Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

środa, 23 sierpnia 2017 r.
Strona główna
Lewica leje w pisuar PO PDF Drukuj Email
22.05.2015.

                      Przed druga turą: czy bezczelność poplaca?

*Lewica leje do pisuaru PO? * SLD na lodzie! *WiR, czyli nędza umysłowa

              

 Za sprawą (sprawką!) dwóch „polityków” - nasamprzód komuchów, a zaraz potem socjaldemokratów i europejczyków – to znaczy Millera jako premiera i Kwaśniewskiego jako prezydenta Polska dostała „piękny wyrok”, i to w samym Europejskim Trybunale Praw Człowieka. Czy te dwieście trzydzieści tysięcy euro zasądzonych od Polski jako odszkodowanie dla więźniów Kiejkutów zapłacą Miller i Kwaśniewski z własnych kieszeni? Na biednych nie trafiło, przynajmniej jeśli chodzi o Kwaśniewskiego, a i Miller wysupłałby chyba swoją działkę ze swych zaskórniaków?...Zważywszy nadto, że 15 milionów dolarów łapówki dostarczonej przez CIA nie poszło do budżetu państwa i opinia publiczna nie wie, do czyich kieszeni trafiły...Jakoś Żydzi z „Gazety Wyborczej” nie pytają Kwaśniewskiego, czy odda ten szmal z forsy, jaką zarabia w Uzbekistanie czy u Pińczuka na Ukrainie, ale pytają go ostatnio o...przyszłość SLD. A Kwaśniewski powiada na to, że najlepiej jakby część SLD połączyła się z Platformą Obywatelską. A to ci dopiero! Zamiast „zlania się lewicy” – lewica ma zlać się do Pisuaru Oportunistów, do PO?

 Niestety, to żaden wybór, to smutna konieczność. Po 1989 roku komuchy z PZPR zaczęły w SLD udawać socjaldemokratów, a rozmaitej proweniencji drapichrusty przeistoczyły się w łże-liberałów: najpierw w Kongresie Liberalno-Demokratycznym, potem w Platformie Obywatelskiej. W ten sposób politykę socjaldemokratyczną (kapitalizm, ale kompradorski - tylko dla zblatowanych kolesiów, dla reszty –upudrowany socjalizm) robiła przez ostatnie lata de facto oportunistyczna i skorumpowana Platforma Obywatelska, spychając lewicę na coraz bardziej jałowy grunt, bo pozostawiając jej „do zagospodarowania” politycznego już tylko  homoseksualistów (proletariat zastępczy) i walkę z Kościołem katolickim, więc tradycję jeszcze leninowską opartą na „pożytecznych idiotach”, jak Włodzimierz Ilicz określał tych swoich paputczyków. W ten sposób jednak lewica w Polsce straciła ideowy grunt pod nogami. Na sodomitach, gomorytach i pożytecznych idiotach trudno budować jakąkolwiek przyszłość... To i lobby żydowskie podzieliło się: jedni obsiedli Komorowskiego w Belwederze (za jego całkowitą zgodą i wiedzą) wychodząc najwyraźniej z założenia, że im bliżej władzy - tym wygodniej i łatwiej ( ci z pewnością działać będą na rzecz zlania się SLD do pisuaru PO), inni zaś kombinują nadal osobno, z „lewicą pod żydowskim zarządem”. Niewykluczone, że  część lewicy z SLD na czele wstąpi do PO, a cześć eksperymentować będzie dalej na drodze duraczenia nowych pokoleń „ w poszukiwaniu lewicowej tożsamości”. Osłabionej Platformie potrzebne wsparcie – niechby i zdychającego SLD.

 Nie wiem, jak ułożą się sprawy w Platformie Obywatelskiej, do której zleje się część SLD (jak zabarwi się ten urynał?), ale co do tej drugiej opcji, lewicy osobnej – po co eksperymentować? Wzorzec od dawna jest gotowy.

 Przypomnijmy sobie tylko kształtowanie się lewicy w Polsce.

 Przed wojną reprezentowała ją PPS i KPP, do szpiku kości sowiecka agentura realizowana rękami głównie żydowskimi. Podczas wojny niedobitki KPP uzupełnione zostały „grupą inicjatywną” PPR, zrzuconą z Moskwy na spadochronach. Gdy armia sowiecka i NKWD już  posadowiły się na ziemiach polskich i gdy utworzono Polskę Ludową – zaraz rozbito PPS, m.in. przy pomocy kreatury w postaci Józefa Cyrankiewicza i jemu podobnych. Wzorzec więc jest: ot, pan Jan Hartman z żydowskiej loży B’nai B’rith już zadeklarował chęć i wolę stworzenia „nowej lewicy”, nowego ruchu „Wolność i Równość”: mamy więc jakby miniaturkę i karykaturkę Jakubka Bermana; pośród działaczy Ruchu Palikota da się z pewnością skompletować „grupę inicjatywną”, no a do roli Cyrankiewicza czy Gomułki jako „rodzimej, polskiej lewicy” nie brak kandydatów, których w SLD zmarginalizował Miller i czują się sfrustrowani. Zatem nic, tylko zarepetować powtórkę z historii. Inna to rzecz, że jeśli historia się powtarza, to najczęściej jako farsa... Obok p.Hartmana z loży B’nai B’rith nad stworzeniem (sic!) nowej lewicy pod nazwą „Wolność i Równość” pracują także p.Kik i p.p.Środzina i p.Grabowska, a pośród pomagierów  wymieniani są m.in. Rozenek, Napieralski i Kalisz. Stawiam na Kalisza: Kalisz jako Cyrankiewicz WiR-u!

 Nie wydaje się, by ten WiR miał przed sobą przyszłość lepszą, niż przeszłość Ruchu Palikota... Raz – ze względu na sygnujące ten „akt stwórczy” nazwiska. Jak tu pogodzić „nowoczesny patriotyzm” (patriotyzm nigdy nie jest nowoczesny – albo jest, albo go nie ma...) z osobą syjonistycznego działacza p.Hartmana? Albo p.Rozenka, co to praktykował u samego Jerzego Urbana? Pan Kik, co to robi za porte-parole stwarzanej lewicy stawia na „elektorat socjalny”, to znaczy na ludzi biednych, także z „kręgów słuchaczy Radia Maryja” i „młodzież na umowach śmieciowych”. Zapowiada to włączenie się w walkę z Kościołem katolickim poprzez leninowskie, antychrześcijańskie szczucie biednych przeciw bogatym – zwłaszcza, że p.Kik twierdzi, iż „nie da się w Polsce budować lewicy na antyklerykalności” . Dokładnie tak samo w 1945 roku przekonywał gen.Sierowa Bolesław Piasecki: po cóż zaraz otwarty antyklerykalizm”? Lepiej na bazie zawiści szczuć biednych na bogatych oraz hodować i podlewać księży-patriotów. „Gazeta Wyborcza” już zapobiegliwie hoduje i podlewa różnych Lemańskich i innych, podobnych. Po co budować lewicę na antyklerykalności? Lepiej na sprzedajnych „księżach-patriotach” wedle formuly Sierowa-Piaseckiego.

 Przecież mówię: wzorce są...

 Dalej, powiada  ideolo WiR-u, p.Kik (w komedii del’arte była postać Dottore Spavento, „uczonego doktora”, który opowiadanymi głupotami wzbudzał salwy śmiechu u ludowej publiczności) trzeba budować na „nowoczesności i patriotyźmie”, co ma się zawierać w haśle „Silna Polska w silnej Europie”. Ale jaka to „silna Polska”, gdy Traktatem Lizbońskim ogołocona z rudymentarnej suwerenności? Najzabawniejsze jest to, że wedle nowych „ideolo” nowostwarzanej lewicy z WiR (ale z próżnego i Salomon nie naleje, co najwyżej lewica zlać się może do pisuaru PO) – „podstawowym spoiwem mają być sprawy ekonomiczne, a nie światopoglądowe”. Najwidoczniej ci „stworzyciele nowej lewicy” uważają, że ekonomia nie wchodzi w zakres światopoglądu, uważają natomiast – jak Marks i Lenin – że byt określa świadomość, „matkę można zabić a ojcu dać po mordzie” gdy już „byt” do tego przymusi... To ciągle ta sama płycizna, ten sam prymitywizm intelektualny, co dawniej, za twardej komuny zwany był „światopoglądem naukowym”  przez Baumanów, Brusów etc.

 W rewolucji francuskiej głoszono przynajmniej nie tylko wolność i równość, ale jeszcze braterstwo. Wprawdzie to braterstwo rychło doprecyzowano: „jeśli nie chcesz być moim bratem utnę ci głowę”, a później, w Związku Sowieckim – „bo żeby człek był człekowi bratem trzeba go wpierw przećwiczyć batem” – ale jeszcze o braterstwie pamiętano. Ale jak tu pamiętać chociażby o tym braterstwie, gdy „zapomina się” o macierzyństwie (aborcja, zapłodnienie w szklance)?

 Owszem, trudno odmówić inicjatorom WiR pewnej przebiegłości: gdy właśnie same idee lewicowe ulegają systematycznej kompromitacji (nadrabianej wysiłkami propagandowymi i sądowym terrorem ze strony neo-marksistów z UE) – trzeba jakoś zebrać w kupę tę masę upadłości. To jednak  bardzo zaśmierdła kupa.

 Tymczasem przed nami druga tura wyborów prezydenckich. Zawsze byłem zdania, że najsilniejszym i jedynym atutem Platformy Obywatelskiej i jej działaczy jest bezczelność. Bronisław Komorowski symbolizuje tę bezczelność PO jako spodstolnej formacji politycznej. Trzeba przecież niebywałej bezczelności i pogardy dla obywateli, by po katastrofie smoleńskiej zapewniać, iż „państwo zdało egzamin”, trzeba niebywałej bezczelności i pogardy, by oskarżać własny naród o współsprawstwo holocaustu (Komorowski w liście do uczestników spotkania w Jedwabnem), trzeba niebywałej bezczelności i pogardy dla obywateli, by zamiatać pod dywan rolę tajnych służb w aferze podsłuchowej, role WSI w innych aferach po roku 1989. I oto przed drugą turą wyborów stowarzyszenie  generałów PRL (jest takie!) wezwało „swoje środowisko” do poparcia Komorowskiego! To „swoje środowisko” obejmuje wszystkich bezpieczniaków i konfidentów PRL: dostało więc wyborczy rozkaz!   

 Powiedziałbym, że bezczelność PO jest bezczelnością „nabytą” od poprzedników, od rządów SLD (dziedziczących ją po komunistach z PZPR) na tej samej zasadzie, na jakiej trypra nabywa się od partnera. I, zdaje mi się, że obywatele właśnie dość mają tej bezczelności, zwłaszcza, że próbuje jeszcze udawać molierowskiego świętoszka: Komorowski – „gwarantem wolności”?... Chyba na tej samej zasadzie, na jakiej Kwaśniewski mógłby być gwarantem uczciwości, a Wałęsa – prawdomówności. Wszak Komorowski podpisał ustawę upoważniającą obce siły porządkowe do tłumienia rozruchów w Polsce...A to ci gwarant wolności!

 „Polska budzi się” – śpiewa Kukiz. Ma rację. Polska budzi się teraz w tym sensie, że postrzega jak brzemienny w negatywne skutki był szwindel założycielski III RP: okrągły stół i Magdalenka, i te 25 straconych lat przez spodstolny establishment i jego establiszmęty. Polska teraz postrzega, że bezczelność nie zastąpi polityki polskiej.

 Jaka będzie PO, gdy już zleje się do niej Leszek Miller ze swym SLD? Czy SLD zleje się od razu, czy najpierw stworzą razem jakiś wspólny blok? Czy cały SLD zleje się w platformerski nocnik, czy zleje się połowicznie, najpierw „po nogach”? Wszystko wskazuje, że wskutek tej zlewki powstanie niebywale pazerny i bezczelny twór polityczny. Bo popatrzmy tylko, jakie to drogi zbiegną się w tym tworze: jedna droga wiedzie od Kongresu Liberalno-Demokratycznego (zwanego potocznie „kongresem aferałów”) do dzisiejszej Platformy Obywatelskiej (zwanej potocznie „łże-liberałami”); druga droga wiedzie od PZPR („Płatni Zdrajcy Pachołki Rosji”- wedle słynnej definicji Leszka Moczulskiego) poprzez moskiewskie pieniądze, uwłaszczoną nomenklaturę i SLD („Złodzieje! Złodzieje!” – skandowali manifestanci pod rządami SLD). Co może wyniknąć z połączenia takich formacji, takich dwóch dróg? Przede wszystkim jeszcze większa bezczelność niż ta, która sztabowi Komorowskiego podpowiedziała najnowsze hasło wyborcze: „Prezydent naszej wolności”.

                                                                     

 Wypada ufać, że po przetasowaniach na scenie politycznej, jakie niewątpliwie nastąpią już wkrótce, PiS wyciągnie wnioski i nie będzie już dystansował się od konserwatywnych liberałów z UPR i narodowców, zwanych przez lobby żydowskie „faszystami” lub „antysemitami”. Że – przeciwnie – będzie na nich chuchał i dmuchał, bo wyręczają go jak dotąd w niewdzięcznej robocie mówienia całej prawdy.

 Właśnie Grzegorz Braun wygrał proces z gazetą żydowską, która zarzuciła mu głoszenie poglądów faszystowskich. Niezadowolona z wyroku napisała, że „sąd nie uwzględnił antysemickich wątków w wystąpieniach Brauna”, a „kto jest antysemitą – ten jest i faszystą”. Ejże! Naprawdę?...Znam antysemitów, którzy są demokratami, a nawet – socjaldemokratami. Najwidoczniej Żydzi z „Gazety Wyborczej” stawiają się ponad sądami i chcą mieć wyłączny monopol na określanie, kto jest „antysemitą” i co jest „antysemickim wystąpieniem”. I to też jest wielka bezczelność. Bezczelność towarzysząca.   

                                                                                     Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »