Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 3 gości
środa, 16 sierpnia 2017 r.
Strona główna
Ukraina na równi pochyłej PDF Drukuj Email
02.04.2015.

                 

                         Ukraina na równi pochyłej?

*Za złodziejami – rzeźnicy *Wyczytane u Tuwima: kto komu głowy nie urwie...

*Priorytety ambasadora Pyatta * Polska lewica w rozsypce, ale jest  PO

                             

 „Praecedent fures, sequantur carnifices” – „Pierwsi niech idą złodzieje, za nimi niech postępują rzeźnicy” – taką podobno kolejność okolicznościowego pochodu ludności Rzymu ustanowił jeden z cesarzy. Prezydent Putin i jego ludzie nieco zmodyfikowali tę formułę: pierwsi idą zatwardziali, niepokorni złodzieje, którym następują na pięty rzeźnicy z KGB, a za rzeźnikami idą sobie spokojnie złodzieje skruszeni, posłuszni, już uświadomieni, skąd wyrastają ich fortuny.

  Chodorowskiego, „geniusza finansowego”, jak pisała o nim prasa żydowska, geniusz opuścił natychmiast po tym gdy nadto rozdokazywał się politycznie i zimny czekista Putin przypomniał mu, skąd wyrasta jego majątek. Zaraz  „z patrona zrobił się kondel”. Teraz cicho siedzi za granicą, zobowiązawszy się trzymać mordę w kubeł.  Mniej pokory przejawił inny żydowski grandziarz, też geniusz, a jakże, Borys Berezowski: nie tylko z dalekiego Londynu urągał Putinowi, ale ośmielił się nawet za plecami rządu angielskiego (który litościwie udzielił mu azylu) proponować Putinowi powrót na jego łono, oferując „na przeprosiny” wiedzę, pozyskaną w Londynie... Nic też dziwnego, że bez swej wiedzy i zgody powiesił się w strzeżonej jak twierdza kamienicy w Londynie. Ciekawe to wszystko tym bardziej, że finansowe kariery żydowskich „geniuszów” w Rosji i poza nie byłyby możliwe bez przynajmniej wstępnego finansowego wsparcia agentów Mosadu za pośrednictwem rozmaitych „finansistów” i „filantropów”, których Jerzy Soros jest dobitnym przykładem.

 Co nie udawało się tym grandziarzom w Rosji – szło lepiej w Ukrainie, gdzie woda bardziej mętna, stosunki miedzy służbami rosyjskimi, ukraińskimi, amerykańskimi, izraelskimi, niemieckimi bardziej skomplikowane. Tu powyrastali zatem i „piękna Julia” (zaczynała od handlu porno-kasetami, ale mąż był w KGB) i Igor z Kołomyi – stąd Kołomyjski, i Arsen Jaceniuk, obecny premier (tak genialny, że w wieku ledwo dwudziestu lat został dyrektorem wielkiego banku!),  i inni „geniusze”, jak Pińczuk ( u którego robi teraz Kwaśniewski), i Poroszenko, sam prezydent. Wszystko szło dobrze, dopóki Barak Obama nie zechciał zrewanżować się Putinowi za powstrzymanie „arabskiej wiosny” w Syrii i nie przygotował Majdanu, z poduszczenia - jak się wydaje – swych żydowskich doradców w Białym Domu. Z tą chwilą trzeba się było zdeklarować: za Moskwą i Berlinem -  czy za Waszyngtonem, więc „terytorium okupowanym przez Izrael”, jak to okresie Pat Buchanan? 

 Od tej chwili na „dzikich polach” Ukrainy rozpoczęła się wielka dintojra, która – wiele na to wskazuje – jest dopiero w fazie wstępnej. Teraz się zacznie!

 Co tu dużo mówić: trup pada gęsto. Już od stycznia seryjny samobójca odwiedził kolejno deputowanych, gubernatorów i  bezpieczniaków w osobach Michaiła  Czeczotowa, Stanisława Melnyka, Ołeksandra Pekłoszenko, Mykoły Serhijenko, Serhija Waltera i Ołeksandra Bordiuka...

 Wewnętrzna dintojra miedzy „oligarchami” przybiera nieoczekiwane zwroty akcji: jeszcze w lipcu ubiegłego roku Igor Kołomyjski, nazwany przez Putina „złodziejem i wyjątkowym łotrem”, postawiony został przez Sąd Rejonowy w Moskwie pod śledztwem, a prokuratura rosyjska rozpoczęła jego ściganie międzynarodowym  listem gończym, pod zarzutem organizowania zabójstw. Wydawało się, że ten grandziarz na trwałe przylgnął do kijowskiego Majdanu. Aliści – nie wiadomo: właśnie zdymisjonowany został przez identycznie ukorzenionego kolegę-oligrachę, bo samego prezydenta Poroszenko z funkcji gubernatora obwodu dniepropetrowskiego, i to  w świetle kamer. Podobno ludzie Kołomyjskiego zabili kapitana Ukraińskiej Służby Bezpieczeństwa, gdy ten chciał skonfiskować tira pełnego przemycanej z Rosji wódki... Niektórzy powiadają, że Kołomyjskiego jednak krzywda nie spotka, bo, jak to pisał nie kto inny, a Julian Tuwim: „...każdy gbur wie, głowy nie urwał, żydowskiej k... żydowska k....”(„Semi-Eros” w „Jarmarku Rymów”, Czytelnik, 1958). Prognozę tę potwierdzałby fakt, że zanim Kołomyjski został zdymisjonowany sam ambasador Stanów Zjednoczonych w Ukrainie, Geoffrey Pyatt „przeprowadził z nim rozmowę”. Uś, ja idę ja sobie wyobrazić:

 - Panie Kołomyjski, wszystko można ale bez ostentacji. Po co zaraz trup?...

 - Aj, aj, panie Pyatt! Czy jeden trup to zaraz ostentacja?...

 Ten ambasador Pyatt, ledwo złożył swe listy uwierzytelniające w Kijowie, w sierpniu 2013 roku, już w październiku organizował tam... Międzynarodową Konferencje Walki z Antysemityzmem! Widać od razu, jakie są amerykańskie „priorytety”  i amerykańskie „zaplecze” w Ukrainie.

Słychać, że dymisja Kołomyjskiego to typowa „pokazucha”: przestajesz być gubernatorem, zachowujesz swe „nagrabliennoje”. Ten Kołomyjski ufundował synagogę a jego kumpel, też „geniusz”, ma się rozumieć, Wadim Rabinowicz ma nawet obywatelstwo Izraela.

 Czy Kołomyjski skończy jak Chodorkowski, czy jak Borys Berezowski? Czy może jak  Soros zostanie wielkim filantropem? Jedno zdaje się pewne: dopiero teraz w Ukrainie zacznie się taka „transformacja ustrojowa”, że głowa mała. Nowa zmowa oligarchów skończyć się może jednak narodową ruchawką i „wzrostem nastrojów antysemickich” (co dawałoby pretekst dla międzynarodowej pacyfikacji Ukrainy) – a wojna na górze obfitować może w liczne i gęste pif-paf. Powołano właśnie polsko-litewsko-ukraińską formację wojskową: Rosjanom to ona krzywdy nie wyrządzi, ale „ukraińskim antysemitom” - w razie czego – może pokazać „ruski miesiąc”...

 Ukraina to łakomy kąsek... Z perspektywy wydaje się, że przepędzony prezydent Janukowycz, wierny uczeń Putina, naśladować chciał swego mistrza i przypomnieć także ukraińskim oligarchom, skąd wyrastają  ich miliardowe biznesy. Wzbudziło to opór „ukorzenionych”, którzy przy pomocy Ameryki i lobby żydowskiego zorganizowali kijowski majdan. Teraz jednak – gdy konsekwencje przewrotu okazały się znacznie większe, niż przypuszczano – rozpoczęły się dintojry wewnętrzne o wielki szmal, w których mediować musi nawet ambasador Ameryki w Ukrainie! Będzie gorąco, nawet jeśli wcześniej czy później oligarchowie znajdą wreszcie jakiś zadawalający kompromis. Że dokona się to kosztem ukraińskiej ludności – to nie ulega wątpliwości, bo o prywatyzacji na Ukrainie ani słowa..

 W Polsce zaś jak gdyby rozpada się lewica: Ogórkowa na prezydenta... Napieralski wlecze Millera do sądu... Palikot na wykończeniu, chociaż ciągle w pretensjach: ostatnia nadzieja Michnika?... Ale nie ma się z czego cieszyć, bo Platforma Obywatelska wchodzi w buty lewicy. Jeszcze jej trochę nie pasują, tu i tam uwierają, jeszcze musi je lepiej „rozchodzić” (ogłoszenie do gazety: „Rozchodzę tanio nowe buty” – w sam raz na kryzys!) – ale kierunek jest wyraźny: strzeże spodstolnej siuchty, jak socjalizmu. To znaczy – jak kapitalizmu, ale kompradorskiego: tylko dla swoich.

                                   Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »