Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

poniedziałek, 18 grudnia 2017 r.
Strona główna
O właściwy pomiar antsemityzmu PDF Drukuj Email
06.05.2016.

                                     

                         O właściwy pomiar  poziomu  antysemityzmu

 Podobno Parlament Europejski powoła wkrótce dwa zespoły  robocze, które „  zespół w zespół” opracują dwie teorie: „Ogólną teorię wszystkiego” i „Szczególna teorię niczego”; teorematy te tworzyłyby  podwaliny dla dalszych prac praktycznych  tego ciała. Rozpiętość zagadnień, jakimi zajmuje się  Parlament Europejski uwiarygodnia tę plotkę: bo to i pożądana krzywizna banana, i stan demokracji w Polsce, i rozciągliwość prezerwatywy, i  globalne ocieplenie, i wyjątkowość góralskiego oscypka, i  prawa człowieka, i tak dalej, w tym duchu, czy raczej – upiorze.

  Ostatnio w Strasburgu mierzą poziom antysemityzmu. Taki pomiar, ho, ho… No, no… Poziom antysemityzmu mierzyć można w skali kontynentów, poszczególnych państw,  grup zawodowych i społecznych,  w łonach organizacji – międzynarodowych i krajowych – pośród kibiców sportowych, pracowników przedsiębiorstw – wszędzie, gdyż Parlament Europejskie stwierdził w swej ostatniej rezolucji, że „antysemityzm występuje wszędzie”. Mnóstwo roboty! W takich „smutnych okolicznościach przyrody” ciekawie byłyby dwa rodzaje pomiarów. Pierwszy – to pomiar antysemityzmu pośród społeczności, które jeszcze w ogóle nie zetknęły się z Żydami:  u Eskimosów, pigmejów lub innych prymitywnych plemion, jakie jeszcze uchowały się w świecie, tam i tu. Jeśli „antysemityzm występuje wszędzie” – to u nich musi występować także, nawet jeśli w ogóle nie słyszeli nigdy o Żydach, ani nie wiedzą, że Żydzi  w ogóle istnieją. Czyżby teoria  Chomsky’ego, Żyda, o pewnych wrodzonych mózgowi ludzkiemu strukturach językowych, miała się sprawdzić także w odniesieniu do antysemityzmu? Hm, wyglądałoby to na prawdziwą rewolucję w nauce: antysemityzm nie jest nabywany – jest wrodzony! Jest wszędzie! Wynikałoby stąd jednak, że i Żydzi też z tym się rodzą, co najwyżej potem ukrywają  to… A może oni rodzą się z jakimś innym „anty…zmem”? Robi się coraz ciekawiej i Parlament Europejski musi wcześniej czy później zmierzyć się sam z tym problemem, a przede wszystkim – pomierzyć poziom antysemityzmu  w Brukseli i Strasburgu, w swym własnym łonie. Czy poziom antysemityzmu pośród członków Parlamentu Europejskiego jest większy niż u  pigmejów – czy mniejszy? O ile większy – czy mniejszy? Na zdrowy rozum pośród pigmejów czy Aborygenów, którzy nigdy o Żydach nie słyszeli, antysemityzm nie powinien w ogóle występować, natomiast w Parlamencie Europejskim , który o Żydach już co nieco słyszał, poziom antysemityzmu powinien być większy. No ale jeśli antysemityzm jest wrodzony i  jest wszędzie – może być odwrotnie. W drodze kompromisu można, oczywiście, przyjąć, że antysemityzm wysysany jest z mlekiem matki, ale w takim razie – skąd on się bierze w mleku matki? I czy każdej matki? Chyba tak – jeśli „ jest wszędzie”, i w ten sposób powracalibyśmy do śmiałej hipotezy: antysemityzmu wrodzonego każdemu!

  A jeśli już tak, to nie ma co mierzyć poziomu antysemityzmu na poszczególnych kontynentach, w poszczególnych państwach, grupach społecznych, zawodowych etc. – tylko chwycić  byka za rogi i od razu zabrać się do badań indywidualnych.  Żyje w Europie  kilkaset  milionów ludzi, więc kto dostanie od Parlamentu Europejskiego koncesję ( i budżet!) na takie badania – ten szybko awansuje do grona najbogatszych ludzi nie tylko w Europie, ale i na świecie.

   Oczywiście – musi najpierw przedstawić swe narzędzia badawcze. Czy poziom antysemityzmu mierzyć tak, jak mierzy się poziom cholesterolu we krwi? Czy raczej tak, jak mierzy się alkomatem poziom alkoholu? Czy tak, jak mierzy się ciśnienie, czy może tak, jak mierzy się wzrost , czy wagę?

  Wszystko, psiakrew, może rozbić się o te narzędzia pomiarowe, bo pozostała logistyka europomiarów antysemityzmu   jest w zasadzie dostępna i znana z innych pomiarów. Wzywa się obywatela do określonego urzędu na wyznaczony termin, pod rygorem grzywny, mierzy mu się poziom antysemityzmu, wystawia  wynik pomiaru,  i cześć: jeśli mieści się w normie - odnotowuje się tylko datę i wynik okresowego pomiaru (do następnego badania), a jeśli normę przekracza – no, to nie ma wyjścia: Barczewo, albo Rawicz; albo, jeśli sam się od razu przyzna do wysokiego  poziomu antysemityzmu we krwi – można mu trochę krwi upuścić i ukarać łagodniej.

  Takie konsekwencje płyną z założenia Parlamentu Europejskiego, że „antysemityzm jest wszędzie” jako przypadłość wrodzona. Niestety – dopóki Parlament Europejski nie ma narzędzi pomiarowych jego rezolucja wpisuje się raczej w „Szczególna teorię niczego”, niż w „Ogólną teorie wszystkiego”. Czyli że „trzeba wracać do groty, a zatem pocierp, mój Władku złoty” – jak pisał Gałczyński – i wszystko pozostanie po staremu: szczwani „europejczycy” określać ć będą europejczykom poziom antysemityzmu wedle własnego widzimisię i forsy do wzięcia, wedle zasady „kto jest antysemitą określamy my” , na wzór starego schematu niemieckich narodowych socjalistów „kto jest Żydem określamy my”. Powiedzieć można, że są to schematy „wrodzone” politrucznym propagandystom, bez względu na pochodzenie.

  Właśnie „Bufetowa” dokonała – z okazji kolejnej rocznicy walk w getcie warszawskim -  próby pomiaru antysemityzmu w dzisiejszej Polsce na podstawie „kukły Żyda” spalonej we Wrocławiu. Ale co to za pomiar – bez narzędzia?... Dopóki nie ustali się poziomu antysemityzmu we krwi sprawcy – nic nie wiadomo: a może to nie antysemita, ale prowokator?

  I przypomina mi się transmitowany w TV pogrzeb „drogiego Bronisława”, na którym funkcję jakby  mistrza ceremonii pełnił doktor Marek Edelman.  Gdy już trumnę wpuszczono do ziemi, wezwał on obecnych na ceremonii Żydów by utworzyli coś na kształt „kręgu” przy grobie, po czym, ujrzawszy w drugim czy trzecim kręgu żałobników Gronkiewicz-Waltz Hannę – bezceremonialnie wyciągnął ją z tyłu i przepchnął do tego „kręgu”, ku jej wyraźnemu skonfundowaniu…  Takiego „okazania” najwyraźniej się nie spodziewała… Przypomina mi się także ów tytuł na pierwej stronie  „Gazety wyborczej” tuż po wcieleniu przez Kneset  wschodniej części Jerozolimy, dotąd arabskiej, w administrację żydowską: „Jerozolima nasza!”-   krzyczał ów tytuł, a przecież  przez ten akt wcielenia Jerozolima nie stała się polska?… Proszę: są więc  „nasi” i „nie nasi”!...

  I otóż mam dla „Bufetowej” dobrą wiadomość! Porzuciłem ostatnio prace nad konstrukcją perpetuum mobile („Panie doktorze, wymyśliłem perpetuum mobile!” – Nieprawda, ja wymyśliłem przed panem!” – odparł doktor) i pracuję nad osobistym, indywidualnym  podręcznym wykrywaczem poziomu antysemityzmu w organizmie. Od prac teoretycznych przeszedłem już do prototypu, i zmierzyłem sobie ten poziom. Dziwne, psiakrew, osiągam pomiary:  w poniedziałek ubyło mi „6”, ale  w środę przybyło „8”, całkiem jak na Wiśle w Puławach, albo na Odrze w Miedonii ; w piątek miałem „poziom ujemny”, a w sobotę – znów  byłem „na plusie”. Ale nie ustaję w dalszych pracach konstrukcyjnych i mam nadzieję wkrótce udoskonalić swój wynalazek tak, by działał niezawodnie. Wtedy zgłoszę się do Parlamentu Europejskiego z ofertą i propozycją: Ten gwar, ten szmal, ja sobie wyobrażam!...

                                                                                                                       Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »