Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 2 gości
środa, 16 sierpnia 2017 r.
Strona główna
Wiosna jeszcze niczyja PDF Drukuj Email
23.04.2016.

                            

 *Ludzie wiersze piszą, nawet z małych wiosek… * Rozdwojenie jaźni komisarza Timmermansa

     *Klin klinem: na bratnią pomoc – powszechna  mobilizacja? * Tusk – pod Trybunał  Stanu!

                                 Wiosna jeszcze niczyja – ale czyje lato? 

  Nie ma to, jak trafne charakterystyki postaci.  

- Ten Arabski to jest postać!  -Postać? Raczej posiedzieć…

   Spod piór poetów wypada to barwniej:  „Ten major Płut, rodem z miasteczka Dzierowicz, nazywał się (jak słychać) po polsku Płutowicz, lecz przechrzcił  się; łotr wielki, jak się zwykle dzieje z Polakiem , który w carskiej słuźbie zmoskwicieje”. Nie każdy jest zaraz Mickiewiczem,  ale i domorosłe talenty też próbują: „Ten sędzia, co się niby familią wywodzi z Rzeplińska, był (jak powiadają) wcześniej Żydem z Pińska, lecz nie wytrwał nawet  w przodków swoich wierze bo karierę zwiesił na PZPR-ze”…

   Słynny, czy raczej „osławiony” Trybunał Konstytucyjny wydał kolejne  „orzeczenie”, które legalne władze państwa polskiego uznają za prywatną opinię uczestników nieformalnego spotkania. Zachętą do wydania tej opinii przez Rzeplińskiego i spółkę  była z pewnością wizyta w Polsce szemranego typka z Brukseli, wicekomisarza Eurokołchozu, belgijskiego  internacjonała Timmermansa, który dla niepoznaki przybył  do Warszawy celem „dialogu”, ale  bez zbędnego dialogowania  obwieścił zaraz na wstępie, że te opinie z nieformalnych spotkań Rzeplińskiego and Company powinny być jako  „orzeczenia Trybunału”  opublikowane  przez rząd polski jako wiążące. Szczwany lis z tego komisarza, na cztery nogi kuty:  totalniak, który rżnie demokratę!.. Jakoś dziwnie, schizofrenicznie rozdwojeni są ci brukselscy dygnitarze. O, wielu takich  bezczelnych typków w brukselskiej Międzynarodówce… Nic też dziwnego, że i „policmajster powinność swej służby zrozumiał” : wnet prezes Rzepliński  zwołał kolejne spotkanie kolesi, na którym wypichcono kolejną  opinię.

  Widać, że komisariat Eurokołchozu  wie lepiej od nas,   „jak powinno być w Polsce” i struga tęgi kij, żeby wsadzić w szprychy naszej „młodej demokracji”, co to jeszcze nie zdążyła zlustrować środowisk sędziowskich i  pozbyć się obecnych tam komunistycznych narośli…  Wrychle cały tak zwany Parlament Europejski pogrąży się w „debacie” by podjąć „rezolucję” w tej sprawie, i chociaż sama taka  rezolucja ma wartość papieru toaletowego, to na jej tak mało wartościowej  podstawie komisariat Eurokołchozu będzie z kolei mógł  wszcząć własną „debatę” nad ukaraniem Polski sankcjami za „łamanie demokracji”, czyli za nieuznawanie opinii Rzeplińskiego i Spółki za „orzeczenia Trybunału”.

   Jak wiemy, Eurokołchoz  przyjął  w całości dawną doktrynę Breżniewa o ograniczonej suwerenności państw słabszych, upoważniającą do udzielenia im „bratniej pomocy” przez Centralę (raz Moskwa, raz Bruksela), ale dla niepoznaki tę  breżniewowską „bratnią pomoc” nazwał w Traktacie Lizbońskim „klauzulą solidarności”… Lepiej jeszcze brzmiałaby : „klauzula bratniej solidarności”… - którą to zmianę  nazwy postulujemy pod adresem Marcina Schulza. A może:  „klauzula jedynie słusznej bratniej solidarności”?

   W przypadku, gdy komisarze Eurokołchozu uznają, że wobec  „łamania demokracji” w Polsce trzeba ukarać Polskę sankcjami albo  nawet udzielić jej „lekcji solidarności” interwencją bezpośrednią –  obecnym legalnym  władzom Polski pozostaną dwa wyjścia: albo ulec temu  szantażowi ( co w konsekwencji  pozbawiłoby wszelkiej wartości  jakiekolwiek wybory w Polsce!) – albo odrzucić ów szantaż. Możliwość odrzucenia szantażu powinna być jednak już obecnie mocno  zasygnalizowana czerwonej Brukseli; na przykład: taki szantaż spotka się z zainicjowaniem w Polsce referendum (jak w Wielkiej Brytanii!) w sprawie wystąpienia z Unii Europejskiej; albo:  na taki szantaż Polska odpowie wszczęciem  procedury wystąpienia z Unii Europejskiej . Czy nie przydałaby się także próbna powszechna mobilizacja? Ot, celem sprawdzenia przy okazji stanu gotowości bojowej naszej armii?... Bo czyż jest ona w lepszym stanie, niż niezlustrowane do dzisiaj sądownictwo?... Tego byśmy się właśnie dowiedzieli. Ba! Szantaż czerwonych komisarzy z Brukseli jest także okazją, by sprawdzić w kraju powstającą  Obronę Terytorialną, opartą na oddolnych inicjatywach obywatelskich!... Nie możemy bowiem pozwolić sobie (sprawy za daleko zaszły)na taką sytuację, w której tylko reagujemy  na polityczne  prowokacje i szantaże totalniaków z  Brukseli i rodzimej Targowicy. Trzeba „zejść do głębi”. („Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi”). A jakie pole do popisu otwiera się przed organizacjami młodzieżowymi, harcerskimi i skautowymi! Wspaniałe ćwiczenia terenowe pod kryptonimem: „ Nasza odpowiedź na sankcje brukselskie”; albo: „Manewry uliczne: odpór  rodzimej Targowicy!”; albo: „Jak konspirować skutecznie pod dyktatem brukselskim”!...

  Tymczasem postępowi Holendrzy odrzucili w referendum pomysł podpisania umowy stowarzyszeniowej między Eurokołchozem a Ukrainą, ale faszystowski rząd Holandii już zapowiada, że nie będzie się czuł związany wynikami  demokratycznym referendum… Czy w Parlamencie Europejskim nie powinna odbyć się zatem  debata nad łamaniem demokracji w Holandii?...Na miejscu komisarzy z Eurokołchozu zreflektowałbym się:  czy nie lepiej przećwiczyć sankcje i ewentualną „solidarną bratnią pomoc” najpierw na  rządzie holenderskim, na Holandii? A dopiero potem - na Polsce?...  Jak się dobrze postarać, to z malej ale bogatej Holandii wycisnąć można wcale nie mniej niż z większej, ale biednej Polski – a koszty takiej interwencji byłyby znacznie mniejsze. Nie wiem, kto aktualnie w Komisji Europejskiej robi za Trockiego, a kto za Lenina,  kto chciałby za Hitlera, a kto tylko za Bismarcka… Nie wiem, za kogo robi Timmermans, a za kogo inne brukselskie bubki – no i jak uwijają się  niemieckie służby tajne… - ale może jednak najpierw ta Holandia, a dopiero potem – Polska?...

  Przy tak poważnych problemach zewnętrznych blednie wewnętrzna (ale niezupełnie!...) sprawa prywatyzacji Ciechu, do którego wkroczyły właśnie polskie służby tajne. Wygląda na to, że „wybitny biznesman” Kulczyk nabył udziały Skarbu Państwa w tej spółce za grosze wskutek ordynarnego szwindlu, w którym pomagał mu sam premier Donald Tusk!  Taśmy kelnerów szczerą prawdę nam mówią: czy Tusk pójdzie zatem pod Trybunał Stanu? Pan Kwiatkowski z NIK też się umoczył, ale zdążył w porę, w ostatniej niemal chwili „przejść na jasną stronę mocy”; jednak „hak” na niego już wisi – „taśmy kelnerów” prawdę mówią… Będzie teraz gorliwiej „rad staratsja” dla nowej władzy? A to świetnie, to docisnąć teraz franta, żeby mu od gorliwości bańki poszły nosem! Niech teraz NIK skontroluje na przykład Wielką  Orkiestrę Pomocy Świątecznej i jej powiązania… Wielkość majątku, udzielonego żydowskim gminom wyznaniowym!...

 Jest czas siania i zbierania, jest też czas przycinania oraz wyorywania, tudzież wyrywania chwastów, etc. Tego wymaga  dobra uprawa, uprawa – czyli kultura.

                                                                                                           Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »