Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
sobota, 24 czerwca 2017 r.
Strona główna
Postępy w zacieraniu śladów PDF Drukuj Email
28.02.2015.

                       Postępy w zacieraniu śladów

     *Nikt nie chce umierać za Ukrainę * Merkel cacy, Orban – be? *

  *Strasburg Millerowi nie przepuści * Palikot: lepsza yoga niż gender

                         

Po hucpie mińskiej wszystko się wyjaśniło: nikt nie chce „umierać za Ukrainę”! Przynajmniej  płomienni demokraci z Berlina, Paryża i Brukseli; nawet amerykańskie „jastrzębie” przestały już gdakać o zbrojeniu Ukrainy.  Skumbrie w tomacie! „Znaczy się – muszę wracać go groty, czyli ze pocierp, mój Władku złoty...”. Nie trudno wyobrazić sobie, że w zaistniałych warunkach „proces reform i transformacji ustrojowej” w Ukrainie przybierze postać znacznie bardziej groteskową, niż miało to miejsce u nas „pod Balcerowiczem”. Groteskową – czy wręcz tragiczną zważywszy chociażby, że o dostęp do broni w Ukrainie dzisiaj znacznie  łatwiej, niż było w „transformowanej” Polsce? Czy  aby nie skończy się tak, że Ukrainę pacyfikować będą zachodni demokraci wraz z ruskimi szachistami w zgodnym tym razem „entente cordiale”?...

 Gdy wśród europejskich demokratów nie ma chętnych do poświęcenia się za „demokratyczną Ukrainę” –  znajdują się w Europie chętni, by poświęcać się dla Państwa Islamskiego! To ciekawe. To Państwo Islamskie powstało na gruzach reżimów Kadafiego w Libii i Husajna w Iraku, w które to ruiny obrócili te państwa „nasi sojusznicy”, Amerykanie, Francuzi i Anglicy. Teraz, gdy do Państwa Islamskiego ściągają ochotnicy z krajów Unii Europejskiej, „nasi sojusznicy” chętni są skorzystać z pomocy samego Putina. I oto „zagwozdka”: co właściwie ważniejsze jest dla „naszych sojuszników”? „Demokratyczna Ukraina” – czy nafta w Libii, Iraku plus Izrael? Koń, jaki jest, każdy widzi.

 W tych „smutnych okolicznościach przyrody” dziwi chłodne przyjęcie, jakie rządzik pani Kopacz i funkcjonariusze z mainstreamowych me(r)diów zgotowali premierowi Węgier, Wiktorowi Orbanowi. O cóż te pretensjonalne dąsy i fochy, ta demokratyczna minoderia? Orban w relacjach z Rosją robi przecież dokładnie to samo, co w relacjach z Rosją robi Berlin, Paryż i Bruksela, tyle, że on robi to dla Węgier, bez pośredników, a oni – dla Niemiec, Francji i jeszcze kilku krajów UE. Rzecz jasna – Berlinowi i Paryżowi potrzebni są krzykacze do wynajęcia, gotowi swym jazgotem osłaniać tę dyskretną sympatię Berlina i Paryża wobec Moskwy.

 Co do amerykańskich jastrzębi – jakby powoli zamieniali się w ptactwo bardziej wróblowate. Nie powiem – „w gołębie”, co to, to nie: jest jeszcze do rozwalenia Syria i Iran; ale sytuacja w Ukrainie w zasadzie już ich satysfakcjonuje. Bo chociaż cel głębszy i większy (rozerwanie osi Berlin-Moskwa) okazał się klapą, cel płytszy i mniejszy (rządy „naszych s...synów”) zostały, póki co, zainstalowane. Pamiętając o słynnej definicji Waszyngtonu autorstwa Pata Buchanana, kandydata na prezydenta USA w roku 2000 z ramienia  Partii Reform ( „Waszyngton to terytorium amerykańskie okupowane przez Izrael”) - czyja tak naprawdę  jest ta „naszość, czas pokaże.

 Gdy zatem trzeba więcej antyamerykańskiej propagandy dla osłony nieźle posmarowanej i cierpliwej osi Berlin-Moskwa - sam Parlament Europejski zażądał swą uchwałą surowego ukarania polskich pomagierów torturantom  w Kiejkutach. Wnet Trybunał w Strasburgu „odrzucił” zażalenie Polski na poprzedni werdykt, utrzymując go w mocy. Stwierdza on, że władze polskie umożliwiały Amerykanom tortury w Kiejkutach i Polska zapłacić ma po 100 tysięcy euro dwóm ofiarom, co poskarżyły się do Strasburga. „Polska” to chyba w tym przypadku za dużo powiedziane? Nie przypominam sobie, żebym wyrażał na to zgodę... Czy zapłacą konkretnie Leszek Miller, jako ówczesny premier, i Aleksander Kwaśniewski, jako ówczesny prezydent? Raz, że na biednych nie trafiło, zwłaszcza w przypadku tego drugiego franta, dwa, że ktoś przecież gwizdnął te 15 milionów dolarów amerykańskiej łapówki za Kiejkuty... Nad Millerem, politycznie czynnym, niebezpieczeństwo strasburskie wisiało od dawna i nawet przewidywałem, że o ile z Palikotem i Partią Demokratów poradzi sobie w rywalizacji na lewicy – to ze Strasburgiem już nie... Czy to koniec kariery politycznej Millera?  Jacy tam szatani byli czynni w Strasburgu, żeby obrabiać te Kiejkuty do skutku? Czy aby nie ci sami, którzy  przeciw Millerowi lansowali Palikota jako przywódcę „zjednoczonej lewicy” ? Pamiętamy przecież, że to właśnie Palikot w związku z Kiejkutami nazwał publicznie Millera „człowiekiem o skrwawionych rękach” . Teraz Miller przejdzie zapewne łagodnie  w polityczną odstawkę, a biłgorajski filozof bierze na przeczekanie, licząc na krótką ludzką pamięć o swych zadaniowanych błazeństwach: studiuje filozofię indyjską... Lepsza yoga niż gender.

 Rok 2015 to ostatni rok tzw. pomocy unijnej dla Polski. Wprawdzie przykład Grecji pokazuje, że dla zachowania jedności eurosocjalizmu i niemieckiego projektu politycznego taka pomoc może być bardzo elastyczna – ale nasz siermiężny establiszmęt (kudy mu do cwanych Greków: Timeo Danaos...) nie czuje się pewnie. Obserwujemy więc w jego łonie (czy raczej: zaśmierdłych trzewiach) zaostrzanie się walki klasowej: kto w tym „roku ostatnim” wyrwie pod siebie więcej! Ba! Doszło do tego, że dla pewniejszego zamelinowania „taśm prawdy” utopionych w Wiśle ktoś podpalił Most Łazienkowski w nadziei, że i Wisła się zapali... No  tak: nie wystarczy zaplątać węzeł i końce do wody, trzeba jeszcze i coś zrobić z samą wodą! Sztuka zacierania śladów też postępuje: na przykład Michnik za Mazowieckiego buszował sobie  swobodnie w SB-eckich archiwach, a teraz, proszę: zbiór zastrzeżony w IPN, ani się dowiesz, kto, kiedy i za ile...

 

                                                                        Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »