Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

niedziela, 17 grudnia 2017 r.
Strona główna
Chwilka wspomnień PDF Drukuj Email
22.02.2015.

 

                            

                                    Chwilka wspomnień...

 Kilka dni temu pani posłanka Iwona Śledzińska-Katarsińska z PO zaprosiła mnie na towarzyskie spotkanie z okazji 25- lecia łódzkiej wkładki „Gazety Wyborczej”, przy powstawaniu której oboje m.in. pracowaliśmy w roku 1989. Poinformowała mnie, że z tej okazji ukaże się okolicznościowy druk, gdzie zamieszczone będą wspomnienia z tamtego okresu osób współtworzących wtedy łódzka wkładkę „GW”. Nadesłałem swoje wspomnienie – ale druk nie ukazał się. Podejrzewam, że ze względu na treść mojego wspomnienia...Natomiast w łódzkiej wkładce „GW” kilka dni po spotkaniu ukazały się inne wspomnienia, które nazwałbym krótko: „lukier, puder, wazelina”.

 Pozwalam więc sobie przedstawić Czytelnikom (także „GW”) i moje wspomnienie, ot, żeby prawda nie cierpiała zanadto...

 Przesłany p. posłance mój tekst zatytułowany był „Chwilka wspomnień” i brzmiał następująco:

 

 „Człowiek całe życie uczy się, ale i tak umiera głupi – powiadają starzy ludzie. Artyści pocieszają: „Bo taka głupia to ja już nie jestem...” – śpiewała młodziutka przecież Krystyna Zachwatowicz w kabarecie.

 Pod „okrągłym stołem” bezpieczniacy Kiszczaka i tzw. lewica laicka uknuli, że trzeba dać tej żydowskiej głównie lewicy gazetę codzienną, żeby promując „swoich” osłaniała zarazem komunistów przed odpowiedzialnością karno-majątkową. „Puławy” znów zeszły się z „Natolinem”, Żydy” z „chamami”, wedle słynnej analizy prof. Witolda Jedlickiego w paryskiej „Kulturze” (nr 12/182). „GW” dostała więc od komunistów papier, maszyny drukarskie do dyspozycji, lokal i kolportaż i z powierzonego sobie zadania wywiązała się wzorowo. Ale w roku 1989 nie wiedzieliśmy jeszcze o tej zmowie i przyjmowaliśmy zapowiedź „gazety całej opozycji”, „gazety solidarnościowej” z ufnością. Znacznie później opinia publiczna dowiedziała się, że „gazeta całej opozycji” jest własnością ubogiej spółki-słupa, a wkrótce stała się intratą dzieci i wnuków „Puławian”.

 Moja współpraca przy tworzeniu łódzkiej „GW” trwała krótko: ledwo po miesiącu dowiedziałem się, że rolę cenzora moich tekstów ( czy tylko moich?) pełni Marek Edelman, nie mający ku temu żadnych kwalifikacji. Nie po to wyrwałem się spod cenzury komunistów, żeby teraz cenzurował mnie socjalista-bundowiec. Później polemizowałem nawet z Edelmanem, gdy  – zamiast prywatyzacji – zalecał tworzyć w przedsiębiorstwach „rady robotnicze”; pytałem, kto odpowie materialnie w przypadku plajty? Zamiast odpowiedzi łódzka „GW” nazwała mnie antysemitą. Drugi raz nazwała mnie antysemitą gdy przejechałem się po oszuście i grafomanie Jerzym Kosińskim i podałem jego prawdziwe nazwisko: Lewinkopf. Odtąd epitet „antysemita” spływa po mnie, jak woda po gęsi. I za to „GW” jestem wdzięczny, bo kiedyś robił na mnie pewne wrażenie.

                                                                        Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »