Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
czwartek, 19 października 2017 r.
Strona główna
Jak było PDF Drukuj Email
12.04.2015.

                                                      

                    

                    Jak było? Jak być mogło? Jak być może?...

 Ponad pół wieku temu 60-osobowa Komisja Warrena ustaliła, że prezydenta J.F.Kennedy’ego zabił działający w pojedynkę i z motywów osobistych Lee H.Oswald i wersja ta, nie mająca nic wspólnego z rzeczywistością, obowiązuje po dzień dzisiejszy... Przez ponad pół wieku socjotechnika kłamstw rządowych bez wątpienia udoskonaliła się, toteż do oficjalnych ustaleń rozmaitych „komisji” (zwłaszcza rządowych) podchodzić należy ze stosownie większą nieufnością... Zaraz ją więc  przejawimy – w odniesieniu do katastrofy niemieckiego airbusa linii „Germanwings”.

 Oficjalna wersja wygląda na bardzo śmiałą hipotezę: pilot-szaleniec popełnia spektakularne samobójstwo zabierając ze sobą do grobu 150 niewinnych ludzi. Owszem, tak być mogło. Wszystko przecież możliwe na tym najpiękniejszym ze światów.

 Równie dobrze mogło być inaczej.

 Pilot, zwerbowany przez jakąś organizację terrorystyczną, po zablokowaniu drzwi do kabiny przekazuje wieży kontrolnej we Francji komunikat takiej mniej więcej treści: „Za to, że Paryż i Berlin włączyły się w walkę z Państwem Islamskim roztrzaskam ten samolot w centrum najbliższego dużego miasta, jakie mam na trasie przelotu. Może nawet dolecę do Paryża i rozwalę wieże Eiffla”.

 Po zamachu na World Trade Centrum w Nowym Jorku we wszystkich krajach, dysponujących rozwiniętym lotnictwem cywilnym, obowiązują procedury, jak postępować w takich przypadkach. Nie znam tych procedur, dlatego pytam  polskiego ministra obrony narodowej, jaką procedurę zastosuje Polska w ewentualnym takim przypadku?...

 Wracajmy do hipotezy alternatywnej wobec „szaleństwa” niemieckiego pilota.

 Gdy francuska wieża kontrolna( w Marsylii? Właściwie – gdzie?...) otrzymała taki komunikat – kontroler lotu natychmiast powiadomił... - kogo? Kogo powiadamia kontroler lotu o takiej sytuacji wedle obowiązujących procedur?... Domyślamy się, że najpierw przełożonych, więc dyrekcję lotniska, a ta – natychmiast - ministra spraw wewnętrznych i ministra obrony narodowej, a ci – prezydenta.

 Grono wtajemniczonych jest bardzo wąskie – a jest to zarazem grono decyzyjne. Musi podjąć błyskawiczną decyzję, i chyba jest ona tylko jedna: wysłać natychmiast wojskowy myśliwiec w pobliże airbusa by nadzorował jego lot i strącił go bezceremonialnie w przypadku, gdyby zaczął obniżać lot nad jakimś dużym miastem przelotowym. Co  więcej  można zrobić? A gdyby pilot dociągnął do celu, więc do Dusseldorfu i dopiero przed Duselldorfem zaczął obniżać lot? Strącać go profilaktycznie, mimo wszystko – czy odpuścić w nadziei, że jednak wyląduje a nie rozwali maszyny w centrum miasta?...Co przewidują w takim wypadku procedury?...

 Po błyskawicznej naradzie wysłano więc myśliwiec „Mirage” by towarzyszył niemieckiemu airbusowi. Potem poinformowano, że pilot myśliwca rzekomo zameldował, że nie znalazł airbusa w powietrzu, co oznaczałoby, że nadleciał za późno. Czy na pewno – „za późno”?

 Można przypuścić, że pilot –terrorysta zorientował się, iż ma eskortę i że myśliwiec udaremni jego zamiar: roztrzaskania maszyny w najbliższym dużym mieście. Pozostały mu dwa „wyjścia”: lecieć do Dusseldorfu w tej eskorcie i tam próbować rozwalić maszynę w samym centrum – ryzykując wszakże, że w międzyczasie drzwi kabiny zostaną jednak sforsowane (jakiż stres!) – albo rozwalić airbusa od razu, tam, gdzie dopadła go eskorta, więc nad Alpami. Gdy zniżył lot – pilot myśliwca był bezradny: po co strącać airbusa, gdy już sam leci ku ziemi?... Chyba, że pilot myśliwca dostał od razu zadanie: strącić airbusa natychmiast tam, gdzie go dopadnie...

 Zwracam uwagę na dwa fakty.

 Istnieje sprzeczność w komunikatach „śledczych” francuskich i niemieckich. Śledczy francuscy poinformowali opinię publiczną, że po zablokowaniu drzwi kabiny nie było już  żadnej  łączności pilota airbusa z „francuską wieżą kontrolną”; ale niemieccy śledczy informowali, że taki kontakt jednak był!

 Jaka więc była treść tego „kontaktu” – jeśli jednak był? Co pilot airbusa przekazał zagadkowej „francuskiej wieży kontrolnej” gdzieś w Prowansji?... A konkretnie: która to była wieża, gdzie?...

 I sprzeczność druga. Według wersji „śledczych” francuskich samolot rozbił się 13 minut wcześniej, niż wedle wersji „śledczych” niemieckich. Jeśli to niemiecka wersja jest prawdziwa – to ów myśliwiec „Mirage”, wysłany do eskorty airbusa, nie musiał wcale nadlecieć za późno: mógł mu towarzyszyć do końca...Mógł go nawet strącić.

 Dodajmy jeszcze inne fakty: w nader niejasnych okolicznościach „znaleziono” podobno komórkę z nagraniem ostatnich chwil pasażerów airbusa: jakby dla profilaktycznego odsunięcia podejrzenia, że airbus został strącony; na pokładzie samolotu znajdowała się „grupa turystów z Izraela” – to by wzmacniało motywy aktu terrorystycznego; wreszcie to uporczywe, krok po kroku „dowodzenie”, że drugi pilot, sprawca tragedii, był „szaleńcem”... – chociaż wielu jego znajomych uważało go za człowieka całkiem normalnego!

 Wydaje mi się, że ukrywanie treści „przekazu” pilota airbusa do „francuskiej wieży kontrolnej” – jeśli treść jego komunikatu mniej więcej podobna była do mojej hipotezy – leżałoby jak najbardziej w interesie polityków niemieckich i francuskich. Bo cóż pomyślałaby sobie część opinii publicznej, gdyby tak było? Pomyślałaby: „Oto, do czego prowadzi wasza gówniana polityka bliskowschodnia: płacą za nią tylko niewinni ludzie”... Co więcej: jakiź niepokój opinii publicznej wywołałby ujawniony fakt, że organizacje terrorystyczne przenikają nawet do tak elitarnych i nadzorowanych środowisk, jak piloci linii pasażerskich!

 Czy terroryści są szaleńcami?...Nie zaryzykowałbym takiego twierdzenia. Nie brak czynnych polityków, mających za sobą terrorystyczną przeszłość... zwłaszcza pośród polityków Izraela.

 Tak czy siak, ta alternatywna hipoteza wydaje mi się równie prawdopodobna jak ta pierwsza: o samobójcy-szaleńcu.

 Ale najważniejsze: co mówią procedury?

 Warto to wiedzieć – bo który z demokratycznych polityków przyznałby się, że

„w zaistniałej sytuacji wydałem decyzję o strąceniu samolotu”?

 Dlatego uprzejmie pytam pp.prezydenta, ministra obrony narodowej i ministra spraw wewnętrznych – co przewidują polskie procedury w ewentualnych, analogicznych przypadkach? W tych niepewnych czasach dobrze przynajmniej wiedzieć, czy umieramy zgodnie z procedurami, czy z naruszeniem procedur...

                                                                        Marian Miszalski  

 

 

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »