Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
czwartek, 19 października 2017 r.
Strona główna
Przed szczytem NATO PDF Drukuj Email
14.03.2016.

                                       Przed szczytem NATO w Warszawie

*Aktualności sprzed 90 lat * Gdzie ”Bolek” ładuje akumulatory *Bo za jednym KOD-em  drugi  kod?

                *Osiecka i Kiszczak: głębia znajomości… * Co dwa fortepiany to nie jeden

    W 1927 roku na Zjeździe Legionistów w Kaliszu Piłsudski  zwierzał się kolegom: <System moich kalkulacji(…) zawsze rozbijał się o nic innego, jak tylko o tę siłę  agentur obcych, płatnych przez obcych – dla szkodzenia Polsce, aby nie była zbyt silna (…)Znajdywałem zawsze momenty upadku Polsk i wtedy, gdy ludzie dzielili się między  sobą tym tylko, od kogo pensje brali, od Rosji, Prus czy Austrii (…) Ja, proszę panów, w Polsce pracuję nad obroną przed szpiegostwem od czasu, kiedy Polska znów istnieje.  Nigdzie bowiem tak łatwo i dokładnie nie  rozwijano pracy szpiegowskiej w całym  świecie, jak w Polsce, a z tym stale i ciągle muszę mieć do czynienia(…) Gdy przyszły historyk będzie miał dostęp do tajnych archiwów poszczególnych państw – bo takie czasy zawsze nadchodzą, proszę panów – wtedy ujawnione będą „dossier” każdego z płatnych agentów. Agentów określonych według ich ceny, według tego, ile kosztowali. W tych „dossiers” znajdziecie nazwiska wielu znajomych”.

  Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że dzisiejsza Polska jest o wiele bardziej spenetrowana przez agentury obce, niż II Rzeczpospolita w roku 1927… Sprawa „Bolka” to tylko wierzchołek góry lodowej. Tymczasem wiele wskazuje, że po zakończeniu prezydentury i okresie  agenturalnej bezczynności – obecnie „Bolek”  znów używany jest  do tej  brudnej roboty. Świadczy tym wymownie fakt, iż po powrocie z „Balu przebierańców” w Miami na Florydzie natychmiast wyraził gotowość by „stanąć na czele młodych” i obalić obecny rząd. (Dawniej „Bolek” chełpił  się, że „naładował akumulatory” podczas wizyty u Papieża… Teraz „ładuje akumulatory” u „przebierańców” na Florydzie...) Ci przebierańcy z Miami na Florydzie to wyższej rangi PRL-owscy bezpieczniacy – najprawdopodobniej dysponujący kodem (KOD!) do tajnych kont w bankach szwajcarskich, którzy z pieniędzy zrabowanych z FOZZ pobudowali sobie rezydencje na Florydzie i pozakładali biznesy. Czy z tego samego źródła finansują teraz KOD-y? Bardzo możliwe. Przypadek Mazura (przewerbowanego do CIA, na którego ekstradycję w związku ze sprawą  zabójstwa gen.Papały  nie zgodził się amerykański sąd – jakże tu wydawać  swojego teraz agenta!...) nie jest przecież  odosobniony: na Florydzie gdzie nie splunąć trafia się w taką właśnie „rezydencję”. Bal przebierańców na Florydzie, w którym uczestniczył „Bolek” ze swym przybocznym i tłumaczką Dukaczewska – to był „bal rezydentów”… 

  Jaki ma dzisiaj z nich pożytek CIA? Zapewne zanim CIA  pozwoliła im osiedlić się w Ameryce musieli wyśpiewać wiele. No więc już  wyśpiewali… Jaką zatem jeszcze wartość przedstawiają dla służb amerykańskich dzisiaj? Chyba wartość zachowanych kontaktów z Polską. Ale do czego potrzebne  dzisiaj  agenciakom z CIA te „zachowane kontakty” przewerbowanych bezpieczniaków PRL-owskich? Ano chyba  do tego, by mieć w Polsce „drugi fortepian”, na którym wygrywać można „melodyjki” trzymające w ryzach PiS, a nawet na którym będzie można „zagrać” gdyby PiS pokazał się nieprzydatny polityce amerykańskiej w Europie. Utrzymywanie tej agentury przez CIA powinno być   przedmiotem nie tylko stałych i „poufnych”  rozmów dyplomatycznych między władzami polskimi a amerykańskimi , ale powinien  być – moim zdaniem – mocno upubliczniony medialnie w Polsce. Wiadomo przecież, że bez upublicznienia spraw mętnych, niejasnych i dwuznacznych – nie sposób wydostać się z mętniactwa, niejasności i dwuznaczności…

   Podczas ubiegłorocznej, czerwcowej konferencji  MOST w Warszawie, kiedy to bezpieczniacy z Izraela podżyrowali bezpieczniakom z CIA wiarygodność tych bezpieczniaków PRL-owskich (przewerbowanych dzisiaj do CIA) wydało się, że i tajne służby żydowskie zainteresowane są w utrzymywaniu „drugiego fortepianu” w naszej scenie politycznej. Jednak w interesie polskim leży likwidacja tego „fortepianu”. Temat ten powinien być podnoszony i nagłaśniany w polskich mediach, przynajmniej tak, żeby  dobrze  usłyszał amerykański ambasador w Polsce, żeby mu ten temat ciągle i natrętnie  brzęczał w uszach. Wszak możemy być amerykańskim sojusznikiem w Europie, ale nie za  polityczne napiwki, ale za godziwą polityczną cenę. Jeśli mamy już być „państwem przyfrontowym” na wschodniej rubieży NATO, gdzie „demokratyczny ład” graniczy ze straszliwym „reżimem putinowskim” -  to chyba za cenę nie mniejszą, niż wypłacana jest z kasy amerykańskiej „bezcennemu Izraelowi”?...

   Tymczasem jakoś dziwnie nie możemy się doczekać wyjaśnienia jakże  prostej sprawy: dlaczego pękła nowiutka opona w prezydenckim samochodzie? Kto i gdzie zakupił te nowe opony, kto je montował?... Czy może były one remontowane – jak Tupolew ś.p. Lecha Kaczyńskiego – w Samarkandzie?... Nie możemy też doczekać  się „inwentaryzacji” i opublikowania przez IPN zawartości pozostałych sześciu skrzyń, wywiezionych z domu Kiszczaka oraz kwitów wywiezionych z domu Jaruzelskiego. Jeśli te sprawy tak się ślimaczą – cóż z naszymi nadziejami na odtajnienie wreszcie „zbioru zastrzeżonego” IPN?... Z upublicznieniem „Aneksu do raportu o likwidacji WSI”?... Na razie opinia publiczna częstowana jest „smaczkami” w rodzaju listu tekściarki Agnieszki Osieckiej – z racji pochodzenia pupilki gazety żydowskiej – do generała Kiszczaka. Osiecka zgłaszała  w swym liście pretensję do Kiszczaka, że nie zasięgał jej rady w sprawie aresztowania Michnika: „znając mnie od tak dawna” – pisała z wyrzutem do Kiszczaka. Hm. Ciekawe, od jak dawna, a zwłaszcza jak „głęboko” znała Kiszczaka… Czy głębiej, niż na przykład  Passenta, czy „płyciej”? Szczególnie wymownie brzmi ten fragment listu Osieckiej do generała Kiszczaka: <Książka Michnika „Kościół, lewica, dialog” mogłaby nawet teraz być umiejętnie wykorzystana do dialogu z Kościołem z pozycji marksistowskich”… Zwracam uwagę na słowa „nawet teraz”,  „umiejętnie wykorzystana” i „z pozycji marksistowskich”. Jaka szczwana była  ta tekściara! („Małgośko ty tam, młynarzowo, w tańcu wszelakim dobrze szczwana”…)...Czy figuruje w zbiorze zastrzeżonym IPN?...

   Wracając zaś do rezydujących na Florydzie przebierańcow-przewerbowańców”  z SB/WSI do CIA…     W 1934 roku polski minister spraw zagranicznych Józef Beck powiedział francuskiemu premierowi:  „Jeśli Niemcy zaatakują Francję wy wiecie, że my uderzymy na Niemcy, bo to leży w naszym interesie. Ale jeśli Niemcy uderzą na Polskę – my mamy poważne wątpliwości, czy wy uderzycie na Niemcy”… Za te słowa prawdy  Francuzi znienawidzili Becka i robili mu później rozmaite małostkowe wstręty dyplomatyczne. Oczywiście – po 1 września  1939 Francuzi na Niemcy nie uderzyli, natomiast poparli cichy zamach stanu generała Sikorskiego („drugi fortepian”!). Gdy dzisiaj Amerykanie proponują na „zabezpieczenie „ wschodniej flanki NATO” zaledwie  3,4 miliarda dolarów dla całej Europy, nadto nie w postaci stałych baz w Polsce, ale podejrzanych „kontyngentów rotacyjnych” i „uzupełnienia magazynów wojskowych” – przed szczytem NATO w Warszawie trzeba im mówić dobitnie: Po pierwsze -to o wiele za mało, po wtóre – chcemy zapłaty z góry! Po trzecie, czwarte i piąte: co z „przewerbowańcami” na Florydzie? Co ze zniesieniem wiz dla Polaków? Co z zaprzestaniem poparcia rządu amerykańskiego dla całkowicie bezpodstawnych żądań żydowskich? Nic? No to i my mamy drugi fortepian, może nie tak duży, jak wasz, ale i na nim można ładnie zagrywać: Rosja  zimnego czekisty Putina to jednak nie Rosja  Józefa Stalina, waszego dawnego „wujka  Joe”…

                                                                                                                      Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »