Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
czwartek, 19 października 2017 r.
Strona główna
Siedzić! PDF Drukuj Email
06.05.2016.

                                                       Siedzić! A sio! Do kurnika!

  Dziesięciu  filutów „dobrze szczwanych”  – w osobach TW „Bolka”, Bronisława hrabiego Bul-Przez- U- Zwykłe, Aleksandra Kwaśniewskiego („Alek”?...), Frasyniuka, Lisa Bohdana,  Cimoszewicza rejestrowanego jako  TW „Carex”, Sikorskiego (Zd)Radka, Andrzeja Olechowskiego TW „Must” , Jerzego Stępnia i  Ryszarda Bugaja na kupę wystosowało ostatnio  list tak idiotyczny w swej treści,  że porównywalny tylko z komunistyczną politgramotą z lat pięćdziesiątych, piętnującą „zaplutego karła reakcji”. Ten sam styl, to samo stężenie blagierstwa. Rzecz jasna – filuci ci nie są idiotami (aczkolwiek  co do trzech można mieć wątpliwości), chociaż ich  list skierowany jest niewątpliwie do pożytecznych  idiotów w ujęciu leninowskim. Ma ich krzepić („my ciągle z wami”), wspierać („róbta  tak dalej”), dowartościowywać („jesteście najżarliwszymi demokratami”)  i mobilizować („do czynów partyjnych”). „Czynami partyjnymi” mają być, ma się rozumieć, manifestacje KOD-u,  dzisiejszym odpowiednik stalinowskich „subotników”.

  Ale to tylko najniższa „warstwa” tego przesłania „liderów spodstolnego zaciągu” generała Kiszczka, wspieranych przez żydowskie lobby polityczne. Jest i warstwa nieco wyższa, chociaż też poniżej wszelkiego poziomu. W tej „wyższej warstwie niższej” ( upper lower class”,…) list jest propozycją adresowaną do czerwonej Brukseli: „Przybywajcie z interwencją, komisarze! Jesteśmy gotowi!”…

Przypomina ów list deklarację PPR-owców z czasów wojny, gotowych przyjąć Armię Czerwoną i na jej bagnetach „objąć władzę”.

    List  jest w istocie wezwaniem do wojny domowej, no – na razie – do „majdanu” w Warszawie”. Od czegoś przecież trzeba zacząć prowokacyjną  zadymę, zanim zaprosi się Brukselę do interwencji, całkiem jak ci  „postępowi towarzysze czescy”, co to  „zaprosili”  Sowietów do interwencji w 1968… Zwłaszcza, że szanse na wcześniejsze obłożenie Polski  „unijny sankcjami” nie wchodzą raczej w grę, w związku z przyjaznym stosunkiem do Polski Węgier I Czech – wymaganej jednomyślności w tej kwestii nie będzie.

   Tymczasem prasa  polskojęzyczna prasa  podgrzewa tę „podgotowkę” ile śliny w gębach. Rysuje się coraz bardziej jaskrawy podział na media gadzinowe – i te normalne. I całe szczęście! Bo to pomaga widzieć sprawy wyraźniej: tu naród polski – tam polskojęzyczna wspólnota rozbójnicza, tu  Polska suwerenna  - tam Targowica.

  Spędzałem za młodu wakacje w małej wsi pod Bełchatowem, Łękawie, u gospodyni pani Arkiet Marianny, samotnej wdowy, która nie dała się zapędzić do PGR-u. Co wieczór zaganiała swój drób do kurnika wołając:  „A sio! Siedzić,  siedzić!” Ten list  dziesięciu „spodstolnych”  jest próba podgarnięcia pod siebie Polaków drugiego sortu i pożytecznych idiotów w ujęciu leninowskim, a zarazem  deklaracją wobec  Brukseli (mówimy Bruksela – myślimy Berlin,) że sygnatariusze listu gotowi są „stanąć na czele”.  Wprawdzie nie wiedzą jeszcze (całkiem jak ów sowiecki agent z powieści Conrada) jak się będzie nazywał ostatecznie ruch (nowa partia?), na czele którego chcą stanąć, ale już przebierają  nóżkami: Weźcie nas! Kto lepiej  wam usłuży, niż my?...Czyśmy już dotąd nie wykazali się dostatecznym służalstwem?... Weźta nas!

 …Czy ich wezmą znów na posady, zabiorą z tego kurnika, z tego getta żydokomuny?? Nie da się wykluczyć. Dobrze, że minister Macierewicz organizuje obronę terytorialną: strzeżonego pan Bóg strzeże, no a gdyby KOD-om zachciało się Warszawie „majdanu” – (czy Soros  sfinansuje, czy pieniądze ze szwajcarskich kont?... )nie zabraknie  ochotników, by rozpędzić to towarzystwo. Na razie – „siedzić, siedzić!” – samo  towarzystwo gromadzi się w swym „kurniku”, w swym  getcie, przez co lepiej ich wszystkich widać, zaganiane coraz mniej  dyskretnymi  dyrektywami (rozkazami?) z Berlina.

 Prognozuję, i coraz bardziej utwierdzam sie w przekonaniu,  że iskrą zapalną będzie „pogrom”! Jakub Berman, chociaż Żyd,  nadzorował przecież  „pogrom kielecki”, pogrom swych pobratymców. Warta była wtedy skórka za wyprawkę… I wprawdzie już ziemię gryzie, ale bo to nie brak zdolnych następców, zdolnych do wszystkiego ,ma się rozumieć... I czy nie dlatego generał Jaruzelski odznaczył go w 1983 roku „demokratycznym”  Medalem Krajowej Rady Narodowej, żeby czerwone „Żydy” znów były razem z „chamami”?... I były! Przy, pod i po „okrągłym stole”!…

   To i teraz są razem. Wprawdzie dzisiaj ta  żydokomuna  jakby bardziej orientuje  się na Niemcy, niż na Rosję, bardziej na Berlin, niż na Moskwę (kto i gdzie się przewerbował  to się przewerbował…) – ale niech nas nie mylą pozory: wszak między Berlinem a Moskwą  istnieje strategiczne partnerstwo polityczne, a Berlin tylko tak na pokaz, dla propagandowego picu, gniewa się na Moskwę za Ukrainę…  Wraz ze zjednoczeniem Niemiec polityka europejska powróciła w swe główne przedwojenne koleiny.

   Zdaje sobie z tego dobrze sprawę Barak Obama, który ostatnio zachęca Brytyjczyków, by nie wychodzili z Unii Europejskiej. Pożytecznym idiotom opowiada, że to dla „dobra Unii Europejskiej”, ale  odkąd Jakub Delors, jako przewodniczący Komisji Europejskiej w 1990 roku wypowiedział w imieniu Unii Europejskiej  wojnę ekonomiczną Stanom  Zjednoczonym – trudno wierzyć, że „dobro Unii Europejskiej” leży akurat  na sercu polityce amerykańskiej… Może trzej sygnatariusze listu - Bugaj, Frasyniuk i Lis - w to wierzą, plus sędzia Stępień na kupę?…  Obama naciska na Brytyjczyków, by nie wychodzili z UE, bo poprzez Wielką Brytanię może jeszcze Ameryka  kłaść kija w szprychy niemiecko-rosyjskiego strategicznego partnerstwa, świetnie się rozwijającego i to  bez względu na Ukrainę. Gdy tego kija Ameryce zabraknie… „Gdy mi ciebie zabraknie, gdy zabraknie mi ciebie, jak w godzinie ostatniej śladu słońca nie niebie”…

 A tu do spodstolnego obozu „obrońców demokracji” dołączył, jak można się było spodziewać, Sąd Najwyższy. Do czego prowadzi brak lustracji w gremiach sędziowskich! Alimenciarz z KOD-ów, sutener z Wrocławia, „nowoczesny” Petru, prezes Rzepliński   i Sąd Najwyższy na kupię, na śmierdząca kupę: ładne towarzystwo! Określenie posłanki Mazurek, że  uchwała Sądu Najwyższego wzywająca do respektowania nieopublikowanych orzeczeń  Trybunału Konstytucyjnego  to uchwała „zespołu kolesi, którzy bronią  dotychczasowego, spodstolnegu układu” jest bardzo trafna i celna. Nic dodać, nic  ująć. No bo gdzie był ten kolektyw  cwaniaków, gdy Platforma Obywatelska zrobiła skok na Trybunał? Nie otworzyli nawet gęby; teraz dopiero trzaskają dziobami? „A Władzio mi o kolektywach… A won!”.

   Tymczasem niektóre  samorządy, w których dominuje Platforma Obywatelska deklarują  niebywale odważnie, że będą stosować się do nieopublikowanych orzeczeń Trybunału , czyli do prywatnych opinii zespołu kolesi. Hm.  Na razie są odważni w gębie, w propagandowym szczekaniu – ale co będzie, gdy podejmować zaczną  konkretne decyzje w oparciu o opinie kolesi z Trybunału Konstytucyjnego? Pod takimi decyzjami ktoś musi się konkretnie podpisać, ryzykując zainteresowanie prokuratora za złamanie prawa. Wprawdzie i niektóre sądy powszechne mogą stanąć na gruncie ważności „opinii zespołu kolesi”, ale po pierwsze – nie wszystkie staną, po wtóre – śledztwa prokuratorskie mogą ujawniać wstydliwe zakamarki podejrzanych, związane z pełnionymi w samorządzie funkcjami… Ryzykowna sprawa dla grandziarzy.

  Na razie PiS zaproponował „kompromis” w postaci projektu nowej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Prognozuje ostrożnie, że zostanie odrzucony przez spodstolnych. I raz jeszcze postuluję, by Trybunał – jeśli w ogóle ma być zachowany -   opiniował  co najwyżej projekty ustaw przed, a nie po ich uchwaleniu.

                                                                                                        Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »