Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
czwartek, 19 października 2017 r.
Strona główna
Harce po porażce PDF Drukuj Email
22.02.2016.

                                                    

 *Trup w lesie, i to wszystko? *Interpretujemy  spiskowe! *Od Wachowskiego- do Dukaczewskiej

             * Osobliwe „dwa plus jeden”  * „Seryjny samobójca” -  albo  klin klinem?

                                         Harce po porażce, przed kontrofensywą?

  Wygląda na to, że seryjny samobójca  znów ruszył na Polskę. „Zaraza kwitnie świątek i piątek, idę na Polskę robić porządek”… - porządek, ma się rozumieć, w stylu kiszczakowskim. Bo to poszukiwanie Kajetana P., głoworeza rodzimego chowu i come back sprawy „Bolka” przykryły tajemnicze „samobójstwo” płk  Sławomira Berdychowskiego, podobno świetnego oficera, po kursie generalskim  i przyjaciela innego niedawnego  „samobójcy”, gen.Petelickiego. O ile w przypadku samobójstw Michniewicza (z kancelarii Tuska), sierżanta Musia, Leppera i Petelickiego opinia publiczna dowiadywała się wielu szczegółów – o tyle w przypadku płk Berdychowskiego dowiedziała się najpierw, że popełnił samobójstwo „w lesie”, a wkrótce – że we własnym mieszkaniu. Toteż i opinia publiczna jest „ w lesie” lub we własnych domysłach i dlatego rodzą się najrozmaitsze hipotezy i  plotki . Zinwentaryzujmy je, oddając się swobodnym spekulacjom, oczywiście – spiskowym, bo jakież inne byłyby stosowniejsze, gdy żyją  jeszcze i świetnie się mają  spiskowcy spodstolni i przed-spodstolni?...

Krąży więc pogłoska, że zabójstwo płk Berdychowskiego to sygnał ostrzegawczy (był przyjacielem gen.Petelickiego) wysłany przez b.WSI lub (i) wywiad rosyjski. Upieczono kilka pieczeni na raz, co cechuje tego rodzaju zabójstwa polityczne organizowane przez tajne  służby: odstraszono od podążania drogą Petelickiego, wyeliminowano przyszłego generała (płk Berdychowski oczekiwał na awans), odwleczono zatem jakąś  istotną zmianę kadrową na ważnym stanowisku w armii (ten trop wydaje się bardzo ciekawy…). Przed 1989 zastraszano w ten sposób – morderstwami – środowisko  odważnych księży; czyżby teraz (sierżant Muś, tajemnicze zniknięcie szyfranta Zielonki, płk Berdychowski)  zastraszano środowisko patriotycznie nastawionych żołnierzy?...

Inna stugębna plotka głosi, że kluczowa jest sprawa tego „lasu”, bo ciało płk Berdychowskiego znaleziono  - głosi ta  plotka – w lesie koło willi Kiszczaków na Mazurach… W tej wersji oficer miałby otrzymać  zadanie rozeznania możliwości przejęcia archiwum Kiszczaka po jego śmierci; rozeznanie miałoby być już bardzo zaawansowane, ale ktoś zabił oficera. Wypłoszyło to wdowę po Kiszczaku, która uznała, że w takich okolicznościach lepiej pozbyć się kłopotliwego „skarbu”… Trzeba przyznać, że zmienne i kuriozalne tłumaczenia wdowy motywów  swego postępowania jak najbardziej uzasadniają  tezę, że wdowę  „wypłoszono” : teraz usiłuje wytłumaczyć swój strach snując  „opowieści dziwnej treści”.

To tylko dwie ze słusznie dokonywanych spekulacji ( w braku informacji) o powodach, dla których seryjny samobójca tym rzazem odwiedził  płk Berdychowskiego, przyszłego generała. Te odwiedziny wydają mi się groźniejsze – bo wyglądają na dobrze zorganizowane -  niż ohydny czyn Kajetana P. czy kolejne kłamstwa „Bolka” zza Oceanu.

Co do „Bolka” – zauważyłem, że ilekroć smród wokół niego gęstnieje, tylekroć udaje się w  daleką podróż do Ameryki Południowej… Czy tam – bezpiecznie, bo  poza „zasięgiem krajowym” – kontaktuje się z b. funkcjonariuszami WSI?  Fakt, że tłumaczką „Bolka” jest żona gen.Dukaczewskiego z WSI „więcej mówi, niż wyjaśnia”… Wcześniej była tłumaczką  premiera Tuska…  Gdy jesteśmy przy „Bolku” – krąży i taka plotka (ale chyba mało prawdopodobna), że przekazanie jego teczki do IPN było zemstą za to, że odmówił przywództwa nad Komitetami Obrony Demokracji. Hm. Gdyby tak było – nawet ładnie świadczyłoby to o „Bolku”, ale chyba „za piękne, aby było prawdziwe”. Kto by tam „Bolkowi” proponował  takie przywództwo… - są inni chętni, lepsi, bo odpowiednio „ukorzenieni” i zapewne tańsi do wynajęcia, niż „Bolek”.

 Gdy zatem z Ameryki Południowej „Bolek” zapewnia o swej niewinności („Ludzie kochane, jestem niewinny”…) – w kraju bronią „Bolka” wszelkiej maści  beneficjenci „okrągłego stołu”, zarówno b.agenci  Kiszczaka po „stronie społecznej”, jak obecni tam „pożyteczni idioci”. Ton obrony „Bolka” jest wyjątkowo głupi, co świadczy o zaniku „myśli lewicowej” (uwaga: wiemy z historii, że takiemu zanikowi towarzysz zwykle wzrost bezczelności i cynizmu!). Otóż bronią oni „Bolka” żeby bronić … „legendy”  Solidarności”!  Jednocześnie  psioczą na ruskich, że bronią legendy Stalina… Ale albo prawda – albo  „legendy”! A poszli won!

Tymczasem z drugiej Ameryki, tej Północnej, dobiegło listowne „zaniepokojenie polską demokracją” trzech senatorów. Jeden to Mc Cain, wprawdzie republikanin, ale już 80-letni i słabo kumający  (niefortunny kandydat republikanów - przegrał z Obamą, a podczas swej  kampanii mówił o „Czechosłowacji”, która od dawna już nie istniała jako państwo)…Takie Mc Cain miał  pojęcie o Europie Wschodniej gdy był jeszcze sprawny umysłowo - jakie ma dzisiaj?... Drugi senator, sygnatariusz wspominanego listu, to niejaki Richard Durbin, żydowskiego pochodzenia, reprezentujący skrajnie lewicowe skrzydło w Partii Demokratycznej. Ten z kolei „wsławił się” porównując przesłuchania terrorystów w bazie Guantanamo  do… zbrodni  Pol-Pota w Kambodży (1,5 miliona ofiar komunistycznego ludobójstwa!). Cóż taki dureń może wiedzieć o Polsce?... Durbin popierał  także działającą w Ameryce  organizację lewacką  ACORN, na której czele stoi… weteran ruchy maoistowskiego w Ameryce!...Trzeci sygnatariusz wspomnianego listu to Żyd amerykański Ben Cordin, mocno związany z żydowskim lobby politycznym w Ameryce ( żydowska rodzina Kordińskich wyemigrowała z Rosji). Prawdopodobnie przez niego (Zd)Radek Sikorski przy pomocy żony  nakłonił dwóch pozostałych do podpisania listu… Gdy Schetyna i Petru uwijają  się u Niemca – Sikorski  najwyraźniej uwija się u amerykańskich Żydów, lewaków i  dementów… Ale z mizernym skutkiem: co to są trzy podpisy, jak na tyle starania… Skromne  „dwa plus jeden” : dwaj szczwani Żydzi plus jeden zdemenciały staruszek…

Ale nie lekceważmy piątej kolumny! Na razie są to tylko takie harce wstępne, takie odgryzanie się po dwóch poważnych porażkach  politycznych.  Wiele wskazuje, że do kontrofensywy dojdzie wiosną i trwają intensywne przygotowania do takiej kontrofensywy. Byłoby dobrze uprzedzić  tę kontrofensywę, także dlatego, by seryjny samobójca nie odwiedził w międzyczasie  jeszcze kogoś.

Nawiasem mówiąc – nurtuje mnie pytanie: czy obecna władza w Polsce dysponuje jakimś własnym „seryjnym samobójcą”, który mógłby odwiedzić „seryjnego samobójcę” grasującego dotąd po drugiej stronie barykady?... Bo jeśli nie – to chyba trzeba go szybko - dla niezbędnej  równowagi – znaleźć, wyszkolić  i… do roboty! Czy może się mylę?...

                                                                                            Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »