Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
czwartek, 19 października 2017 r.
Strona główna
Krzątanina na zapleczu PDF Drukuj Email
03.07.2015.

                             Krzątanina na zapleczu

*Dla brata – dwa lata *Mądrości Jarosława W. i chore nonsensy Stanisława M.

  *Kogo gdzie upchnąć póki czas? * Jak bezpieka zorganizuje lewicę?

                            

 „Rok – nie wyrok, dwa lata – jak dla brata” powiadają przestępcy, a już dwa lata w zawieszeniu – to chyba jak dla matki albo ojca?... Ne! – dla człowieka honoru... Taki wyroczek dostał właśnie gen.Kiszczak za „udział w organizacji przestępczej o charakterze zbrojnym”, tj. za udział we władzach PRL, które wprowadziły stan wojenny. Zważywszy nadto, że jest to bodaj jedyny wyrok jaki zapadł za wprowadzenie stanu wojennego (wielu go wprowadzało!..) – stanowi zarazem wymowną ilustrację nędzy „stransformowanej ustrojowo” III RP i potęgę kontynuacji w jej ramach PRL. I jak tu nauczać młodych wykształconych z dużych miast, że demokracja jest „cacy”, a dyktatura „be”? Gdy za zbrodniczą dyktaturę dostaje się dwa lata w zawiasach jak dla ojca albo matki, a za wypadek po pijanemu  ze skutkiem śmiertelnym – nawet dziesięć lat, i to bez zawiasów?... Może to rodzić głęboki dysonans poznawczo-moralny u tych młodych; czy nie stąd tak wielu szuka karier w tajnych służbach? Lepiej być „Bolkami” niż Pyjasami?

 Właśnie gazeta żydowska opublikowała obszerny wywiad z Jarosławem Wałęsą, europosłem PO, a jakże, od niedawna nowym szefem Instytutu Obywatelskiego PO, w którym powiada on m.in.: „Mam wielu znajomych restauratorów w Gdańsku i oni mówią mi od wielu lat, że mają problemy z rekrutacją pracowników”. A ja przypomniałem sobie, jak kiedyś oczekiwałem w poczekalni na Rakowieckiej na jakieś papiery z Instytutu Pamięci Narodowej (tam się mieściły archiwa) i widziałem, jak raz po raz zjeżdża z góry  windą i zabiera grupkami tłoczącą się w poczekalni młodzież w wieku wskazującym na studentów. Zaintrygowany spytałem portiera, co to za młodzi ludzie, na co odparł, że to „chętni do pracy w UOP”... W tajnych służbach problemów z rekrutacją nie ma. Gdy więc młody wykształcony z dużego miasta, Jarosław Wałęsa  robi za autorytet polityczny w gazecie żydowskiej („Ja materiałów z afery taśmowej nawet nie słuchałem” – powiada) – czy można się dziwić, że dla Stanisława Michalkiewicza żydowski czerwoniak ma taką kwalifikację: „Jego wykład (we Wrocławiu, podczas Nocy Kościołów) był mieszaniną chorych pseudointelektualnych nonsensów, homofobii i antysemityzmu”  - jak napisała Katarzyna Wiśniewska, też „młoda wykształcona z dużego miasta”, czy może raczej z dużego getta. Także u niej mamy taką ocenę  wybitnego polskiego historyka i filozofa, Feliksa Konecznego: „Autor przesiąkniętych antysemityzmem historiozoficznych dywagacji”.  Cóż innego może napisać taka Wiśniewska, gdy jej pryncypał uznał Kiszczaka za człowieka honoru?...Najbardziej boli Wiśniewską, że Michalkiewicz jest wszędzie niezwykle serdecznie przyjmowany. Nie to, co Bauman czy Michnik, prawda panienko?... Pisze więc zaporowo: „Nikt nie przyćmi upiornej aury Michalkiewicza”.

 Przewiduję, że i jesienna kampania parlamentarna będzie po stronie establiszmętów tak samo durna, jak bezczelna. Na razie rządząca koalicja obiecuje Polakom na ostatnie cztery miesiące swych rządów takie mecyje, przy których laska robiona przez Sikorskiego Amerykanom to małe piwo. Za obietnicami kryje się jednak panika: obsadzić przydupasami co jeszcze można i póki można, upchnąć do rad nadzorczych spółek skarbu państwa kogo się da, dokonać rzutem na taśmę nominacji we wrażliwych resortach i instytucjach (wojsko, trybunał konstytucyjny), no i, rzecz jasna, rozejrzeć się za miękkim lądowaniem po wyborach, bo przecież wszystkim laski nie da się zrobić. Nie sprzyja to jednak kampanii wyborczej: „kły i pazury” w te dni ostatnie wezmą górę nad „solidarnością partyjną”?... A na dodatek gdzieś w otchłaniach „transparentności demokratycznej” czają się jeszcze długie godziny nagrań „U Sowy” i w gabinecikach „Amber Room”, gdzie podobno rozmaite autorytety rżnęły się też z dziwkami nie zważając na żaden „ethos”. Zapewne dla dobra Polski.

 Najwięcej jednak kłopotów mają chyba bezpieczniacy ze „zorganizowaniem” nowej lewicy! Czy tylu tam poutykanych funkcjonariuszy z wielu służb, czy  tworzywo „nazbyt plastyczne” – dość, że „pod egidą OPZZ”  trwają prace nad wspólną listą lewicy: ma ona obejmować i SLD, i Partię Demokratyczną  ( Unia Wolności w stanie utajonym?) i Unia Pracy i Zieloni. Czy listę tę poprowadzi Anna Grodzka, primo voto Bęgowski, czy jakiś inny autorytet moralny lub oralny – zależeć może nie tylko od suchych kalkulacji bezpieczniaków, ale i od ich poczucia humoru. Czyż można się bez niego obejść hic et nunc w tej robocie?... Objawili się też „prawdziwi lewicowcy” (czy jednak są zarazem prawdziwymi Polakami?) z ugrupowania „Razem”, na których niechętnym okiem patrzą lewicowcy nieprawdziwi jednoczeni przez OPZZ.  Wygląda na to, ze organizujący scenę polityczna bezpieczniacy upatrują w Razem przeciwwagę dla ruchu Kukiza i chcą mu wygarnąć część zbuntowanych kontestujących spodstolną RP: tych, których da się jeszcze ułowić na wędkę klasowej zawiści. Zaś Hegel z Biłgoraja ze swym „Ruchu-ruchu” jakby oklapł politycznie: Hegel zrobił swoje (a właściwie nie zrobił!) – Hegel musi odejść? Przynajmniej, na razie, do rezerwy kadrowej?... Idzie więc samodzielnie do wyborów by jakoś przetrwać do lepszych czasów. A dla stronnictwa pruskiego i rosyjskiego idą trudne czasy. Gdy jednak Amerykanie i Rosjanie jakoś już ułożą się względem Ukrainy i nastąpi kolejny reset ich stosunków?... Gdy wreszcie kryzys unijny dotknie boleśnie i Polskę (już chyba niedługo)?  Czy nie zacznie się znów dobry fart lewicy? Zwłaszcza, że stan państwa, w jakim opozycja obejmie władzę po ewentualnie wygranych wyborach październikowych został już trafnie zdiagnozowany przez Bartłomieja Sienkiewicza jako „ch...d...i kamieni kupa”. Nie jest łatwo zrobić porządne państwo z takiej kupy, zafundowanej nam przy „okrągłym stole” przez żydokomunę.

 Tymczasem Paweł Kukiz, przypierany do muru przez dziennikarzy, broni się jak może przed zaprezentowaniem programu swego ruchu. JOW – i koniec! Tylko jow-y! To wszystko! – odpowiada na wszelkie pytania, całkiem jak w dziecinnej grze w „pomidora”: Jak się nazywasz? Pomidor. Kto jest twoim ojcem? Pomidor. Która godzina? Pomidor...

  Owszem, jow-y  i zniesienie finansowania partii z budżetu państwa są szansą na odblokowanie politycznych inicjatyw oddolnych, ale ledwo szansą, a o tym, by zmieniły obecne spróchniałe demokractwo („Jak się pieni całe bractwo na spróchniałe demokractwo”) mowy nie ma. Po pierwsze - trzeba by jeszcze ustanowić nakaz finansowania partii wyłącznie ze składek członkowskich. Już widzę te spory o wysokość pożądanych składek...Ale, co ważniejsze, nawet jow-y  i koniec z budżetową forsą dla partii nie zmienią przecież obecnego systemu parlamentarno-gabinetowego, gdzie wyłoniony parlament wyłania rząd, a nowe koterie parlamentarne załatwiają przy pomocy rządu swoje interesy. W ślad za jow-ami zatem, sądzę, powinna iść zmiana systemu parlamentarno-gabinetowego na prezydencki, co wreszcie rozdzieliłoby władzę ustawodawczą od wykonawczej. No ale...pomidor! Są tylko jow-y. Mało. Mało, ale zarazem wystarczająco dużo, żeby dla przeciwwagi ( w ramach gier operacyjnych?) wymyślono Razem.

                                                Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »