Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
środa, 23 sierpnia 2017 r.
Strona główna
Pozorne negocjacje- spisek prawdziwy? PDF Drukuj Email
10.06.2016.

                                             Pozorne negocjacje – spisek prawdziwy?

*Szantaż, pierwsze podejście: pudło! * Rozgrywka na dwie ręce * Chwalebna profilaktyka, ale…

 *Czas  dla Wielkiej Prowokacji *S. i  T. – za młodu (u) prowadzeni? *Gra na zwłokę – grą na zwłoki?

    Szantaż brukselskich komisarzy  na niemieckim żołdzie nie wypalił w pierwszym podejściu: d…blada! Bezczelne, butą faszystowską podszyte  ultimatum puszczone prasowym „przeciekiem” trafiło na zdecydowane stanowisko polskiego  Sejmu i komisarze, uznawszy swój balon próbny za przekłuty, podkulili ogony. Nie znaczy to jednak wcale, że spasują: ich dotychczasowe zaangażowanie zdradza ich intencje… Wiele wskazuje, że komisarze przystąpili do rozgrywania Polski na dwie ręce.

  Komisarz Tiemmermans  będzie zatem udawał  teraz „spolegliwego” negocjanta, poszukującego troskliwie „kompromisu”  i szczerze rozumiejącego „obie strony konfliktu” ( jak gdyby naprawdę były jakieś dwie strony, a nie spodstolne grandziarstwo, które konflikt sprowokowało!) i będzie grał na czas. Ten czas będzie zarazem czasem darowanym alimenciarzowi na utrzymaniu żony, którego „nieistniejące” WSI postawiły na czele KOD. Czas ten potrzebny jest mu po to, aby inni niemieccy lobbyści w UE, z Marcinem Schulzem na czele, jako przewodniczącym tzw. Parlamentu Europejskiego, mogli  nadymać medialnie  alimenciarza i  zgrupowanych wokół KOD-u grandziarzy ,agenciaków i pożytecznych idiotów  na „poważną siłę polityczną”.

  Gdy więc Komisja Europejska grać będzie na przewleczenie, odwleczenie i na zwłokę – druga ręka niemieckiego lobby w Brukseli grać będzie na  stwarzanie wrażenia, że KOD to poważna „instytucja” demokracji w Polsce, której Bruksela lekceważyć nie tylko  nie może, ale przeciwnie, musi udzielać jej wsparcia! Komu jeszcze potrzebna jest ta gra na zwłokę, na której końcu mogą pojawić  się  zwłoki?...     

 Bo wydaje się, że bezpieczniakom z WSI, prawdziwym  autorom konfliktu wokół Trybunału Konstytucyjnego, czas ten darowany jest przez brukselskich  komisarzy na przygotowanie jakiejś solidnej prowokacji politycznej, uzasadniającej  na przykład  zerwanie „negocjacji” z udziałem „spolegliwego” Tiemmermansa – i drugie podejście do ultymatywnego szantażu, tym razem z solidną podbudową w postaci wspomnianej prowokacji.

  Nasze służby, pod nowym kierownictwem, jak gdyby czuły już pismo nosem… Okoliczności aresztowania  gówniarza z Wrocławia, co to wsadził do garnka gwoździe, a garnek do autobusu, który kierowca zauważył, wyniósł na zewnątrz, a antyterroryści rozbroili… nasuwają przypuszczenie, że była to akcja „zaporowa”, profilaktyczna, mobilizująca służby na wypadek poważniejszej prowokacji; podobnie podkładacze „ładunków wybuchowych” pod policyjne radiowozy, „zdjęci” co do jednego podczas przeprowadzania swej akcji – wyglądają raczej na takich, których z góry miano aresztować , dla ostrzeżenia innych, poważniejszych prowokatorów…  Nie mam zamiaru krytykować naszych służb, jeśli rzeczywiście takie  prowokacje miałyby na celu przetestowanie zdolności rozpoznawczych naszej policji i służb, ich mobilizację, ich „próbę generalną”  - a zarazem sygnał ostrzegawczy, odstraszający dla potencjalnych, prawdziwych prowokatorów. Byłby to krok w dobrym kierunku. Jednak obawiam się, że do poważniejszej prowokacji – takiej, która marzy się agenturze niemieckiej i  grandziarzom  z KOD, PO, Nowoczesnej czy PSL – użyte zostaną  bardzo fachowe siły,  dobrze wyćwiczone w tajnej brudnej robocie, a nie tacy, których aresztowano „przy radiowozach”  czy  przy „ wybuchowym garnku” we Wrocławiu. Do poważnej politycznej  prowokacji, o konsekwencjach międzynarodowych, potrzebni są pierwszorzędni fachowcy, wyszkoleni przynajmniej  tak dobrze, jak „seryjny samobójca”, co to odwiedzał po kolei Leppera, Petelickiego, sierżanta Musia, pułkownika Berdychowskiego,  a wcześniej – tak wielu innych. (Ostatnio – pułkownika Waldemara K. z SKW, „znalezionego” w Mińsku Mazowieckim przed długim weekendem, gdzie „nieoficjalna” sekcja zwłok nie wykazała uczestnictwa w śmierci „osób trzecich”. A osób „drugich”?...I co to właściwie znaczy” „nieoficjalna” sekcja zwłok?... Czy ten pułkownik Waldemar K. uczestniczył w wydawaniu certyfikatów bezpieczeństwa, którymi handlowali grandziarze z MON, co ujawnił  niedawno minister Antoni Macierewicz? …) Zważywszy, że obok  „seryjnego  samobójca” mamy w naszym kraju także prawdziwe komanda śmierci ,nie zasłaniające się nawet „seryjnym samobójcą”  – fachowców do poważniejszej prowokacji nie zabraknie! O, takich fachowców rozmaitej proweniencji  grasuje po naszym kraju  wielu! Dlatego właśnie obawiam się, że profilaktyczne aresztowania   „ z przytupem”  drobnych „terrorystów”(czy aby autentycznych?...),  jakkolwiek chwalebne w intencjach – nie zapobiegną prawdziwej, poważnej  prowokacji; chyba, żeby aresztować „kolegialną  głowę” grandziarstwa, broniącego spodstolnego układu,  a zwłaszcza  jej mocodawców. Ba!... Na szczęście w nieszczęściu – na wypadek poważnej prowokacji, podjętej przeciwko Polsce  w celu wywołania negatywnych dla niej skutków międzynarodowych – mamy artykuł 230 Konstytucji, umożliwiający wprowadzenie stanu wyjątkowego rozporządzeniem prezydenta, popartym przez zwykłą większość  sejmową.

   Wspólnota rozbójnicza (ów gorszy sort Polaków i nie-Polaków)), z którą naród polski dzieli swe terytorium od 1945 roku, zafundowała narodowi polskiemu już dwa razy stan wyjątkowy: raz, gdy w 1945 roku  na bagnetach Armii Czerwonej objęła władzę, drugi raz – wprowadzając w 1981 roku coś na kształt „stanu wyjątkowego w stanie wyjątkowym”.  Klin-klinem: dzisiaj konstytucyjny stan wyjątkowy wprowadzony  wedle artykułu 230 Konstytucji byłby dobrym sposobem na przywrócenie właściwych proporcji wpływów: wpływów narodu polskiego  i wpływów wspólnoty rozbójniczej, hodowanej dzisiaj już nie tylko przez Moskwę, a i przez  Brukselę z jej ideologia marksistowską w wersji  komunisty Gramsciego.

 Czy poważna prowokacja agenturalna, z zamiarem wywołania negatywnych skutków międzynarodowych dla Polski,  nastąpi jeszcze przed wizytą  Ojca Świętego w Polsce – czy w trakcie – czy po wizycie? … Bo rozwój wydarzeń, a zwłaszcza brukselskie rozgrywanie Polski na dwie ręce – wydaje się nieuchronnie prowadzić w tym właśnie kierunku.

  …Tymczasem pojawiają się ciekawe szczegóły z biografii Radosława  (zd)Radka Sikorskiego. I ciekawe pytania… Czyżby  i on był od wczesnej młodości „prowadzony”, jak Tomasz Turowski,  „Bolek”, czy Zacharski?...No i te jego skrywane kontakty z tymże Turowskim!.. Awanse, poczynione Turowskiemu w MSZ-ecie!... Radek Sikorski nieoczekiwanie zaśmierdł poważniej, niż cuchnął wcześniej , chociaż już wcześniej jego kariera nasuwała wiele wątpliwości, więc może nie aż tak bardzo „niespodziewanie”… Póki co jest jednak  „mężem swojej żony”, więc chociaż jako polityk jest w Polsce skończony – możliwości  brużdżenia zza oceanu jakieś tam posiada. Chyba że…

   …Mój ojciec miał przed wojną kolegę, Stanisława  Wenelskiego, która sam siebie nazywał „Wenelą”. Prawdopodobnie  to „Wenela” wzięło się od zapatrzenia w Wieniawę, który Weneli  niesłychanie imponował, bo informacje o Wieniawie  czerpał z prasy brukowej. Był to typ tzw. zgrywusa i zawadiaki, którego żarty przybierały często niebezpieczną postać. „Co, Wenela tego nie zrobi?! Zaraz zobaczycie!” – mawiał.  Pewnego razu, podczas  ślubu wspólnego znajomego, którego Wenela nie znosił, gdy para młoda stała jeszcze w kruchcie, podszedł do panny młodej i szepnął jej do ucha: „Proszę pani, co pani robi, za kogo pani wychodzi! Przecież ja go dobrze znam, to  łachmyta. Zrujnuje pani życie!’.. Panna młoda zniosła to ze stoickim spokojem… A gdyby  jakiś „Wenela”, z dostępem na przykład do tajnych archiwów,  szepnął  - już nie byle pannie młodej, a  jakiejś znanej  w świecie medialnym żonie, z jakiejś  wpływowej żydowskiej rodziny:  „Czy pani wie, jaka jest prawdziwa kariera pani męża?”...  Nie każda zniosłaby to ze stoickim spokojem.

Póki co toczy się między Polska a Unią Europejską (Berlinem) gra na zwłokę… I na zwłoki?...

                                                                                                                    Marian Miszalski

 

 

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »