Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

środa, 23 sierpnia 2017 r.
Strona główna
Duda prezydentem: i co dalej? PDF Drukuj Email
05.06.2015.

                          Duda prezydentem: i co dalej?

*Belweder odwojowany * Krok drugi:  i nasz prezydent, i nasz premier                         

 *Społeczny Ruch Kontroli Wyborów: chapeaux bas! *Pierwsze testy Dudy                     

                            

 Prezydentura, Belweder i kancelaria prezydenta  - odwojowane! Po pięciu latach od zamachu smoleńskiego sytuacja powraca do punktu wyjścia. Te pięć lat podniosły nieco poziom oświaty politycznej w Polsce, poziom obywatelskiej samowiedzy, przynajmniej na tyle, że obłuda, bezczelność i hucpa w wydaniu Platformy Obywatelskiej, żydowskiego lobby politycznego i „Polaków resortowych”  doznały spektakularnej porażki. Może to świadczyć i o tym, że mimo 45 lat komunizmu i 25 lat rządów spodstolnej sitwy-siuchty – nie udało się zastąpić narodu polskiego, prawdziwych Polaków ( w przeciwieństwie do łże-Polaków) i ich elit -  jakąś mierzwą durniów, na których żerują karierowicze i złodzieje.

 To zwycięstwo cieszy – ale może okazać się polityczna iluzją. Prezydent wedle obowiązującej Konstytucji ma dwa ważne uprawnienia  - prawo wetowania ustaw i zgłaszania inicjatywy ustawodawczej. Siła obydwu tych uprawnień zależy jednak od politycznego zaplecza prezydenta w Sejmie, którego na razie prezydent Duda nie ma: w Sejmie większość ma PO, PSL („PSL może z każdym” – całkiem jak ten fryzjer damski z ogłoszenia w przedwojennej prasie: „Fryzjer damski: czesze wszędzie”) przy cichym wsparciu b. komuchów z SLD. Aby ta prezydentura nie okazała się iluzją potrzebne jest więc kolejne zwycięstwo wyborcze: w październikowych wyborach parlamentarnych.

 Potrzebny jest nasz prezydent i nasz premier.

 Ale i takie powtórne zwycięstwo, tym razem w Sejmie, może też okazać się iluzoryczne. Bo Polska nie zmieni się od rozdawnictwa budżetowych pieniędzy, ściąganych z podatników... To jałowe przelewanie z pustego w próżne. Polska zmieniać się może w dobrym kierunku poprzez zmniejszanie podatkowych obciążeń pracujących obywateli (zarówno pracowników najemnych, jak przedsiębiorców), likwidację drapieżnej, pazernej biurokracji państwowej, radykalne ograniczenie legislacyjnej sraczki, wskutek czego Sejm przepisuje setki ustaw rocznie z brukselskich „dyrektyw unijnych” a następnie uchwala te szkodliwą makulaturę jako prawo, krępujące tylko ludzką inicjatywę i przedsiębiorczość, spychając ją w nielegalną „szarą strefę”. Ale to wyłącznie dzięki tej „szarej strefie” nasza gospodarka rozwija się szybciej, niż gospodarki innych  krajów Unii Europejskiej! Ten biurokratyczny, eurosocjalistyczny gorset jest jak ciasna, żelazna klatka, do której wciśnięto noworodka: owszem, rośnie w niej mimo wszystko, ale przeobraża się w potworka, w jakiegoś dorosłego karła. To właśnie na szerokim froncie gospodarki poddanej polityczno-biurokratycznej władzy państwa rodzi się korupcja i złodziejstwo publicznego grosza. Łapówek nie wręcza przecież przedsiębiorca – przedsiębiorcy, pracownik – pracownikowi, pracownik – swemu przedsiębiorcy ani przedsiębiorca – swemu pracownikowi; łapówki wręcza się urzędnikom za korzystne decyzje; im mniejszy wpływ urzędników na gospodarkę, tym zdrowsza gospodarka.

 Niewiele da nam prezydentura Andrzeja Dudy, jeśli w ślad za nią nie pójdzie znaczące zwycięstwo w wyborach parlamentarnych, ale i zwycięstwo w wyborach parlamentarnych da niewiele, jeśli Polska miałaby nadal podążać drogą kapitalizmu okaleczonego, kapitalizmu kompradorskiego, drogą fałszywej gospodarki rynkowej, skrępowanej tak brukselskim eurosocjalizmem jak rodzimą siuchtą..

 Potrzeba zatem jeszcze więcej eurosceptycyzmu i jeszcze więcej wolności gospodarczej w programach partii, które chcą dobrych zmian w Polsce.

 Póki co prezydentura Andrzeja Dudy daje tylko – realnie – możliwość obsadzenia 500-osobowej Kancelarii Prezydenta (dostęp do tajnych informacji, uczestnictwo w spotkaniach z innym politykami świata i Europy, łączność z innymi partiami, organizacjami i instytucjami, prawie miliardowy budżet).Kim obsadzi swą Kancelarię Andrzej Duda? Będzie to z pewnością pierwszy poważny test jego intencji.

 Na marginesie minionej kampanii prezydenckiej warto zwrócić uwagę na kilka spraw.

 Dzięki odwadze takich kandydatów, jak Janusz Korwin-Mikke (konserwatywny liberał), Grzegorz Braun (monarchista), Marian Kowalski (narodowiec), Jacek Wilk (liberał) i Paweł Kukiz (politycznie trudny do zdefiniowania, ale także kontestujący spodstolną III RP) - właśnie taka kolejność wydaje mi się właściwa - po raz pierwszy spodstolne me(r)dia zmuszone zostały do publicznego ujawnienia, że istnieje w Polsce głęboki nurt społeczno-polityczny kwestionujący III  spodstolną RP ufundowaną na oszustwie „okrągłego stołu” i Magdalenki. Także dzięki nim tematy, których spodstolni nigdy nie odważyliby się podnieść publicznie – zostały jednak podniesione, ukazując jakże wielu obywatelom, że w swych własnych obserwacjach i przemyśleniach nie są wcale osamotnieni, „dziwaczni”, „oszołomieni” ani „sfrustrowani”. Że to nie oni są owymi michnikowymi „gówniarzami” czy „frustratami” według Komorowskiego, ale że gówniarstwa w Polsce szukać trzeba przede wszystkim w obecnym „obozie władzy”, w żydowskim lobby politycznym i u postkomunistów z rozmaitych dzisiaj „lewic”, na gwałt poszukujących nowych frajerów, nowych „pożytecznych idiotów” w leninowskim rozumieniu: proletariatu zastępczego. Kampania zatem ujawniła trwający ciągle podział na „my” i „oni”: my, ciężko pracujący naród – i oni, alienaci żerujący na narodzie i ludzkiej naiwności.

 Na uwagę zasługuje powstały całkowicie oddolnie społeczny Ruch Kontroli Wyborów: bez żadnych dotacji państwowych, całkowicie pominięty przez żydowską Fundacje Batorego, hojnie przecież nagradzającą rozmaite podejrzane „inicjatywy społeczne”... Dzięki tej prawdziwie obywatelskiej, oddolnej inicjatywie udaremniono niewątpliwie próby oszustw i fałszerstw wyborczych, do jakich dochodziło wcześniej. Miniona kampania prezydencka obnażyła także impotencję Państwowej Komisji Wyborczej: za co biorą pieniądze jej utytułowani członkowie?...Nie byli nawet w stanie przewidzieć, do czego prowadzi „głosowanie bezdomnych”, podających jako miejsce zamieszkania adresy komisji obwodowych?...

 Dopóki rządzi obecny „obóz władzy” – dopóty społeczny Ruch Kontroli Wyborów (Chapeaux bas!) powinien dublować prace impotentów z Państwowej Komisji Wyborczej!

 Trudno wreszcie nie odnotować całkowitego poparcia żydowskiego lobby politycznego dla spodstolnego „obozu władzy”. W przeddzień II tury wyborów gazeta żydowska (niemal cały numer poświęcony agitacji za Komorowskim) opublikowała tekst „wyrażający stanowisko redakcji”, a zatytułowany: „Nasz prezydent, wasz prezes”. Zważywszy na wcześniejsze operowanie zaimkiem „nasz”  w „Gazecie Wyborczej” („Nasza Jerozolima” – po bezprawnym anektowaniu przez Kneset wschodniej, arabskiej części Jerozolimy) tytuł ten można odczytać jako: Nasz, żydowski prezydent – wasz polski prezes Kaczyński”. W rzeczy samej – Komorowski w swej Kancelarii przytulał prominentnych działaczy żydowskiego lobby politycznego...

 Ale realia okazały się różne od tych pragnień. Prezydent jest, jak się wydaje, nasz, polski – wasz jest Michnik, Kiszczak, Urban, generał Dukaczewski, Hartman, z Kwaśniewskim na kupę.

 No i właśnie: stosunek nowego prezydenta do całkowicie bezprawnych  roszczeń majątkowych „przedsiębiorstwa holocaust” i żydowskiej agencji rządu Izraela HEART pod adresem Polski będzie także – obok obsady Kancelarii -  jednym z pierwszych testów autentyczności nowego prezydenta.

                                                                         Marian Miszalski

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »