni podatników (w tym ok.3 miliardy z kieszeni polskiego podatnika) aby wylewarować 315 miliardów euro, czyli 15 razy więcej. Plan Junckera jest prosty jak drut: gdy już okradnie się podatnika europejskiego na założycielskie 23 miliardy euro – namówi się rozmaitych inwestorów do udziału w tym przedsięwzięciu, tak, by podnieśli swymi udziałami ów kapitał założycielski do kwoty 65 miliardów ero, wiec by sami wyłożyli ok.42 miliardów euro. No dobrze, ale do 315 miliardów brakuje jeszcze 240... - skąd je wziąć? Ano, przy kapitale 65 miliardów euro można już myśleć o pożyczkach i kredycie, by dobić do założonych 315 miliardów „na inwestycje”. Idźmy dalej: załóżmy, że zblatowane banki udzielą takich kredytów. Mamy teraz dwie możliwości: albo inwestycja tych 315 miliardów euro okaże się rentowna (rentowność 5 procentowa byłaby już sporą rentownością i dawałaby 15 miliardów euro) – albo okazałaby się per saldo chybiona, i przyniosłaby straty. Gdyby przyniosła nawet 5 procentowe straty – więc 15 miliardów „w plecy” – to przecież straty te pokryłby „kapitał założycielski”, te 23 miliardy euro, wyciągnięte z kieszeni europdatnika! Sami „inwestorzy-lewaranci” nie ponoszą tu zatem żadnego, najmniejszego nawet ryzyka: całe ryzyko ponosi ograbiony wstępnie na 23 miliadry euro podatnik, całkiem jak w przypadku kredytów we frankach szwajcarskich, gdy banki – za cichą akceptacją rządu - przymuszają kredytobiorców do podpisywania „umów ubezpieczających” od zmienności kursu... Przypomnijmy, że nasz minister finansów –nomem omen pan Szczurek – już wstępnie godzi się, by polski podatnik wyłożył na plan Junckera od 2,5 nawet  do 3,5 miliarda euro...

 Pozostaje jeszcze pytanie: kto decydowałby o tym, w co zainwestować zebrane poprzez „lewarowanie” 315 miliardow euro? Czy ci ograbieni wstępnie na „23 miliardy założycielskie”  europodatnicy? Oczywiście nie, nawet nikt ich o to nie pyta!... Czy zatem ci „przedsiębiorcy”, zblatowani z unijnymi dygnitarzami, którzy dołożyliby te 42 miliardy? Chyba też nie, bo przecież banki dołożyły jeszcze więcej – 240 miliardów szmalu, wprawdzie tylko wirtualnego, ale jednak. A cóż im szkodzi, jeśli ewentualna plajta całego „planu Junckera” ma pokrycie w twardej walucie, ściągniętej z eurpodatnika już na wstępie całego tego „planu”?...

 Jakby nie patrzeć – wygląda na to, że decyzje o zainwestowaniu owych 315 miliardów podjęliby biurokraci UE zblatowani z wybranymi bankami (Europejskim Bankiem Centralnym? Funduszem Walutowym?...). Ci pierwsi nie ponoszą żadnych konsekwencji  swych decyzji, ci drudzy – ryzykują tylko pieniądzem wirtualnym, a nadto mają gwarancję pokrycia strat realnym pieniądzem wydobytym na wstępie z kieszeni europodatników w postaci 23 miliardow euro kapitału założycielskiego, na którym ufundowana jest ta cała piramida finansowa pana Junckera.

 Nasuwa się równie prosty, jak ów plan Junckera, wniosek: do d...z planem Junckera!

                                                              Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »